XXXIX - Hellhound

poniedziałek, 6.IV.2009, 21:10
Czy tylko mnie mylog wkurzał przy tych swoich przerwach, przeprowadzkach etc? >.< no nie ważne, akurat ta nota stara napisana wtedy, kiedy właśnie mylog się walił. Miałam nie odzyskiwać bloga ale w sumie stwierdziła, co mi tam. Mam tą notke warto dodać, może uda mi się jakoś napisać niedługo następną ;) trzymać kciuki


„Udało nam się wydobyć DNA z prochów zabitego przez Panią wampira, jednak jest to bezużyteczne, gdyż nie zgadza się ono z bazą danych, co potwierdza tylko to, co już wiemy, że był bardzo stary.”
„Coś jeszcze jest ciekawego do dodania, zanim jego akta trafią do archiwum?” Uniosła brew przyglądając się zwłokom jednej z pięciu zamordowanych kobiet.”
„Wszystkie kobiety miały tą samą grupę krwi: O Rh-. Jest to chyba najrzadziej spotykana krew na świecie.”
„Tak… wiem coś o tym.” Mruknęła pod nosem zasłaniając twarz ofiary prześcieradłem. „Każ oddać ciała jeszcze dziś rodzinom, zaś prochy zbierz i schowaj w urnie do sejfu.” Rozkazała wychodząc z kostnicy.
„Dlaczego te dziewczyny nie zamieniły się w proch jak ten facet?” Will nie odstępował jej na krok.
„Bo były za młode. Gdyby tylko zostały zamordowane, a nie zmienione ich ciało nie uległoby jeszcze rozkładowi. Nieśmiertelność wampirza w pewnym sensie polega na trzymaniu tych prochów w kupie.” Odparła.
„Ciekawe. A więc srebrna kulka i ogień są w stanie zabić wampira. Jest coś jeszcze, co może ich powstrzymać?” Spytał zaciekawiony.
„Odcięcie głowy wprawia nieumartego w stan letargu póki obu części ciała się nie połączy. To samo jest z kołkiem. Póki tkwi w jego sercu jest niegroźny, ale tylko zostanie on wyciągnięty, a wampir powraca, że tak powiem, do życia.”
„Świetnie, czuję, że nasza współpraca będzie owocna.” Uśmiechnął się do niej. „Moje umiejętności detektywistyczne i wasza wiedza sprawią, że będę najlepszym szefem Rotterdamskiego wydziału.”
„Że co proszę?” Zatrzymała się patrząc na niego dziwnie.
„No przecież nie przeprowadzę się do Amsterdamu na stałe. Najlepiej będzie, jeśli poprowadzę własny oddział w Rotterdamie. Założę dla przykrywki własne biuro detektywistyczne, co pozwoli mi węszyć w różnych sprawach, co sprawi, że dam wam cynk o wampirze zanim dowiecie się tego od innych.”
„Nie, nie, nie, nie… ja się na nic nie zgadzałam.” Zmarszczyła brwi.
„A masz kogoś lepszego? Będę najlepszym dla Ciebie informatorem. Zobaczysz nasza współpraca będzie udana.”
W korytarzy rozszedł się cichy, mroczny śmiech.
„Wspaniale.” Kobieta uśmiechnęła się krzywo.
„A od kiedy przeszedłeś na Ty względem Mego Mistrza?” Wampir wyszedł ze ściany tuż przy mężczyźnie, który odskoczył w bok zszokowany.
„Wyspałeś się już, Alucard?” Spojrzała na niego z ukosa.
„Co za troska, Integral.” Uśmiechnął się krzywo. „Pamiętaj, że jako wampir nie potrzebuję wiele snu, zaś spędzając z Tobą całą noc, a nawet dłużej nadrobiłem zapas energetyczny.” Uśmiechnął się szelmowsko patrząc wyniośle na detektywa.
„W-wampir?” Will zrobił ogromne oczy na niego.
„Oho, czyżby zapał, który tu przed chwilą miał miejsca ostygł?” Podszedł do niego patrząc z góry. Był wyższy od detektywa o głowę.
Mężczyzna odchrząknął i wyprostował się. „Nie wiedziałem, że pracują tu też wampiry… i że chodzą w słońcu.” Spojrzał na niego dziwnie.
„A więc mianowałeś się już naszą wtyczką.” Wampir uśmiechnął się krzywo ukazując kły. „Skąd pewność, że w ogóle Cię potrzebujemy?”
„Przyjechaliście dopiero przy piątym morderstwie.” Zauważył.
„A nie pomyślałeś, że tak może miało być?” Obrzucił go wyniosłym spojrzeniem, a mina mężczyzny zbladła.
„Jak dla mnie może być skoro będzie trzymał się z daleka w Rotterdamie.” Spojrzał na Integral przez ramię. „A jeśli będzie nierozważny w tym, co mówi i robi.” Znów przeniósł wzrok na mężczyznę. „Osobiście się nim zajmę.” Wyszczerzył kły i zniknął.
„Słyszałeś?” Uśmiechnęła się do niego. „Jedno słowo o nas, a spotkasz się z nim sam na sam.” Odwróciła się i opuściła budynek z poprawionym humorem.
***
„Mam listy ludzi i rozkład treningów, który mi zleciłaś.” Wlad przyniósł jej dokumenty trzy dni po zleconym zadaniu, tak, jak o to prosiła.
Wzięła je do ręki i przejrzała. „Świetnie. Wyślij to do baz wojskowych by wiedzieli, którego dnia mają się stawić u nas.”
„A kto zajmie się ich wytrenowaniem?” Spojrzał na nią zdziwiony.
„Ja i moi zaufani ludzie.” Uśmiechnęła się do siebie i upiła herbaty.
***
Stu mężczyzn siedziało lub stało w ogromnej hali treningowej. Rozmawiali sobie swobodnie o różnych tematach. Głównym jednak tematem były plotki, jakoby mieli być szkoleni na jakiś łowców.
„Ciekawe, co to za monstrum, że to nie leśnicy mają polować.” Zażartował ktoś z tłumu.
„Bardzo niebezpieczny potwór.” Odezwała się Integral wchodząc do pomieszczenia. „Witam panowie.” Skinęła im głową.
Na sali zapanowała cisza.
„Jestem Integral Hellsing i od dziś jestem waszym szefem.” Oznajmiła, a pomiędzy żołnierzami przeszedł pomruk. „To jest Kapitan Pip Bernadetto.” Wskazała ręką w prawy bok, a za nią za drzwi wyłonił się mężczyzna. „Seras Victoria.” Wskazała w lewą stronę i w ten sam sposób pojawiła się za nią policjantka. „Od dziś przez najbliższy tydzień oni przekażą wam całą niezbędną wam wiedzę, do polowania.”
„A na co mamy polować?” Odezwał się ktoś z tłumu.
„Alucard.” Powiedziała jakby było to odpowiedzią.
„Co?”
„Wampiry.” Powiedział swoim mrocznym głosem przenikając przez ścianę.
Integral od ostatniego werbunku nauczyła się, że szok i namacalny dowód w postaci jednego z wampirów jest najlepszą metodą z zapoznaniem ich z sytuacją.
Żołnierze mimowolnie cofnęli się o kilka kroków.
„Wampiry.” Powtórzyła podchodząc do swojego sługi.
***
„A więc to będą moi żołnierze?” Detektyw Will obserwował ćwiczących mężczyzn za okna baraku.
„Nie. To są nasi żołnierze, którym będziesz tylko przekazywał informacje.” Poprawiła go blondynka siedząc w fotelu koło kominka i podpisując jakieś papiery.
„No tak…” Mruknął niezadowolony.
„A konkretniej podawać będziesz informacje zarówno nam w centralnej bazie, jak i dowódcy tego oddziału.” Wyjaśniła.
„Skąd weźmiecie im dowódcę?” Odwrócił się od okna i spojrzał na nią. „Musi to być chyba ktoś, kto się na tym zna. Nawet po tym tygodniowym treningu sami nie będą w stanie polować.”
„Oczywiście, że do tego potrzeba doświadczenia.” Założyła nogę na nogę. „Dlatego dowodzić nimi będzie doświadczony żołnierz ze starej jednostki.”
„Ah…”
***
Integral popiła herbatę i postawiła kubek na parapecie okna poprawiając szlafrok. Mimo, że dwie godziny temu zapadł zmrok obserwowała jak pół kilometra od jej posiadłości żołnierze ćwiczą koło baraku.
„Dadzą sobie radę.” Powiedział Alucard pojawiając się tuż obok niej.
„A czy ja się martwię o tych żołnierzy?” Spojrzała na niego odwracając głowę w jego stronę.
„A czy ja o nich mówię?” Uśmiechnął się krzywo. „Policjantka i Kapitan na pewno przekażą im odpowiednio wszystko, co powinni wiedzieć.”
„Tak. Zapewne…” Znów spojrzała za okno.
„Osobiście tego dopilnuję i na końcu sprawdzę ich umiejętności.” Oznajmił.
„Na końcu chcę ich wysłać na akcję by się przekonali w terenie.”
„Ależ oczywiście, a ja pojadę z nimi.” Zmrużył oczy przyglądając jej się przenikliwie od nagich stóp po czubek głowy.
„Nie chcę byś się wtrącał.” Znów odwróciła głowę w jego stronę patrząc mu w oczy.
„Nie będę się wtrącał.” Obiecał. „A bynajmniej nie mam zamiaru ułatwiać im zadania, wręcz… utrudniać.” Uśmiechnął się krzywo ukazując kieł.
„Co masz na myśli?” Zmrużyła oczy.
„Moje własne, dodatkowe iluzje.” Zbliżył się do niej.
„Nie uszkodź ich od razu.” Odwróciła się na palcach chcąc odejść, lecz złapał ją za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę.
„Znów chcesz mi uciekać.” Zanurzył twarz w jej włosy przy szyi opierając czoło o jej ramię.
„Ja nie…”
„Odeszłaś, gdy tylko się bardziej zbliżyłem.” Przerwał jej. „Nie zaprzeczaj.”
„Nie… nie pomyślałam o tym.” Zawahała się przed odpowiedzią.
„Pomyślałaś.” Uniósł głowę i przesunął wargami po jej policzku jedną dłonią unosząc jej podbródek, drugą trzymając nadal w pasie.
„No dobrze… pomyślałam.” Powiedziała cicho i niechętnie. „To bardziej odruchowe…”
„A więc trzeba się pozbyć tych odruchów.” Wziął ją na ręce, a ona zaskoczona objęła go za szyję.
„Co Ty…?”
„Zanoszę Cię do łóżka.” Spojrzał na nią z góry uśmiechając się szelmowsko.
„Ale jest wcześnie, nie chcę spać!” Spojrzała na mebel.
„A kto powiedział, że kładę Cię tam by iść spać?” Roześmiał się.
„Co?” Spytała zaskoczona lądując na miękkim materacu.
„Nie ma dziś jakiś większych akcji…” Powiedział klękając nad jej nogami i przytrzymując jej nadgarstki przy materacu. „A więc by się nie nudzić, zabawmy się trochę.” Pochylił głowę i przesunął językiem po jej szyi siadając jej na nogi w kolanach, gdy już ta miała zacząć nimi rzucać.
„Co Ty myślisz, że robisz?!”
„Shhhh…” Puścił jeden z jej nadgarstków i przyłożył palec do jej ust znikając rękawiczki. Oparł czoło o jej czoło stykając się z nią nosem. Przesunął opuszkiem kciuka po jej wargach.
Czuła jak serce mimowolnie zaczyna jej bić szybciej. Był tak blisko niej, że mimowolnie przymknęła lekko powieki patrząc mu w oczy i poruszyła ustami przesuwając wargami po jego skórze. Uśmiechnął się tym swoim zniewalającym uśmiechem i przesunął dłoń z linii jej szczęki po szyi kciukiem zaś z warg po podbródku. Chciała zaprotestować, jednak żaden dźwięk nie wydobył się spomiędzy jej warg. Zamknęła oczy, kiedy ją pocałował i z chęcią go odwzajemniła. Coś w głowie jej mówiło, że nie powinna do tego dopuścić, że to wampir. Jednak mimowolnie ignorowała te informacje. Kiedy pogłębił pocałunek uniosła jedną wolną rękę i wsunęła palce w jego włosy pozwalając by wsunął język między jej wargi. Musiała to w końcu przyznać, ale uwielbiała się z nim całować. Nie ważne jakby to nieodpowiednie jej się wydawało mimowolnie pragnęła by ją całował. Przesunął usta na jej szyję, a ona mimowolnie odchyliła głowę do tyłu. Otworzyła oczy cicho westchnąwszy, kiedy jego palce rozsznurowały jej szlafrok i rozejrzała się po suficie. Nie była pewna co robi, co powinna robić, ani nawet czy to, co robi albo raczej to na co mu pozwala czy jest odpowiednie, jednak nie potrafiła mu przerwać, sama nie potrafiła przerwać. Znów zamknęła oczy, gdy ją pocałował podciągając jej koszulę do góry. Czuła jak jego zimne palce przesuwają się po jej ciepłym boku powodując nieznaczne dreszcze. Serce jej mocniej zabiło, gdy dłoń zbliżyła się do jej piersi i objęła ją pieszcząc. Nawet nie potrafiła mu przerwać. Mimowolnie cicho stęknęła. Wampir puścił jej drugi nadgarstek i objął obiema rękoma w pasie obniżając się tak, by bez problemu wargami dosięgnąć jej piersi. Zamruczał cicho, gdy poczuł jej palce w jego włosach i usłyszał mimowolne, ciche westchnienia. Przesunął językiem po jej skórze w stronę sutka, który objął po chwili wargami. Cichy jęk. Była mu taka uległa. Uniósł na nią spojrzenie. Widział na jej twarzy, że to, co robi jej się podoba, słyszał również w jej głowie, iż mimo wszystko ma wątpliwości. I mimo wszystko go nie powstrzymuje. Podniósł ją lekko z materaca i całkowicie ściągnął jej bluzkę przyglądając się uważnie jej ciału. Jego palce cały czas błądziły po jej skórze brzucha i piersi. Pochylił się i ponownie ją pocałował. Objęła go za szyję oddając pocałunek równie namiętnie. Nie opierała się, kiedy zarzucił sobie na biodro jej nogę i przyciągnął jej biodra bliżej do siebie. Czuła mimo swojej piżamy i jego spodni, że jego członek stwardniał. Ten fakt zarazem ją w jakimś stopniu zmieszał jak i podniecił. Mimowolnie przyciągnęła go zarzuconą na niego nogą. Cicho warknął ponownie przenosząc usta na jej piersi. Po chwili przewrócił ich na bok i wsunął dłoń pod materiał spodni jej piżamy na pośladki przyciągając mocniej do siebie. Cicho jęknęła mu do ucha, gdy pieścił językiem i wargami jej ramię i szyję. Poczuła jak jego dłoń na jej pośladku próbuje zsunąć niżej jej spodnie. Serce zabiło jej jak oszalałe i otworzyła szeroko oczy. Spanikowała i chwyciła materiał uniemożliwiając mu to, co zamierzał. Nie przerwał swoich poczynań, jednak cofnął dłoń i nie naciskał. Nawet na nią nie spojrzał.
Nie… to było by nie rozważne. Nie chciał przecież wprawić ją w zażenowanie i by się wycofała. Gdyby chciała przestać już by mu to nakazała. A jednak nadal pozwalała mu się dotykać i całować. Jak na razie to on miał cała inicjatywę. Nie to by jakoś specjalnie mu to przeszkadzało… Jednak, gdy ją rozkręci, z czasem stanie się bardziej odważna. Oczywiście, że nie tego wieczoru. Nie. Wiedział, że nie jest jeszcze gotowa na pełen stosunek. Jest jeszcze zbyt… przerażona. Spojrzał na nią zmrużonymi oczyma. Ona miała zamknięte powieki. Był zdziwiony swoją wyrozumiałością dla jej strachu i odczuć. Ostatni raz miał jakiekolwiek zbliżenie z kobietą, gdy był jeszcze człowiekiem. A jako Vlada nie obchodziło go nic. Ani fakt, że dla wszystkich dziewic, jakie kazał sobie sprowadzać był to pierwszy raz, że nic o tym nie wiedziały i były przerażone, ani to, że było to bolesne. Bo nie był delikatny. Nie dbał o to. Chciał się tylko wyżyć. Ale nie tym razem. Zależało mu na czymś więcej, a niżeli jednorazowym incydencie. A więc nie mógł naciskać.
Z przyjemnością poczuł jak jej ciepła dłoń dostaje się na jego chłodny bok pod bluzką. Cały materiał i tak już wyszedł mu z spodni. Znów przyciągnął jej biodra bliżej do swoich. Pocałował ją namiętnie i chwycił za nadgarstek. Jego cienie rozpięły jego pasek u spodni i rozporek. Pociągnął jej dłoń w tamtą stronę. Poczuł nieznaczny opór. Czuł wahanie w jej dłoni.
No tak… nigdy na żywo nie widziała męskiego penisa, a co dopiero miałaby go dotykać.
Po chwili znów pokierował jej dłoń. Czół jak niepewnie go obejmuje. Zaczął poruszać jej dłonią, kiedy jego język i wargi nadal błądziły po skórze jej ramienia. Ona miała szeroko otwarte oczy. Była w szoku. Była w szoku, że jest taki gładki, taki… przyjemny dla niej w dotyku. Prowadziła dłoń tak, jak jej wcześniej pokazał. Nadal niezbyt wiedziała, co wyczynia i co powinna robić. Z jeszcze większym szokiem odnotowała fakt, że on oddycha. Słyszał wyraźnie jego ciężkie sapnięcia i mruknięcia niedaleko jej ucha. Jego dłoń znów znalazła się na jej pośladku pod materiałem przyciągając do siebie. Serce jej waliło. Przesunął dłoń na jej udo ponownie umieszczając jej nogę na swoim biodrze nieznacznie zsuwając materiał z jej bioder.
Poczuł jak panikuje, że mógłby zechcieć w nią wejść. Oczywiście, że by chciał. Ale nie zrobi tego w brew niej. Nie chciał jej wystraszyć. Chciał ją doprowadzić, jednak prawie, że niemożliwym było to bez dotykania jej miejsc intymnych, a wyraźnie czuł, że ona ma obawy przed udostępnieniem mu ich. Niesłuszne…
Warknął gardłowo, kiedy poczuła lepką substancję na palcach. Wiedział i czuł, że jest zszokowana. Pochylił się nad nią i przytulił do siebie. Ostrożnie również go objęła. Nie musiał patrzeć by wiedzieć, że przygląda się ona swojej mokrej dłoni niezbyt wiedząc, co z nią zrobić. Serce nadal jej waliło. Dopiero po chwili przytuliła go bardziej opierając tą dłoń na jego ramieniu.
„Żyjesz?” Mruknął jej do ucha nieznacznie się do niej odsuwając.
„Ughm… tak.” Spuściła wzrok.
Odgarnął jej włosy z policzka i pocałował delikatnie. Jego cienie zapięły mu spodnie. Chwycił ją na ręce i podniósł delikatnie w czasie, gdy cienie ściągały kołdrę w dół. Położył ją i ułożył się obok przyciągając do siebie. Zostali okryci kołdrą. Kobieta mocniej się w niego wtuliła mając jednak nadal otwarte oczy. Wpatrywała się w szarość jego skóry i koszuli przed nosem. Odgarnął jej włosy za ucho i chwycił za oprawkę jej okularów ściągając ostrożnie. Odwróciła głowę w stronę sufitu by mu to ułatwić. Odłożył je na stolik nocny i chwycił jej koszulę.
„Chcesz ją ubrać?” Spytał patrząc na leżącą kobietę zmrużonymi oczyma.
Spojrzała na niego dziwnie, po czym podniosła się do siadu i uniosła ręce, on zaś pomógł jej ją ubrać. Widział nadal zmieszanie na jej twarzy.
„Powinnaś się przespać.” Pogłaskał ją po policzku i położył się ciągnąć za sobą.
***
Żołnierze rozstawiali się w koło odgrodzonego budynku. Ten najbliżej drzwi otworzył je strzelając w zamek, po czym zajrzał do środka. W przedpokoju było pusto. Kiwnął na swoich współtowarzyszy i wkroczyli do środka. Wszędzie panowała ciemność. Mężczyzna przesunął latarką po pomieszczeniu. Nagle gdzieś w ciemności ujrzeli dwie małe kulki odbijające światło niby lusterka. Źrenice. Automatycznie skierowali w tamtą stronę broń. Ghul wyskoczył na nich z ciemności. Huk wystrzału i po potworze został tylko pył. Ruszyli dalej.

Alucard obserwował wszystko z ukrycia. Żołnierze nie mieli pojęcia o jego obecności. Z ciemności obok jego prawego uda wyłoniły się cztery pary oczu, jedna nad drugą. Po chwili poniżej zaświeciły psie zębiska. Wampir spojrzał tylko na Hellhounda i kiwnął głową by ruszył na swoje polowanie. Był tylko jedną z wielu przeszkód, jakie wymyślił na ten test.

„Kurwa to już chyba z dziesiąty!” Warknął jeden z mężczyzn oglądając pomieszczenie. „Skąd one się biorą?! W raporcie miał być wampir i cztery ghule!”
„Nie wiem, kurwa, ale najwyraźniej jest ich więcej! Pamiętajcie, że póki nie dorwiemy wampira – rodzica możemy zabijać te szmatławce godzinami, a i tak przyjdą nowe!”
„Tom jak tam piwnica?” Mężczyzna podniósł krótkofalówkę do ust.
„Czysto, nic nie widać prawie… Co to kurwa….?!” Wystrzały. „Jeden sukinsyn się przyczaił za kartonami… O Boże! Co to jest?!” Wystrzały. „Jezu, Maria!” Trzask.
„Tom! Tom!” Potrząsnął krótkofalówką.
„Ratunku!” Drzwi do piwnicy otworzyły się z hukiem i wypadł z nich jak pijany, przerażony żołnierz.
Tuż za nim szedł Hellhound. Zwierzę warknęło przeraźliwie szczerząc kły, po czym rozpłynęło się w mroku. Żołnierze widzieli tylko jak każde oko płynie w swoją stronę po ścianie by zniknąć.
***
Integral siedziała w samochodzie i wyglądała przez szybę, co jakiś czas zerkając na zegarek. To wszystko za długo trwa…
Żołnierze zaczęli wychodzić z budynku po kolei. Jeden z nich wisiał na ramieniu kolegi podskakując. Dostał kulkę w łydkę.
Blondynka zmarszczyła brwi i wysiadła z auta. Poczekała aż wszyscy wyjdą i podeszła do komendanta.
„Co tak długo?” Zmarszczyła brwi.
„Hellhound.” Alucard pojawił się tuż obok niej.
„Hellhound?” Uniosła brew. „Hellhound ich tak spowolnił?”
„Spanikowali na jego widok, dlatego ten ma postrzał.” Wyjaśnił kiwając głową na rannego mężczyznę.
„Ilu w sumie było?”
„Jeden wampir i dwadzieścia ghuli w tym piętnaście moich no i piesek.”
„W takim razie w porządku.” Czoło jej się wygładziło. „Zabili wszystkie ghule?”
„Tak.” Zmrużył oczy. „W takim razie jak na pierwszą akcję czas może być.” Spojrzała na niego. „Hellhound był koniecznością?”
„Podczas akcji nigdy nie wiadomo, co użyje przeciw nam przeciwnik. Warto być przygotowanym na element zasadzki, Mistrzu.”
Kiwnęła głową. „Masz rację.” Przyznała. „Kapitanie niech zajmą się rannym i odpoczną na dziś. Jutro mogą wracać do swej bazy.” Oznajmiła i wróciła do auta.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

XXXVIII - Popsuty termostat?

sobota, 8.XI.2008, 11:00
„Widziałam was.” Amy zadowolona usiadła na łóżku blondynki obok leżącego tam synalka.
„Widziałaś kogo?” Uniosła brew zdziwiona.
„No jak to, kogo? Ciebie i Alucarda rano przed domem!” Oznajmiła radosnym tonem. „Jestem z Ciebie dumna! Naprawdę nieźle wam idzie. Już nawet przytulacie się na widoku.”
„To nie tak.” Integral wywróciła oczami. „Przesiąkłam zapachem tego wampira, co mnie w nocy zaatakował. Nie spodobało mu się to, a więc postanowił zniwelować ten zapach swoim.” Wyjaśniła.
„A więc był zazdrosny!” Zaklaskała w dłonie.
„Nie nazwałabym tego tak.” Integral zmrużyła oczy.
„A jak inaczej? Był zły, że pachniesz innym. Był zazdrosny!” Oznajmiła pewna swoich racji.
„Może po prostu ten zapach był dla niego nieprzyjemny?” Zasugerowała.
„Oczywiście, że był! Nienawidzi zapachu jakiegokolwiek mężczyzny na Twoim ciele!” Odparła. „Przestań być dla niego taka zamknięta. Facet się stara, może trochę za bardzo subtelnie, ale się stara. A Ty się tak zamykasz, że nawet tego nie zauważasz.”
„Skąd możesz o tym wiedzieć?” Zmarszczyła brwi.
„Daje stówę, że nawet nie sprawdziłaś, co oznacza orchidea! Zdziwiłabyś się ile można się dowiedzieć z jednego kwiatka.”
Blondynka wywróciła oczami. „Przesadzasz z tym znaczeniem kwiatów. Nie sądzę by przyłożył do tego większą uwagę.” Odparła.
„A więc go spytaj.” Rozległ się dźwięk komórki. „O przepraszam. Thomas puszczał mi sygnał, że czeka już na mnie przed rezydencją.” Wzięła synalka na ręce. „Miłego dnia i naprawdę, sprawdź ten kwiatek. Naprawdę nie ciekawi Cię to choćby trochę?” Uniosła brew, po czym wyszła.
Integral spojrzała na orchideę stojącą przy łóżku. Wstała z fotela i usiadła na miejscu, gdzie poprzednio znajdowała się Amy i przesunęła palcem po fioletowym płatku.
„Może faktycznie chcesz mi coś powiedzieć?”
„Jeśli chcesz wiedzieć wystarczy spytać.” Pojawił się tuż obok niej i przyciągnął do siebie tyłem zanim zaskoczona zdążyła się odsunąć. Pochylił głowę w stronę jej ucha. „Orchidea oznacza, że jesteś najbardziej zmysłową kobietą pod słońcem, Integral.” Mruknął przesuwając wargami po krawędzi jej ucha.
Oczy otworzyły jej się w szoku i nawet nie poruszyła się o milimetr. Jej ciało przebiegł dreszcz. Uśmiechnął się krzywo i przesunął językiem za jej uchem przyciągając ją mocniej.
„Alucard…” Wydusiła po chwili i było słychać, że jej oddech stał się nieznacznie szybszy i cięższy.
„Czego się boisz, Integral?” Mruknął chowając twarz w jej włosach. „Czemu jesteś taka spięta?” Palcami jednej dłoni zaczął owijać kosmyk jej włosów drugą nadal trzymając ją mocno w pasie przy sobie. „Czyżbyś bała się, że Cię skrzywdzę? Jak? Sądzisz, że jestem wampirem, dlatego nie zrozumiem Twoich uczuć i odczuć? A może obawiasz się, że Cię po prostu wykorzystam jak zabawkę?” Mruknął zostawiając jej włosy w spokoju i przeniósł dłoń na jej szyję odchylając jej głowę do tyłu na swoje ramię i zaczął przesuwać wargami po jej skórze na tętnicy.
„Ja…” Szepnęła a serce zaczęło jej walić jak szalone. Było dla niej dziwne słuchać, jak wymawia jej, nieokreślone dla niej samej, obawy na głos.
„Jesteś strasznie spięta. Jakbyś tylko czekała, kiedy Ci wyszarpie gardło.” Zmarszczył brwi i rozluźnił uścisk, po chwili ją puszczając. „Pamiętaj jednak, że ja też kiedyś byłem człowiekiem, fakt, może niezbyt jest, czym się chwalić biorąc pod uwagę moje tamtejsze zachowanie wobec kobiet i reputację, jednak byłem istotą ludzką i to, że niektóre aspekty mojej egzystencji się zmieniły, nie oznacza, że utraciłem wszystko, co ludzkie.” Ułożył się wygodnie na jej łóżku podkładając ręce pod głowę. „Nie przypisuj mi łatki Vlada.” Spojrzał na nią z ukosa. „Nie jestem już taki jak kiedyś. 550lat potrafi każdego zmienić.” Wyciągnął rękę i przesunął ją po jej ramieniu, po czym delikatnie złapał za nadgarstek. „Ufasz mi tak, że jesteś w stanie powierzyć mi swoje własne życie, ale dlaczego nie jesteś w stanie zaufać mi w tej sprawie?” Pociągnął ją za rękę tak, że obecnie leżała obok niego. Objął ją ramieniem.
„Ja…” Zaczęła niepewnym głosem, po czym zamilkła przygryzając wargę.
Westchnął nieznacznie i pochylił głowę całując ją w czoło. „Powinnaś odpocząć. Z tego, co słyszałem miałaś ciężką noc.” Powiedział a jego cienie zasłoniły zasłony w oknach.
Blondynka podniosła głowę i spojrzała na niego dziwnie.
„Po prostu postaraj się zasnąć.” Powiedział trzymając ją nadal przy sobie i okrywając ich kołdrą.
***
Od kilku minut leżała w bezruchu rozglądając się po ciemnym pomieszczeniu. Nie miała pojęcia ile przespała, jednak miała wrażenie, że za oknem jest już ciemno. Czuła się dziwnie obejmowana przez niego od tyłu, kiedy jego ciało przylegało idealnie do jej ciała. Czuła ciężar jego czoła opartego o tył jej głowy. Jego ręce obejmujące jej kibić. Jakby nie chciał by się, choć na chwilę od niego odsunęła.
„Nad czym myślisz?” Mruknął nie podnosząc głowy.
„Skąd wiesz, że nie śpię?” Spytała szeptem, jakby ktoś oprócz nich był jeszcze w pokoju i spał.
„Wyczuwam to.” Odparł. „Kiedy się budzisz zmienia się Twój oddech, bicie Twego serca i metabolizm. Dla ludzi jest to zbyt subtelne, by mogli to od tak wyczuć.” Wyjaśnił.
„A więc zawsze wiesz, kiedy śpię, a kiedy nie?”
„Mhm…” Mruknął ponownie. „Nie zmarzłaś?” Podniósł głowę odsuwając ją od jej.
Odwróciła się skręcając górną część ciała w jego stronę patrząc na niego dziwnie. Było dla niej takie opcje jawna jego troska. Nie leżał z nią tak od kilku, chyba nawet dziesięciu miesięcy, kiedy to wrócili z Rosji. Wtedy ostatni raz był dla niej taki opiekuńczy
„Dlaczego to robisz?” Spytała po chwili znów szepcząc.
„Mówiłem Ci o tym niedawno.” Odgarnął jej włosy za ucho. „Przed tą całą sprawą w Rotterdamie. Jesteś dla mnie najważniejsza.” Powiedział całkiem poważnie patrząc jej w oczy. „Na początku zdawałaś się traktować mnie poważnie, jednak od tej sprawy w Rotterdamie znów się ode mnie odsunęłaś.” Zmarszczył brwi. „Nie rozumiem, czego się boisz.” Chwycił jej biodra i odwrócił całkowicie do siebie. „Czuje jak serce Ci wali i krew szybciej płynie od zdenerwowania.”
Przygryzła wargę. Otworzyła po chwili usta jakby chciała coś powiedzieć, jednak przymknęła je i uciekła wzrokiem gdzieś w bok.
Przyciągnął ją mocniej do siebie opierając podbródek na czubku jej głowy wzdychając cicho. „Jak strasznie Ty się boisz czegoś, czego nie znasz i nie doświadczyłaś.” Przymknął powieki. „Ale ostrzegałem Cię, że nie zrezygnuję i zrobię wszystko byś była moja.” Odsunął się nieznacznie i spojrzał na nią poważnie. „Nie odpuszczę po to byś była innego. Rozumiesz?” Uniósł jej podbródek trzymając go delikatnie, ale zmuszając ją do spojrzenia na siebie. „Miej mnie za samolubnego wampira, ale taki jestem i to postanowiłem.”
Zamknęła oczy i przytuliła się do niego. Uśmiechnął się krzywo i pocałował ja w czoło.
„Zobaczysz, oswoisz się, a wtedy nie będzie to takie trudne.”
***
Kiedy rano otworzyła oczy ujrzała przed nosem pogniecioną, trochę rozpiętą czarną koszulę, z, pod której wystała blada skóra. Uniosła głowę patrząc na śpiącego obok niej wampira. Była zdziwiona, że został z nią całą noc. Wyciągnęła dłoń w jego stronę, jednak zatrzymała ją kilka centymetrów od jego twarzy jakby się wahając. Przygryzła wargę, po czym ostrożnie odgarnęła mu włosy z twarzy. Nawet się nie poruszył. Westchnęła cicho i wyplątawszy się z jego uścisku odnalazła swoje okulary. Wstała z łóżka i poprawiła zasłony w oknach, by słońce na nie nie padało. Kiedy już upewniła się, że nie zbudzi ono wampira udała się do łazienki. Zrzuciła z siebie wczorajsze ubranie i weszła do kabiny prysznicowej. Ustawiła wodę na ulubioną temperaturę i odkręciła ją. Po chwili oczy rozszerzyły jej się w szoku i z sykiem odskoczyła do tyłu wpadając na drzwiczki i pospiesznie zakręciła wodę. Parzyła! Zaskoczona spojrzała na swoją zaczerwienioną skórę ramion. Czyżby termometr się popsuł? Przyjrzała się licznikowi. Wszystko zdawało się być w porządku. A więc o co chodzi? Ponownie zaczęła odkręcać wodę ale znacznie wolniej, tak by ukazał się tylko słaby jej strumień nie dotykający jej ciała. Włożyła pod wodę palec i od razu go cofnęła. Zirytowana popsutym najprawdopodobniej termostatem zmniejszyła temperaturę o kilka stopni i znów zanurzyła palec, a potem dłoń. Już woda ją nie parzyła, jednak była zdecydowanie za ciepła. Znów zmniejszyła temperaturę, po czym mocniej odkręciła wodę wchodząc pod strumień. Leciała przyjemna, letnia woda.
Kiedy wyszła z łazienki poprawiając szlafrok z froty wampir siedział na krawędzi jej łóżka z potarganymi włosami, nieprzytomnym wzrokiem i ziewał szeroko.
„Dlaczego nie śpisz?” Spytała podchodząc do szafy.
On wstał i powoli podchodził do niej. „Bo nie chcesz?” Uniosła brew zdziwiona wybierając ciuchy.
„Chłodno się bez Ciebie zrobiło.” Objął ją w pasie i przytulił od tyłu. „Jesteś rozgrzana po prysznicu.” Powiedział wciągając powietrze nosem schowanym w jej włosy przy ramieniu.
„Raczej lekko poparzona przez popsuty termostat.” Skrzywiła się lekko na samo wspomnienie i poprawiła szlafrok na sobie.
„Popsuty termostat?” Oparł podbródek na czubku jej głowy.
„Tak, ustawiłam temperaturę na swoją ulubioną, a woda była aż parząca.” Wyjaśniła.
Roześmiał się cicho.
„Co Cię tak bawi?” Spojrzała na niego przez ramię zmrużonymi niebezpiecznie oczami.
„To nie popsuty termostat.” Chwycił ją za ramiona i obrócił w swoją stronę ponownie po chwili obejmując w pasie. Pochylił głowę i przesunął nosem po jej szyi, zaś ona gwałtownie cofnęła się.
„Jesteś zimny!”
„Nie.” Uśmiechnął się krzywo ponownie ją przyciągając. „Jestem chłodny jak zawsze, moja droga. To Ty jesteś rozgrzana. Tak samo było z wodą. Spędziłaś ze mną całą noc, dlatego ciepłota Twojego ciała na zewnątrz spadła, zaś Ty nie czułaś chłodu bo po takim czasie organizm się przyzwyczaił, a to znaczy, że termostat działał poprawnie, tylko, że różnica między temperaturą ciała, a wody była wyższa niż zawsze.” Mrugnął do niej.
„A więc, co? Czeka mnie zmiana przyzwyczajeń temperaturowych?” Uniosła brew.
„Poniekąd.” Znów się cicho roześmiał. „Zdajesz sobie sprawę, że stoisz tu naga okryta tylko i wyłącznie szlafrokiem?” Uśmiechnął się szelmowsko, a ona poczerwieniała nieznacznie na twarzy i odsunęła się od niego ponownie poprawiając i przyciskając do siebie szlafrok.
„Muszę się ubrać.” Mruknęła pod nosem i sięgnęła po ubrania chcąc pospiesznie udać się do łazienki.
Ponownie przytulił ją od tyłu trzymając mocno. „Nie musisz.” Zanurzył twarz w jej włosy opierając czoło o jej ramię. „Będę Cię trzymał tak długo, aż przestaniesz się krępować, Integral.” Powiedział. „Nie stoisz przecież przede mną całkiem nago, tak naprawdę widać Twoje nogi od kolan w dół, nic więcej, a Ty panikujesz, bo masz świadomość, że pod spodem nic nie masz. To trochę niedorzeczne, w końcu nie zdzieram tego z Ciebie.” Pociągnął ją w stronę łóżka po chwili siadając i sadzając ją sobie na kolana.
„Ale ja nie mam tyle czasu by tu siedzieć!” Oburzyła się i próbowała wyrwać.
„Uspokój się.” Mruknął jej do ucha. „Im dłużej będziesz szaleć tym więcej czasu Ci to zajmie i w ten sposób przesiedzimy tu cały dzień.” Uśmiechnął się szelmowsko. „Nie to żebym miał cokolwiek przeciwko temu, ale wiem, że nie chciałabyś opuścić dnia pracy.”
Westchnęła zrezygnowana i oparła tył głowy o jego ramię.
„Dobrze.” Uśmiech mu się poszerzył. „A teraz mi powiedz, co jest na dzisiaj planowane.” Zaczął palcami przesuwać po jej przedramieniu.
„Znaleźliśmy ciała tych pięciu kobiet, które były zmienione przez naszego wampira. Po spisaniu raportu z sekcji, oczywiście sfałszowanego, gdyż prawdziwej przyczyny zgonu podać nie możemy, zostaną one wydane rodzinom, by mogli je odpowiednio pochować.” Odparła przymykając oczy.
„Coś jeszcze?” Pochylił głowę i przesunął wargami po jej policzku.
Zmarszczyła brwi i otworzyła oczy prostując się ile mogła uwięziona w jego ramionach i spojrzała na niego dziwnie. „Jak ja mam o czymkolwiek mówić, kiedy Ty mnie…”
„Kiedy ja co?” Uśmiechnął się do niej szelmowsko.
„Kiedy mnie zaczepiasz.” Dokończyła.
Roześmiał się cicho. „Przyzwyczajaj się, Moja Piękna.” Pochylił się i pocałował ją w szyję. „Powiedziałem Ci, że nie odpuszczę.” Mruknął. „Chcę mieć Cię blisko w każdej chwili, jak tylko to możliwe.” Przyciągnął ją bardziej.
Oczy kobiety się rozszerzyły. „Masz zakaz pojawiania się w biurze!”
Roześmiał się prostując. „Nie martw się.” Mrugnął do niej. „W pracy nie będę Ci za bardzo przeszkadzał.”
„Powinieneś iść spać.” Oznajmiła wstając z jego kolan już niekrępowana jego rękoma.
Uśmiechnął się krzywo patrząc jak zabiera ubrania i idzie do łazienki. „Jak sobie życzysz.” Mruknął cicho i ułożył się ponownie wygodnie na łóżku ziewając.
***
„Zacznijcie sie całować, a dalej daj mu zrobić juz, co chce.” Powiedziała pseudonaukowym tonem Amy. „Zobaczysz to nie takie złe. Nie zrobi ci nic nieprzyjemnego ani nie ugryzie, a bynajmniej nie powinien.” Ostatnią część zdania mruknęła jakby do siebie. „Co z tego, że będziesz się na początku czuć skrepowana i nie wiedzieć, co robić.” Machnęła ręką. „On tam na pewno juz wszystkie sztuczki zna, a jak wybije Cie na orbity rozkoszy nawet nie będziesz pamiętać, co to zażenowanie i wstyd. Najlepiej od razu iść na całość, oczywiście nie mowie tu o utracie dziewictwa..."
Integral patrzyła na nią z niedowierzaniem.
„No co?” Wzruszyła niewinnie ramionami. „Masz okazje to wykorzystaj to.”
„Ale ja tak nie potrafię.” Odkroiła łyżeczką kawałek ciasta. „Jak możesz podchodzić do tego tak swobodnie jakbyś mogła z pierwszym lepszym?” Spytała. „I nie to bym Cie jakoś od razu posądzała.” Dodała szybko wyjaśniającym tonem.
„Aaaa… i tu Cie boli. Faktycznie kiedyś nie robiło mi to różnicy, ale teraz mogę tylko z jednym. Prawda, Kochanie?” Spytała pieszczotliwym głosem pochylając się nad wózkiem synka. „To spytaj czy Cię kocha.” Spojrzała na koleżankę z ukosa.
„Że co?” Spojrzała na nią szeroko otwartymi oczyma.
„To co powiedziałam.” Wyprostowała się na krześle. „Jesteś ten typ człowieka, któremu trudno się rozkoszować bez uczuć, a szczególnie pewności to się spytaj i po kłopocie. To proste. Pytasz i albo cie kocha albo nie.” Wzruszyła ramionami. „Ewentualnie możesz powiedzieć mu, że go kochasz..."
„Ale ja…” Chciała jej przerwać.
„A wtedy albo odpowie Ci to samo lub coś wymijającego np. wiem, czy też przemilczy to można się zastanawiać czy Cie kocha, a nie jest gotowy powiedzieć czy nie.” Wyjaśniła.
„Okropna jesteś.” Stwierdziła podłamana blondynka.
„No co? Chciałaś przecież wiedzieć jak to jest być z wampirem, nie? Moim zdaniem jest sto razy lepiej niż z człowiekiem bo ja kocham swojego wampira.” Spojrzała na nią z ukosa. „No i ma świetne umiejętności nabyte przez lata.” Zmrużyła oczy przyglądając się reakcji blondynki, która mimowolnie się skrzywiła. „To Cię niepokoi, prawda?” Uśmiechnęła się przebiegle wstając z kanapy. „Akurat w tej sprawie reprezentujemy całkiem inne typy poglądu.” Przeszłą się kawałek. „Ja jestem z tych, co nie obchodzi to, że miał kiedyś dawno temu inne. Ważne, że jestem ja i tyle, zaś Ciebie ogarnia zazdrość na samą myśl, że mógł dotykać byłe kochanki, że je w ogóle miał.”
„Nie jestem zazdrosna.” Oburzyła się.
„Ależ oczywiście, że jesteś. Widać to w Twoich oczach.” Spojrzała na nią z góry. „To, że powiesz, iż jakieś uczucie w Tobie nie istnieje nie oznacza, że taka jest prawda. Możesz to nawet nie nazywać zazdrością, ale to uczucie właśnie tym jest.” Wyjaśniła. „Tak samo widać, że czujesz do niego coś bardzo mocnego, choć nie chcesz się przyznać.”
„Masz dziwne jakieś swoje filozofie. Nie wierzę w to, by po spojrzeniu byłabyś w stanie określić co, kto do kogo czuje.”
„Och, oczywiście, ż nie dokładnie po samym spojrzeniu, ale po ogólnej obserwacji dobrze wprawione oko jest wstanie wyłapać niuanse naprowadzające na odpowiednią dedukcję.” Uśmiechnęła się szeroko. „Uwierz wiele lat byłam dla znajomych swatką i wiem jak to rozpoznać.” Mrugnęła do niej.
„Ale…” Nie skończyła, gdyż rozległo się pukanie, a po chwili do biura wszedł Wlad.
„Nie przeszkadzam?”
„Nie, jasne, że nie. Co masz dla mnie?” Spojrzała na niego blondynka kończąc rozmowę z rudą.
„Och, świetnie, że jesteś Wlad!” Amy podeszła do niego i chwyciła za ramię. „Będziesz mi potrzebny do małej prezentacji.” Pociągnęła go w stronę biurka.
„Co?” Oboje spojrzeli na nią zszokowani.
„Spójrz na nią.” Wskazała mu Integral.
„A Ty przyjrzyj się sposobowi, w jaki on patrzy.” Zwróciła się do niej. „Zwróć uwagę na blask, lub jego brak w oczach, na ich wyraz…” Wyjaśniła. „Już się przyjrzałaś? A więc teraz spójrz na mnie.” Chwyciła podbródek mężczyzny i zwróciła jego spojrzenie na siebie tak, by koleżanka mogła wszystko dokładnie widzieć.
„Może mi ktoś wyjaśnić, co tu się wyrabia?” Wlad zmarszczył brwi.
„Właśnie wyjaśniam Integral jak można rozpoznać stosunek człowieka i nie tylko, do innej osoby.” Uśmiechnęła się do niego uroczo. „Zauważyłaś, że jak miał patrzeć na Ciebie to nawet się nie spytał, o co chodzi i nie protestował?” Spojrzała na nią.
„Amy daj już spokój, dobrze?” Spojrzała na nią dziwnie. „Wlad ma pewnie dla mnie jakieś ważne sprawy służbowe, a Ty powinnaś iść z małym Maxem na spacer.” Spojrzała znacząco na wózek przy kanapie.
„Dobrze, dobrze już idę.” Uniosła ugodowo ręce i podeszła do dziecka. „Choć Kochanie, później odwiedzimy ciocię.” Pchnęła wózek wyprowadzając z pomieszczenia.
„O co jej chodziło?” Mężczyzna uniósł brew.
„Nic ważnego.” Odparła wzruszając lekko ramionami. „Co tam masz dla mnie?”
„Raporty sekcji i akta zgonów są już przygotowane. Oczywiście zrobiono im nacięcia w kształcie Y by rodzina nie miała wątpliwości co do przeprowadzenia sekcji.”
„Wspaniale.” Uśmiechnęła się podpisując dokumenty, które położył przed nią. „Dostaliśmy już przelew od rządu na stworzenie oddziałów?” Spojrzała na niego.
„Tak, właśnie otrzymałem kilka minut temu potwierdzenie wpłaty na konto.”
„A więc musimy zająć się odnalezieniem odpowiedniej ilości żołnierzy na to stanowisko.” Wstała z fotela i ruszyła w stronę drzwi. „Masz mój plan rozmieszczenia oddziałów. Skonfrontuj go z planem rozmieszczenia baz wojskowych i sprawdź ile każdej przypada rewirów przeze mnie wyznaczonych. Każda baza ma dostarczyć stu ludzi na każdy przypadający jej rewir. Muszą to być bardzo dobrzy żołnierze. Mają trzy dni na przysłanie nam faxem listy nazwisk z każdego rewiru, a nie listy nazwisk z danej bazy. Kiedy już będziesz miał wszystkie dokumenty przyjdziesz do mnie i ustalimy kolejność, w jakiej dane rewiry będą się do nas zgłaszały na treningi.” Podała dokumenty sekretarce.
"A jeśli jakiś rewir będzie leżał po połowie obszaru przy dwóch wojskowych bazach?” Spytał.
„Jeśli będą miały po tyle samo rewirów każ wysłać tam po pięćdziesięciu ludzi, jeżeli jedna będzie miała większe już zobowiązania od drugiej zwal wszystko na tą drugą.” Pochyliła się nad biurkiem i złożyła podpis na podsuniętych przed sekretarkę dokumentach. „Kopie faksów masz od razu przesłać mi bym mogła zrobić własną analizę” Rozkazała.
„Moglibyśmy zrobić to razem.” Zaproponował.
„Nie. Chcę dwa całkiem oddzielne plany działania, które można by skonfrontować.” Odwróciła się w jego stronę. „Kolejność trenowania poszczególnych rewirów masz uzasadniać, zaś nazwy rewirów mają pochodzić od centralnego punktu terenu. Jeżeli nie ma tam żadnego miasta czy miasteczka nazwa ma pochodzić od najbliższej centrum rewiru miejscowości.” Oznajmiła. „Nazwy masz ustalić przed wydaniem nakazu przekazania nam ludzi. Kiedy już to zrobisz kopię listy masz dostarczyć na moje biurko, czyli za jakąś godzinę” Spojrzała na zegar na ścianie.
„Za godzinę?” Uniósł brew. „Tak, za godzinę chcę mieć nazwanych wszystkich 55 rewirów. To chyba dość czasu?” Zdjęła płaszcz z wieszaka i ubrała.
„Idziesz już do domu?” Spojrzał na nią dziwnie.
„Nie.” Wywróciła oczami. „Mam kilka spraw do załatwienia, zresztą ja tu jestem szefem i mam prawo wyjść, kiedy zechcę.” Odparła. „Za godzinę wracam i mam mieć już to gotowe.” Powiedziała odchodząc.
„Jasne.” Mruknął pod nosem i udał się do swojego stanowiska.
Kobieta zapinała po drodze płaszcz, a kiedy wyszła do przedsionka uniosła brew.
„Czekasz tu na mnie cały dzień, czy może przyszedłeś do kogoś innego?” Spytała wstającego z ławki detektywa.
„Czekam na Panią.”
„To było wejść do biura.” Wzruszyła ramionami idąc do drzwi wejściowych.
„Chcę wiedzieć więcej.” Oznajmił żarliwie idąc za nią.
„Już powiedziałam, że to nie możliwe. I tak wie Pan już za dużo. Powinnam się Pana pozbyć dla bezpieczeństwa własnej firmy.” Oznajmiła mu wychodząc na dwór.
„Nie wrócę od tak do Rotterdamu po tym wszystkim, co widziałem!” Nie poddawał się.
„Proszę nie nadużywać mojej wyrozumiałości.” Otworzyła pilotem samochód wsiadając od strony kierowcy.
Mężczyzna zablokował jej drzwi zanim je zamknęła. „Skoro wytropiłem Was mimo, że oficjalnie nie istniejecie, to chyba dowiodłem swojej wartości.” Spojrzał na nią z góry.
„Czemu mam nieprzyjemne wrażenie, że właśnie próbuje się Pan wkupić do mojego zespołu?” Spojrzała na niego dziwnie.
„Zobaczy Pani, jestem użytecznym pracownikiem.” Obszedł jej samochód dookoła i wsiadł na miejsce pasażera zapinając pasy.
Cały czas obserwowała go dziwnym wzrokiem, po czym wywróciła oczami i odpaliła auto.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
SZCZĘŚLIWEGO HALLOWEEN XD!!!! KOCHAM TO ŚWIĘTO.

Ciepła, świeża i dziewicza krew coraz szybciej pomagała mu dojść do siebie. Nadal był słaby, jednak jego ciało w znacznym stopniu zaleczyło już poparzenia. Zostały mu blizny na połowie ciała, które z czasem też miały zniknąć.
Pięć blondynek otaczało zwłoki młodej brunetki, którą konsumowały. Uśmiechnął się krzywo patrząc na nie.
„Tak moje dziewczynki, tak, jedźcie do syta.” Wyciągnął rękę a najbliższa z nich doczworakowała do niego pieszczotliwie ocierając policzek o jego dłoń.
„W końcu znalazłem odpowiednią dla was mamusię.” Uśmiechnął się szeroko zakładając jej włosy za ucho.
***
„Wschodnia część miasta?”
„Nic, Kapitanie.” Odparł żołnierz. „Przeczesaliśmy nawet pobliski las i nic nie znaleźliśmy.” Zaraportował.
„Centrum?” Zwrócił się do innego podwładnego.
„Również nic.” Zasalutował. „Obawiam się kapitanie, że mamy za mało ludzi. Nawet, jeśli przeszukamy cały teren możemy ich nie znaleźć, gdyż będą się przemieszczać.”
„Tego się obawiam.” Kapitan się zasępił.
„Nie macie za mało ludzi, tylko ludzi.” Alucard pojawił się tuż obok patrząc na nich z góry. „Ja ich odnajdę. Sam.” Uśmiechnął się krzywo i pewnie.
„Wiemy, że świetnie sobie z tym zadaniem poradzisz wampirze.” Kapitan uśmiechnął się krzywo. „Nigdy jeszcze nas nie zawiodłeś.”
„I nigdy tak się nie stanie.” Roześmiał się mrocznie i ponownie zniknął.
***
Stukot kół pociągu miarowo rozpraszał ciszę panującą w przedziale. Detektyw Will siedział przy oknie nie wyglądając jednak za nie. Miał to szczęście, że był sam w przedziale. Mógł swobodnie przeglądać książki, które udało mu się zdobyć. Jedna z nich, którą właśnie czytał była demonologia jakiegoś nieznanego mu gościa. Ciężko było mu znaleźć jakiekolwiek bardziej naukowe książki na ten temat, a niżeli jakieś fikcyjne opowiadania. Wszystko musiał ściągać z internetu. To, co spotkało go kilka dni temu było dla niego wielkim szokiem. Nie mógł zrozumieć jak ta martwa od kilku godzin kobieta mogła się na niego rzucić i mieć tyle siły! Dotknął palcami bandaża wokół swej szyi. Musieli go szyć i poddać transfuzji krwi. Nikt nie potrafił mu tak naprawdę wyjaśnić, co się stało, a więc wziął sprawę w swoje ręce. Jego natura detektywistyczna wzięła górę nad strachem przed nieznanym upiorem. Swoje poszukiwania zaczął od wampirów. To wydawało mu się najlogiczniejszym punktem zaczepienia biorąc pod uwagę atak na szyję i brak krwi u ofiary, która go zaatakowała.
***
Pięć dziewcząt leżało na drewnianej podłodze wagonu towarowego otaczając swego stwórcę. Czujne rozglądały się w koło jednak nie śmiały się poruszyć, choć o milimetr by nie wyrwać z zamyśleń swego Pana. Wiedziały, że coś się dzieje. Czuły podniecenie i zniecierpliwienie wampira. One same, ghule, nic nie czuły. Jednak musiało coś być skoro jechali do Amsterdamu.
***
Integral obudziła się, gdy dawno księżyc był już wysoko na niebie. Leżała w swoim łóżku znów ubrana tylko w męską, czarną koszulę. Odnalazła okulary i ubrała je klnąc pod nosem. Alucard był bezczelny. Nie dość, że ją zahipnotyzował bezprawnie to jeszcze ubrał ją w to! Wiedziała, że to wszystko jego sprawka. No bo kto inny mógłby ubrać ją w koszulę pachnącą nim?! Przełożyła nogi przez krawędź łóżka i zapaliła nocną lampkę sięgając po leżącą na szafce nocnej komórkę. Szybko wybrała numer, który znała na pamięć i przyłożyła urządzenie do ucha.
„Ty draniu!” Warknęła, gdy tylko usłyszała, że połączenie zostało nawiązane. „Jak śmiałeś mnie uśpić?! I co Ty w ogóle sobie wyobrażasz zostawiając mnie w samej Twojej koszuli?!” Zaczęła zanim ktokolwiek się odezwał.
„Eeee… szefowo.” Dało się usłyszeć zakłopotany głos kapitana.
Kobieta zesztywniała i zamrugała kilkakrotnie oszołomiona. Po chwili, gdy do niej dotarło jak jej zarzuty mogły brzmieć dla osoby postronnej mimowolnie poczerwieniała na twarzy. „Skąd masz ten telefon?” Warknęła znacznie ciszej.
„Alucard zostawił go w kwaterze.” Odparł.
„Znaleźliście ich?” Szybko zmieniła temat pewnym głosem.
„Nie, Szefowo. Albo bardzo dobrze się ukrywają, albo wyjechali z miasta. Jakiś czas temu wampir poszedł ich osobiście szukać.” Zaraportował.
„W takim razie powiedz mu, że ma nosić komórkę przy sobie i zadzwonić, gdy tylko się pokaże.” Rozkazała i rozłączyła się rzucając telefon na poduszki.
Drań wiedział, że będzie dzwonić! Nagle jej uwagę przykuła dotąd niezauważona fioletowa orchidea leżąca na poduszce po przeciwnej stronie łóżka. Zupełnie oszołomiona tym odkryciem sięgnęła po nią ostrożnie, jakby wcale nie istniała.
***
Detektyw zmarszczył brwi czytając po raz kolejny nazwisko w książce. Hellsing. Już gdzieś to słyszał. I to całkiem niedawno. Wyciągnął kopie jedynych ocalałych dokumentów mających jakiekolwiek informacje o niedawnych zdarzeniach. Była to w sumie krótka notatka mówiąca o tym, że zostało popełnionych w sumie pięć morderstw, ciała zaginęły po ich odnalezieniu przez policję. Wszystko zostało przekazane niejakiemu Justinowi Kaletowi, co zostało przekreślone, zaś dopisano, że sprawa ta należy do Organizacji Hellsing i jest tajna. BINGO! A więc teraz musiał odnaleźć Organizację Hellsing. Otworzył laptopa i położył go na stoliku kawiarni, w której przebywał. Pod hasłem Hellsing wyświetliło mu się mnóstwo stron związanych z wampirami. A więc to jednak ma coś z tym wspólnego.
***
Integral siedziała przy biurku w swoim pokoju przeglądając najnowsze raporty, kiedy do pokoju weszła Amy z małym Maxem na ręku.
„Przywitaj się kochanie z ciocią.” Rudowłosa kobieta delikatnie chwyciła rączkę dziecka i pomachała blondynce, która się mimowolnie uśmiechnęła.
„Hej.” Mrugnęła do dziecka, które się roześmiało. „Co Was do mnie sprowadza?” Spojrzała na koleżankę.
„A nic specjalnego.” Amy usiadła na jej łóżku. „Nudziliśmy się i pomyśleliśmy, że wpadniemy zobaczyć co nasza pracoholiczka robi.” Mrugnęła do niej.
„Jak zwykle pracuje.” Uśmiechnęła się krzywo.
„No właśnie widzę.” Udała załamanym głosem kładąc synka na poduszce. „Musisz zrobić sobie przerwę i idziesz z nami na spacer.” Oznajmiła wstając. „O! Kupiłaś sobie orchideę?” Spytała nie czekając nawet na odpowiedź na poprzednie pytanie pochylając się nad kwiatkiem w wazoniku na szafce przy biurku. „Lepiej było kupić doniczkową to dłużej by postała.” Zauważyła.
„Ale ja sobie jej nie kupiłam.” Odparła spokojnie.
„Wlad Ci kupił?” Spojrzała na nią z żywym zainteresowaniem podchodząc do jej biurka.
„Nie.” Spojrzała na nią z ukosa.
„No nie mów, że to Alucard!” Spojrzała na nią zszokowana, jednak było widać w jej oczach dziwną radość.
„Może nie bezpośrednio, ale wiem, że to od niego.” Odparła.
„Wiesz w ogóle, co to oznacza?” Spytała podekscytowana.
Integral uniosła brew zdziwiona. „Że dał mi miły prezent żebym się na niego za bardzo nie złościła za to, co zrobił?”
„Och, nie! Oczywiście, że nie, głuptasie.” Spojrzała na nią z pobłażaniem. „Czy Ty w ogóle, choć trochę, znasz się na mowie kwiatów?”
„Mowa kwiatów?” Nie kryła zdziwienia. „A na co to komu? Nie sądzę by to miało jakieś ukryte znaczenie.” Odparła.
„Nie zapominaj, że Alucard jest człowiekiem… znaczy się wampirem starej daty, a kiedyś znaczną uwagę przykładano do znaczeni kwiatów, kiedy się je komuś dawało.”
„I niby co? Uważasz, że chciał mi tym coś powiedzieć? Nie sądzę.”
„A ja uważam, że zna bynajmniej podstawy znaczeń i na pewno nie dałby Ci czegoś, o czym sam nie miałby pojęcia no i nie było to prawdą.” Spojrzała na nią z góry. „Nie jesteś ciekawa, co takiego oznacza Twój kwiatek?” Uśmiechnęła się zachęcająco.
„Coś mi się wydaje, że Ty doskonale to wiesz skoro tak się uśmiechasz.” Zmrużyła oczy.
„Och, oczywiście, że wiem! Pochodzę z tradycyjnej rodziny. Zresztą.” Zachichotała. „Niezły Ci walnął komplement.”
„Komplement?” Uniosła brew.
„Panienko.” Rozległo się pukanie, a po chwili do pokoju wkroczył Walter. „Mamy gościa, który nalega na panienki spotkanie.” Skłonił się lekko.
„Wprowadź go do salonu, zaraz tam zejdę.” Wstała z miejsca. „Wybacz Amy, ale chyba w tej chwili nie mogę pójść z wami na spacer.
„No cóż.” Kobieta westchnęła biorąc syna na ręce. „Jakoś będziemy musieli poradzić sobie sami.”
***
Wysoki mężczyzna przechadzał się po salonie rozglądając się uważnie. Miał on rudawe włosy i zimno niebieskie oczy. Kiedy tylko blondynka wkroczyła do pomieszczenia odwrócił się w jej stronę i na chwile zaniemówił. Kobieta? Młoda Kobieta? Tego się nie spodziewał. Chciał przecież rozmawiać z szefem! A może to pokojówka, która ma go gdzieś zaprowadzić? Ale jeszcze przed chwilą przyjmował go lokaj, a nie pokojówka. No ale to bogata rodzina może sobie pozwolić.
„W czym mogę panu pomóc panie…?” Spytała siadając w fotelu.
Rozejrzał się dookoła jakby kogoś wypatrywał. „Czekam tu właśnie na szefa…”
„A więc jestem.” Oznajmiła dumnie. „Integral Hellsing, głowa rodziny, a mogę nawet powiedzieć, że jednym żyjący jej członek.” Zmrużyła oczy niebezpiecznie.
Przez chwilę nic nie mówił, po czym potrząsnął głową otrzeźwiając myśli. „Proszę mi wybaczyć. Kilka godzin temu przyjechałem z Rotterdamu pociągiem.” Wyjaśnił. „Nie chciałem Panią urazić…”
Machnęła ręką. „Przyzwyczaiłam się.” Odparła zakładając nogę na nogę. „Co Pana sprowadza aż z Rotterdamu, Panie…” Spojrzała wyczekująco.
„Detektyw Will Wilson.” Wyciągnął w jej stronę rękę, a ona tylko uśmiechnęła się patrząc chłodno, więc szybko ją cofną.
„A wiec to Pan jest tym zaatakowanym przez ofiarę detektywem.”
„Przez martwą ofiarę.” Podkreślił.
Roześmiała się cicho. „Proszę nie być niedorzecznym. Jak martwa ofiara mogłaby pana zaatakować?” Spojrzała na niego z pobłażaniem.
„Nie wiem, ale wiem, co widziałem i jestem pewien, że Pani zna odpowiedź na to pytanie.” Odparł.
„Musiała być ona żywa. Zapewne otrząsnęła się i przeżyła szok. Zobaczyła Pana nad sobą, uznała za napastnika i wpadła w szał.” Odparła jakby to myślenie było całkowicie logiczne.
„Od pół godziny policjanci kręcili się po jej domu, a ona była martwa!” Uparł się.
„Śmierć kliniczna. Słyszał pan o tym?”
„A jak pani wyjaśni pojawienie się swojej organizacji w przypadku tej a nie innej zbrodni?” Na stoliku położył książki o demonologii i wampirach. „Bardzo często pojawia się tam Pani nazwisko.”
„Proszę pamiętać, że mowa jest o moim pradziadku, który żył w czasach, w których w takie rzeczy jeszcze wierzono po domach, choć nie mówiło się o tym głośno.”
„I chce mi Pani wmówić, że fakt, iż martwa od kilku godzin kobieta rzuciła się na moją SZYJĘ nie ma zupełnie związku z Panią i wampiryzmem?”
„Dokładnie.” Odparła pewnie.
„Nie wierzę Pani.” Spojrzał wojowniczo. „Niby, dlaczego Hellsing zainteresował się tą konkretną sprawą, a nie jakąś inną? Sprostuję. Pięcioma bliźniaczo podobnymi zbrodniami.”
„Proszę Pana.” Wstała z fotela patrząc na nią hardo. „Są to informacje tajne i poufne. Nie ma Pan do nich uprawnień więc radzę się nie wtrącać.” Powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. „Skoro jest Pan po podróży zapewne chciałby Pan odpocząć. Oferuję jeden z moich pokoi gościnnych.” Zaoferowała.
***
„Dlaczego Panienka pozwoliła mu zostać?” Mężczyzna spojrzał na nią zdziwiony.
„Przyjaciół trzymaj blisko, ale wrogów jeszcze bliżej Walterze.” Odparła. „Nawet jeśli zacznie węszyć w domu nie znajdzie niczego znaczącego, a tak gdybym go nie zatrzymała mógłby śledzić jakąś akcję i wszystko odkryć albo szperać w biurze.”
„Rozumiem.” Uśmiechnął się subtelnie. „Bardzo roztropne.”
***
Alucard zmarszczył brwi stojąc na Rotterdamskim peronie. Tutaj jego trop się urywał. Drań dobrze wiedział, co robi wydostając się z miasta tradycyjnym środkiem lokomocji, w którym mieszało się wiele zapachów. Nie był go już w stanie w ten sposób wytropić. Był wściekły. Nie nawykł do porażek, a tym razem nie można uznać jego misji za pozytywnie ukończoną. Dopóki drań nie popełni jakiegoś błędu i nie zostawi śladu swojej bytności nie wiedział gdzie szukać. Mógłby przeszukać cały kraj, ale to jak zabawa w kotka i myszkę. Bez konkretów jest to bezsensowne. Wiedział, że Integral nie będzie zadowolona z takiego obrotu sprawy. Spędził tu dwa dni na darmo. Spojrzał na horyzont. Niebo zaczęło powoli się przejaśniać. Nie miał ochoty psuć sobie dodatkowo nastroju spacerkiem w promieniach słońca. Przeniósł się do tymczasowej kwatery w tym mieście, gdzie pozostawił samochód.
„Szefowa do Ciebie wydzwaniała.” Powiedział kapitan oddając mu komórkę.
Wampir uśmiechnął się krzywo. „Doprawdy?”
„Kazała Ci nosić telefon ze sobą i się skontaktować jak najszybciej.” Odparł.
„A mówiła coś jeszcze ciekawego?” Zmrużył niebezpiecznie oczy.
„A i owszem, czego się pewnie spodziewałeś zostawiając tu telefon, co pewnie oznacza, że wcale Cię to tak nie interesuje, jeśli zrezygnowałeś z usłyszenia tego.” Uniósł podbródek i odwrócił się na piecie odchodząc.
„Oczywiście, że słyszałem.” Mruknął do siebie. „Nie mógłbym tego przegapić.” Roześmiał się cicho i wsiadł do auta.
***
Było nad ranem, gdy udało mu się dostać do jej gabinetu. Musiał przyznać, że było to bardzo ciężkie zadanie. Planowo miał być tam już dwie godziny wcześniej. Jego ghule zajęły się kilkoma strażnikami w odosobnionym miejscu tak, by nie wszcząć alarmu. Całe szczęście była jesień i słońce wschodziło znacznie później, dlatego miał trochę ponad półtorej godziny zanim dom zacznie budzić się do życia. Nikt nie powinien im przeszkadzać. Odgarnął jej włosy z twarzy leżąc obok niej. Była tym, czego szukał. Kwintesencja kobiecości, stanowczości, silnego ducha, charakteru. Pochylił się nad nią i pocałował w zagłębienie pod szyją. Mruknęła tylko coś niewyraźnie marszcząc brwi. Objął ją w pasie i przyciągnął do siebie mocniej całując ją wzdłuż obojczyka na ramię. Mimowolnie odchyliła lekko głowę w tył westchnąwszy. Jego palce przesuwały się po okrytym cienką koszulą od piżamy boku zsuwając na biodro. Całował ja i pieścił tak delikatnie by nie zbudzić, jednak również tak, by nie pozostała obojętna. Ciche westchnienia były słodką melodią dla jego wyczulonych uszu. Czół, że krew krąży w jej żyłach nieznacznie szybciej, tak samo jak serce przyspieszyło rytm swego bicia. Przesunął językiem po wzdłuż jej szyi na brodę obserwując zmrużonymi oczyma.
„Alucard?” Mruknęła jeszcze na w pół przytomnie.
„Mhmy…” odmruknął, a ona zmarszczyła brwi.
Coś było nie tak.
„Co Ty…?” Uchyliła powieki, po czym oczy rozszerzyły jej się w szoku. Chciała odepchnąć od siebie wampira jednak ten trzymał ja mocno przy sobie.
„Witaj, Kochanie.” Uśmiechnął się szelmowsko ukazując kły. „Ostatnio nam tak brutalnie przerwano.”
***
Will szedł właśnie korytarzem do swojego pokoju z biblioteki, gdy usłyszał hałas dobiegający z pokoju dalej. Jakieś stłumione krzyki i bite szkło. Instynktownie wyciągnął broń, którą odbezpieczył. Otworzył drzwi i wpadł do środka. Blondynka znana mu, jako Hellsing, leżała przygnieciona do materaca łóżka wyraźnie próbując sięgnąć po coś pod poduszkę, jednak napastnik skutecznie jej to uniemożliwiał.
„Zejdź z niej, bo strzelam!” Ostrzegł detektyw celując w niego.
Roześmiał się i przesunął językiem wzdłuż tętnicy szyjnej kobiety. „A strzelaj.”
„Idioto!” Warknęła na niego kobieta. „Uciekaj!”
Will strzelił w powietrze. „Jeszcze raz ostrzegam.”
„Głupi policjant.” Warknęła zirytowana wywracając oczami. „Uciekaj!”
Wampir roześmiał się ponownie. „Ach te policyjne procedury.” Podniósł się nieznacznie z nad blondynki. „Nie martw się Kochanie, tylko się go pozbędę i wrócę do Ciebie.” Spojrzał na mężczyznę.
Kobieta korzystając z okazji, że rozluźnił uścisk wyrwała nadgarstek i sięgnęła pospiesznie po leżący na stoliku nożyk do listów, który wbiła mu w szyję.
Syknął głośno i usiadł gwałtownie chcąc wyciągnąć ostrze z szyi, lecz syknął, gdy tylko dotknął metalu. „Srebro!”
„Oczywiście, że srebro padalcu!” Warknęła i wyciągnęła broń spod poduszki. „Nie ważne jak stary jesteś nie przeżyjesz tego.” Przyłożyła mu lufę do serca i wystrzeliła, aż go odrzuciło do tyłu.
Spadł na ziemię i po chwili zamienił się w proch.
Blondynka spojrzała na oszołomionego detektywa. „Mówiłam Ci idioto byś uciekał!” Warknęła na niego.
***
„A więc one istnieją…” Mężczyzna wpatrywał się w kubek kawy.
„Oczywiście, że istnieją.” Wywróciła oczami lekko zirytowana.
„Ale Pani zaprzeczała!” Spojrzał na nią dziwnie.
„A jak Pan myśli, dlaczego utrzymywane jest to w tajemnicy?”
„Wybuchłaby panika w śród ludzi, gdyby wiedzieli.” Zauważył.
„Dokładnie. Tak jak setki lat temu ludzie poszliby z pochodniami na wampiry, co jest idiotyczne i nie roztropne.” Wyjaśniła. „Wampiry nie są łatwymi przeciwnikami, a jest ich więcej niż się komukolwiek wydaje.” Powiedziała i na chwile zamarła słuchając. Zza okna słyszała pisk opon.
„Ktoś przyjechał?” Mężczyzna uniósł brew.
Odsunęła firankę i wyjrzała za okno. „A jednak nie zadzwonił.” Mruknęła pod nosem i wstała z miejsca. „Przepraszam na chwilę.”
Wyszła z kuchni poprawiając szlafrok i podchodząc do drzwi frontowych, które otworzyła. Wampir właśnie wysiadał z samochodu. Spojrzał na nią z nad okularów przeciwsłonecznych i uśmiechnął się krzywo.
„Co za miłe powitanie. Czyżbyś się już nie mogła mnie doczekać?” Podszedł bliżej, jednak po chwili się skrzywił, złapał ją za nadgarstek i gwałtownie przyciągnął do siebie zanurzając twarz w jej włosy przy szyi.
Uśmiechnęła się krzywo. „A więc już wiesz, że nawaliłeś.”
„Znów nim pachniesz.” Warknął złowrogo nie puszczając jej.
„Och, doprawdy? Może dlatego, że nie dorwałeś go w Rotterdamie przyjechał do mnie?” Odparła z nutą złośliwości patrząc przez jego ramię na zdziwioną minę przechodzącego niedaleko żołnierza.
„Skąd miałem wiedzieć, że sobie Ciebie nie odpuści? W sumie mogłem się domyśleć, jednak szukałem go tak jak kazałaś.” Wyprostował się patrząc na nią z góry, jednak cały czas trzymał ją blisko przy sobie.
„Skoro doszliśmy już do faktu, że w drugiej części zadania, jakie Ci przydzieliłam tj. zniszczenia go, musiałam Ci wyręczyć może w końcu mnie puścisz?” Uniosła podbródek by spojrzeć mu prosto w oczy.
„A co?” Uśmiechnął się szelmowsko przyciągając ją mocniej. „Czyżby nie podobało Ci się?” Pochylił głowę przesuwając nosem po jej odkrytym częściowo ramieniu na szyję.
„Ludzie się na nas dziwnie patrzą.” Odparła mimowolnie przymykając powieki. „A po drugie jest jesień i drżę z zimna, a Twój chłód wcale mi w tym nie pomaga.” Oparła dłonie na jego ramionach starając się go odepchnąć.
Podniósł ją z ziemi i wniósł do sieni zamykając za sobą drzwi jednym ze swych cieni. „Myślę, że już wystarczająco przesiąkłaś moim zapachem. Nie czuć już tej gnidy.” Powiedział stawiając ją i puścił odsuwając się na krok z szelmowskim uśmiechem. „A teraz Mistrzu wybacz, ale skoro zadanie wykonane, choć nie przeze mnie, udam się do siebie.” Mrugnął do niej i zniknął.
Stała przez chwilę zdziwiona, po czym chwyciła swój szlafrok i uniosła jego skrawek wąchając go. Przesiąkła jego zapachem? Przymknęła powieki. Faktycznie coś czuła.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
„Dobrze wiesz, że najlepiej byłoby jakbyś wróciła do Amsterdamu.” Powiódł za nią wzrokiem, gdy chodziła po wynajętym pokoju hotelowym.
„A co jak podąży za mną? Przeniesiemy morderstwa z Rotterdamu do Amsterdamu, tak nie może być.” Zaprotestowała.
„A więc co zamierzasz zrobić?” Zmrużył oczy.
„Znasz jego zapach. Byłeś w stanie odnaleźć śladowe ilości jego woni na mojej skórze, a więc musisz go odnaleźć zanim kogoś znów zaatakuje.”
„Zanim Ciebie zaatakuje.” Poprawił ją.
„Na razie to tylko przypuszczenia.” Odparła.
„Naznaczył Cię.”
„Tak, od razu mnie oznaczył, jako swoją własność.” Spojrzała na niego z pobłażaniem.
„Integral to nie jest zabawne.” Spojrzał na nią poważnie. „W świecie wampirów zapach ma ogromne znacznie.”
„Wybacz, ale nie mam aż tak czułego nosa.” Udała, że się krzywi na brzydki zapach. „Jakkolwiek Twoim zadaniem jest wytropienie go i wyeliminowanie, zrozumiałeś?” Uniosła brew.
„Skoro ja będę polował, kto będzie pilnował Ciebie?” Spojrzał na nią z góry, gdy podchodziła do niego.
„Nie martw się, jestem już dużą dziewczynką i dam sobie radę.” Uśmiechnęła się krzywo. „A Ty masz wykonać rozkaz.”
„Tak, Mistrzu.” Powiedział z wyraźną niechęcią i zniknął.
***
Wampir przeszedł całą trasę, którą przemierzyła tego dnia Integral i wcale nie podążał za jej tropem. Już na miejscu zbrodni, gdzie w pierwszej kolejności pojawiła się ona po przybyciu do miasta wyczuł znajomą woń. Wiedział, że trop jest stary, z przed morderstwa, jednak potwierdzało to tylko fakt, że to jego właśnie szukają. Kiedy wyszedł na zewnątrz wyczuł zapach po przeciwnej stronie ulicy. Tym sposobem doszedł do kawiarni. Nie miał wątpliwości. Integral była celem. Na ulicy jej zapach szedł inną trasą niż jego. Mimo, że wszystko w nim krzyczało, by udał się wprost do hotelu jego rozkaz brzmiał inaczej i nie mógł go zlekceważyć. Przekląwszy pod nosem podążył za wampirem.
***
I znów pracowała. Siedziała w fotelu i popijała herbatę nad jakimiś dokumentami. Zdecydowanie za dużo pracowała. Taka kobieta jak ona powinna robić o wiele ciekawsze rzeczy od pracy. Jej ciało skrywane pod materiałem niewinnej białej bluzki i czarnych, dopasowanych spodni było bardziej kuszące, a niżeli większości kobiet ubranych skąpo. Mały krzyżyk z białego złota idealnie układał się tuż nad rowkiem jej piersi odsłoniętych przez jeden, przypadkowo nie dopięty guzik. Albo nawet i nie przypadkowo. Ta kobieta skrywała w sobie niegrzeczną dziewczynkę. Zresztą. Ludzki wzrok jest znacznie słabszy. Dla nich wszystko jest elegancko dopięte. Ale on widzi więcej. Wciągnął nosem powietrze upajając się jej zapachem. Dosłownie widział przed oczami jej twarz z wymalowaną błogością, gdy wić się będzie pod nim z rozkoszy. Przyglądał się zmrużonymi oczami jak wstaje od fotela i udaje się do łazienki. Kiedy znikła za drzwiami podszedł do stolika, gdzie były papiery. Schlebiało mu, że tak bardzo była zaabsorbowana jego sprawą. Wyjął z kieszeni małą fiolkę i odkorkował ją wsypując jej zawartość do herbaty, którą wymieszał. Po chwili spojrzał w stronę drzwi łazienki i wycofał się w cień w momencie, kiedy kobieta wyszła z niej. Ubrana w bordowy szlafrok z chińskimi wzorami podeszła do fotela i zabrała kubek ze stołu upijając jeszcze ciepłego naparu. Zbliżyła się do okna i wyjrzała za nie jakby kogoś oczekiwała.
***
Stał na parkingu rozglądając się w koło. Sukinsyn wziął motor i trop tu się kończy. Na motorze przy szybkiej prędkości dyfuzja zapachu zachodzi znacznie szybciej i znacznie szybciej się ulatnia. Czuł go, wiedział, że tu był ale było to zbyt ulotne wrażenie by mógł stwierdzić dokąd się udał. Przeklął szpetnie. Musiał jak najszybciej dostać się do hotelu Integral.
***
„Witaj Kochanie…” Mruknął przesuwając wargami po jej policzku zaś palcami po jej ustach.
Czuł jak jej ciepły oddech pada na jego skórę. Jej na w pół przymknięte oczy błądziły po jego twarzy. Przesunął dłoń po jej szyi w stronę ramienia i zsunął z niego rękaw szlafroka całując jej linię szczęki. Stęknęła cicho przymykając powieki i odchylając głowę do tyłu, kiedy przesunął usta na jej podbródek. Objęła go za szyję wplątując palce w jego włosy. Przyciągnął ją do siebie mocno trzymając jedną ręką w pasie coraz namiętniej pieszcząc jej szyję. Drugą zaś pieścił okrytą szlafrokiem pierś. Jęknęła cicho, a on podniósł ją i obniżając usta na jej dekolt przycisnął do ściany. Po chwili jednak trzymając ją nadal w górze przeniósł ją na kanapę rozwiązując szlafrok.
***
Oczy rozszerzyły mu się w szoku, gdy usłyszał jęki. I bynajmniej nie jęki bólu. Wpadł do pokoju i momentalnie rzucił się na pochylonego nad kobietą wampira. Chwycił go za kark i odciągnął na siłę od pół nagiej blondynki. Napastnik odwrócił się do niego i uderzył pięścią w nos zmuszając w ten sposób do cofnięcia się od siebie i puszczenia. Alucard od razu ruszył ponownie w jego kierunku również używając pięści. Jego przeciwnik był równie stary jak on a więc też był bardzo silny. Nie używali żadnej broni palnej. To była walka na siłę, zręczność i wytrzymałość. Przy okazji wszystko demolowali. Stolik został przewrócony, a kartki rozsypały się, zaś kubek zbił. Słychać było trzask łamanych kości, które jednak po chwili się zrastały. Integral leżała na kanapie z bieliźnie i rozwiązanym szlafroku obserwując wszystko jakby nieprzytomnie. Alucard rzucił przeciwnikiem o ścianę, a ten odbił się i zaatakował go z obnażonymi kłami. Alucard wiedział, że jeśli czegoś nie zrobi walka będzie ta trwała do samego rana. Wyjął butelkę alkoholu z barku i uderzył nią w głowę przeciwnika pozwalając trunkowi go oblać. Wyciągnął zapalniczkę i podpalił nasiąknięte łatwopalną cieczą ubranie sam cofając się pospiesznie i chwytając Integral na ręce. Kobieta objęła go za szyję i schowała twarz w koszulę gdy przebił się przez szklane drzwi na balkon osłaniając ją płaszczem. Zeskoczył z ósmego piętra i wylądował na parkingu pod hotelem. Szybko zniknął przez wymiary zanim ktokolwiek zacznie ich szukać. Pojawił się w jakimś zaułku i wszedł do motelu. Uzgodnił coś z recepcjonistką i udał się do wynajętego pokoju. Dopiero, gdy znalazł się w środku zaczął przyglądać się kobiecie uważniej. Skrzywił się czując, że przesiąkła zapachem tamtego wampira. Patrzyła na niego już bardziej przytomnym wzrokiem mając w nim coś, czego wcześniej u niej nie widział. Postawił ją ostrożnie na ziemi, kiedy przyciągnęła go do siebie i pocałowała namiętnie.
***
Krople wody spływały po jej włosach, policzkach i szyi. Tył jej głowy oparty był o jego ramię, gdy obejmował ją mocno przyciągając do siebie. Szlafrok kleił się do jej ciała, tak jak jego ubranie do jego. Palce jednej jego dłoni przesuwały się po jej przeciwległym boku, zaś drugiej po przeciwnym ramieniu. Przesuwał nosem po jej szyi wdychając zapach.
„Weź mnie.” Jęknęła błagalnie uchylając powieki. „Chcę Cię, pragnę…”
„Nie.” Mruknął mocniej ją przytrzymując, gdy próbowała się odwrócić w jego stronę. Całe szczęście, że gorąca woda z prysznica rekompensowała jego zimno.
„Dlaczego? Chcę byś mnie wziął. Dotykał, pieścił, całował…” Stęknęła.
„Integral przestań.” Warknął cicho chowając twarz w jej mokre włosy. „Wcale tego nie chcesz.”
„Ależ chcę!” Zaprotestowała.
„Nie prawda. To narkotyk. Czuję go. Zapach wydzielany z krwi do Twojej skóry. Nie wiesz, co robisz.”
„Powiedz prawdę. Nie podobam Ci się, tak? O to chodzi?”
„Integral przestań. To nie tak…” Warknął zirytowany.
„A więc weź mnie! Chcę tego, słyszysz?”
„Nie!” Przyciągnął ją mocniej.
„Odrażam Cię?!”
„Pragę Cię!” Warknął jej wprost do ucha.
***
Zmarszczyła brwi, kiedy promienie słoneczne padły wprost na jej twarz. Zasłoniła oczy dłonią, po czym odwróciła się na plecy i uchyliła powieki. Głowa ją strasznie bolała. Odnalazła swoje okulary na stoliku przed kanapą, na której leżała i założyła je rozglądając się uważnie. Nie miała pojęcia gdzie się znajduje. Wyglądało to jak jakiś motel. Usiadła i zauważyła, że jest ubrana tylko w męską, czarną koszulę. Odgarnęła włosy z twarzy.
„Widzę, że się obudziłaś.” Alucard usiadł w fotelu prostopadłym do jej kanapy stawiając przed nią kubek kawy.
„Ughm…” Mruknęła coś niewyraźnie przecierając czoło palcami.
„Pamiętasz coś z wczoraj?” Spojrzał na nią przenikliwie.
„Nie…” Spojrzała na niego dziwnie jednak widząc jego podejrzliwość westchnęła. „Naprawdę pozwoliłam mu się do mnie dobierać?”
„Nie martw się, to tylko narkotyk.” Uśmiechnął się krzywo.
„Tak, ale… agh!” Zakryła twarz w dłonie. „Gdyby nie Ty…”
„Kazałaś mi go wytropić i zniszczyć to to zrobiłem. Taki był rozkaz.” Wzruszył ramionami.
Wyprostowała się i spojrzała na niego dziwnie. „Dziękuję.”
„Za co?” Uniósł brew zdziwiony. „Wykonywałem tylko swoje obowiązki.” Stwierdził.
„Nie…” Przygryzła wargę i pokręciła głową. „Dziękuję, że nie wykorzystałeś tego później.”
Uśmiech mu się poszerzył i nachylił się w jej stronę. „Wolę żebyś sama do mnie przyszła i się oddała, a niżeli pod wpływem jakiegoś narkotyku.” Odepchnął się od podłokietników i wstał. „Zresztą…” Spojrzał na nią z góry. „Przez ten narkotyk strasznie śmierdziałaś.” Roześmiał się, a ona poczerwieniała na twarzy.
***
„A więc podsumowując.” Integral siedziała na miejscu pasażera. „Mieliśmy do czynienia z wampirem, który po kilkuset latach znów zaczął uprawiać sex, co mu się tak bardzo spodobało, że popadł w satyriasis. Czy to nie przerażające?” Spojrzała z ukosa na prowadzącego pojazd wampira.
„Może po prostu był już satyrem, jako człowiek i mu się przypomniało?” Uśmiechnął się szelmowsko.
„No tak, w końcu Thomas nie wygryza Amy gardła od orgazmu.” Zauważyła.
Roześmiał się. „Czyżbyś się obawiała, że sex działa tak na wszystkie wampiry?”
„Nie obchodzą mnie wszystkie wampiry.” Oburzyła się i odwróciła głowę wyglądając za szybę.
„Nie? A jakie Cię interesują.” Uśmiech mu się poszerzył.
Wywróciła oczami, a on tylko się roześmiał.
„Musimy odnaleźć jeszcze zwłoki jego ghuli.” Zmieniła temat.
„Przecież i tak już nie egzystują.” Zauważył.
„Tak, ale są z młodych zwłok, a więc nie uległy spopieleniu.”
„Ach no tak. Świeże zwłoki.” Udał zamyślenie. „Nie możemy ich po prostu zostawić policji?”
„Nie, skoro nasz wampir i tak już w większości zaretuszował tą sprawę upewnijmy się, że nie wyjdzie ona na jaw.”
„Jak sobie życzysz.”
***
Ludzkie wynalazki jednak bywają przydatne. Czujniki przeciwpożarowe zadziałały na tych miast i włączyły się ukryte w suficie spryskiwacze ugaszając płomienie na jego ubraniu. Czół przeraźliwy ból. Jego dłonie uległy częściowemu zwęgleniu, a reszta ciała wysokiemu poparzeniu. Upadł na kolana nie mając siły stać. Gdyby nie system przeciwpożarowy… Byłby już kupą popiołu. Przetrwanie zawdzięczał również racji swego wieku i wysokiej odporności na światło. Ale mimo wszystko nie mógł czuć się bezpiecznie. Zaraz przybiegną tu strażacy i inni ludzie. Będą chcieli zabrać go do szpitala, a nie długo świtać powinno. W tym stanie nie mógł wystawić się, chociaż na najmniejsze promienie słoneczne. Zaczął powoli doczołgiwać się do drzwi. Musiał się stąd wydostać. Nagle do pomieszczenia wbiegł boy hotelowy z gaśnicą w ręku. Ze zdziwieniem spojrzał na poparzonego mężczyznę i tlące się jeszcze jego ubranie. Odrzucił gaśnicę na bok.
„Nic panu nie jest?” Podbiegł do rannego chcąc mu pomóc, jednak, gdy tylko zbliżył się na odpowiednia odległość ten zaatakował go wbijając kły w jego szyję.
Wampir spojrzał na swoje palce zaciskające się na ramionach ofiary. Zwęglenie zaczęło powoli ustępować. Czuł jak napełniają go siły. Odrzucił wysączone zwłoki i sięgnął po leżący niedaleko nóż do korespondencji. Wbił mu go w klatkę piersiową i otworzył, po czym wyrwał serce, które zjadł. Bez serca ten chłopak nie zostanie nawet ghulem. Jak na razie nie potrzebuje ich więcej.
Odwrócił głowę w stronę drzwi, gdy usłyszał więcej odgłosów. Mając na razie dostatecznie sił zmusił się do wstania i ucieczki przez balkony.
***
Spojrzeli po sobie, kiedy Integral skończyła przedstawiać im projekt modernizacji.
„To naprawdę duża kwota. Nie wiem skąd damy radę tyle wziąć…”
„Och, dobrze wiem, że macie te pieniądze!” Oparła ręce o blat stołu, za którym siedzieli mężczyźni. „Proszę nie zapominać, że rząd i jego strukturę znam od najmłodszych lat osobiście i wnikliwie, więc dobrze wiem czy są pieniądze, czy nie niezależnie od tego, o jakiej dziurze budżetowej mówią w wiadomościach! Nie chciałby pan, panie ministrze” zwróciła się do jednego z mężczyzn „aby to przypadkiem pan znalazł się na tyle daleko, żebyśmy nie zdążyli z pomocą.” Zmrużyła niebezpiecznie oczy, a on przełknął ślinę. „Żaden z was by tego nie chciał.” Obrzuciła ich pewnym spojrzeniem. Dadzą jej te pieniądze.
Alucard stał z boku przy, drzwiach i podziwiał. Był tu oczywiście w formie ochrony Panny Hellsing, jednak w sumie czy to nie jest jego stałe zadanie? Z podziwem przyglądał się jak miażdży ona wszelki opór i narzuca swoje zdanie. Po prostu nie mieli z nią najmniejszych szans. Dobrała idealne argumenty dla srających ze strachu o swoje bezpieczeństwo polityków. Uwielbiał tą drzemiącą w niej siłę i zdecydowanie. Spojrzał z nad okularów na podpisywanie odpowiednich dokumentów.
***
„Wiesz, że powaliłaś ich na kolana?” Uśmiechnął się krzywo patrząc na nią z ukosa i wyjeżdżając z parkingu
„Nie mieli szans.” Uśmiechnęła się pod nosem opierając głowę o podgłówek.
„Czuli się przytłoczeni Twoją pewnością siebie i profesjonalizmem.” Uśmiech mu się poszerzył.
„I bardzo dobrze. Bynajmniej nie stawiali wielkiego oporu.” Przymknęła powieki. „Wiesz o tym, że nie odnaleziono zwłok tamtych kobiet.” Uchyliła jedną powiekę by na niego zerknąć.
Wzruszył ramionami. „Może po prostu ukryły się bardzo dobrze przed tym jak został pokonany ich stwórca?”
„A jeśli on ‘żyje’?” Zasugerowała.
„Integral, podpaliłem go. Jedynie natychmiastowa reakcja mogłaby uratować go przed spopieleniem i uległby częściowemu zwęgleniu, z czego da się wyjść, jednak jest to bardzo powolny i bolesny proces. Potrzebowałby mnóstwa krwi, której sam w takim stanie nie byłby w stanie zdobyć.”
„I o to chodzi. Załóżmy, że udało mu się przeżyć. W końcu to był pięciogwiazdkowy hotel i w sufitach pochowane są zraszacze. Bardzo osłabiony jakimś sposobem uciekł, przecież wiesz, że znaleźliśmy trupa boya osączonego z krwi. Nie znaleziono ciał kobiet, bo on żyje i nadal nimi steruje. Sam nie jest w stanie zdobyć krwi ale ona dla niego mogą to zrobić.” Wyjaśniła.
„Masz racje.” Mruknął niezadowolony.
„Mimo, że sam nie zabija jego ghule będą siać spustoszenie bo potrzebuje on przecież dużo krwi.”
„Dobrze, musimy przyjąć, że przeżył. I co sugerujesz?”
„Musimy wrócić do Rotterdamu i go odnaleźć.”
Zmarszczył brwi. „Ty nigdzie nie wracasz.” Powiedział poważnie.
„Ale to dlaczego?” Uniosła brew zdziwiona.
„Może chcieć skończyć to, co z Tobą zaczął.” Spojrzał na nią z ukosa. „A dopóki nie wie, gdzie przebywasz jesteś bezpieczna.”
Zaczerwieniła się nieznacznie odwracając głowę w stronę szyny. „I tak mam więcej zajęć w Amsterdamie.”
Uśmiechnął się szeroko patrząc na drogę. „Wiesz, gdybym nie musiał nie przerywałbym wam. Wydawałaś się taka zadowolona z tego, co robił, jednak obawiałem się, że Cię potem zabije, a w końcu mam Cię chronić.”
Czerwień jej policzków pociemniała. „Dzięki za troskę.” Mruknęła.
Zatrzymał gwałtownie samochód na poboczu i pochylił się w jej stronę opierając ręce o jej fotel. „Jesteś moja i nie będę spokojnie patrzył jak jakiś facet Cię obmacuje.” Zmrużył niebezpiecznie oczy. „Nie pozwolę na to, by jakiś facet prócz mnie Cię dotykał.” Spojrzał jej w oczy. „Zapamiętaj to.” Odsunął się i usiadłszy porządnie ponownie ruszył na drogę.
Nagle chwyciła go za klapę płaszcza i nie zważając na to, że prowadzi pociągnęła go w swoją stronę wolną ręką uderzając w policzek.
„Zapamiętaj sobie, że nie jestem niczyją własnością jak jakoś przedmiot.” Syknęła.
Spojrzał na nią w pierwszej chwili zszokowany, po czym roześmiał się w głos nadal spokojnie prowadząc jakby nic się nie stało.
„I To właśnie w Tobie uwielbiam.” Uśmiechnął się krzywo patrząc na nią z ukosa. „Niezależna jak zawsze.” Uśmiech mu się poszerzył. „Oczywiście nie jesteś własnością jak jakiś przedmiot.” Odparł. „Jednak ja jestem wampirem, a jak wiesz my jesteśmy bardzo samolubni.” Zmrużył oczy. „I jak nie będziesz moja, nie będziesz nikogo.”
„Nie będziesz mnie ograniczał!” Oburzyła się.
„Oczywiście, że nie, ale opór jest daremny.” Pochylił się w jej stronę jedną ręką trzymając kierownicę. „I tak dobrze wiesz, że to mnie chcesz, pragniesz.” Zmrużył oczy. „Sama to przecież mówiłaś.” Mruknął przyciągając ją nieznacznie wolną ręką w pasie.
„Byłam pod wpływem środków odurzających.” Odparła pewnie odchylając w tył głowę.
„Które Cię odpowiednio rozluźniły i rozochociły, jednak nie sądzę by kazały Ci kłamać.” Uśmiechnął się szeroko, po czym puścił ją i usiadł prosto. „Zresztą, jak mówiłem rano wolę byś sama do mnie przyszła.” Uśmiechnął się pod nosem.
„Drań.” Warknęła odwracając głowę w stronę szyby.
Roześmiał się tylko cicho.
Komórka kobiety zaczęła dzwonić.
„Tak, słucham?”
„Panienko.” Odezwał się męski głos w słuchawce telefonu. „Ciał pięciu ofiar nadal nie odnaleziono, a liczba ofiar wampirów wzrosła w Rotterdamie pięciokrotnie.” Zaraportował.
„Cholera, a więc żyje i wysługuje się swoimi ghulami.” Warknęła pod nosem.
„Nasi ludzie tam pozostawieni próbują ich wytropić, jednak ciągle gubią trop. Te upiory mają dokładne instrukcje, co mają robić. Wszystkie nowe ofiary zostały porwane.”
„A więc skąd wiemy, że to sprawka wampira?” Uniosła brew. „Nie specjalizują się raczej w porwaniach.” Spojrzała na Alucarda siedzącego na miejscu kierowcy.
„W jednym z miejsc porwania były kamery, a osobą porywającą była Mery Kitet.”
„Ostatnia z ofiar naszego wampira.” Dopowiedziała.
„Dokładnie.”
„Dobrze Walterze, zaraz wyślę tam Alucarda. Myślę, że spokojnie da sobie z tym radę.”
„Jakbyś w ogóle wątpiła.” Prychnął wampir.
„Oczywiście, że w to nie wątpię.” Uśmiechnęła się do niego zamykając klapkę komórki. „Jedziemy do Rotterdamu.”
„O nie.” Zmarszczył brwi. „Najpierw odstawię Cię do rezydencji, a potem sam udam się na miejsce akcji.”
„Powiedziałam, że jedzieMY, a więc oznacza to, że oboje.” Spojrzała na niego hardo.
„Powiedziałem, nie.” Warknął cicho. „Zostaniesz tam, gdzie jesteś bezpieczna i nie próbuj zmuszać mnie rozkazem.” Spojrzał na nią groźnie, kiedy już otwierała usta by coś powiedzieć.
„W tym momencie to Ty próbujesz mi rozkazywać.” Była wyraźnie oburzona.
„W tym momencie staram się chronić Cię przed samą sobą.”
„Wątpisz, że dam sobie radę?” Spytała z niedowierzaniem.
Zatrzymał gwałtownie samochód, pochylił się w jej stronę gwałtownie i przyciągnąwszy mocno, pocałował. Oczy kobiety rozszerzyły się w szoku, a wtedy spojrzał jej głęboko w źrenice, a jego tęczówki zajaśniały wściekłą czerwienią. Poczuła jak jej ciało zaczęło robić się powoli bezwładne, a ona słaba. Głowa jej opadła lekko w tył przerywając pocałunek.
„Jak śmiesz…” nie skończyła zanim nie zasnęła.
Odpalił ponownie samochód i ruszył w stronę rezydencji.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Światła policyjnych samochodów padały na zmianę czerwienią to błękitem na ściany schludnego domku jednego z osiedli przedmieść Rotterdamu. Żółta taśma oddzielała gapiów od miejsca zbrodni. Wielu dziennikarzy i reporterów starało się przez nią wydostać, jednak policjanci zbyt szczegółowo pilnowali granicy. Jednak kilku z nich przepuściło wysokiego mężczyznę w czarnym płaszczu. Obrzucił on podwórze i gapiów chłodnym spojrzeniem niebieskich oczu profesjonalisty i ruszył kamiennym chodniczkiem ku drzwiom. Minął wychodzącego z domku policjanta niosącego w plastikowym woreczku jakiś okrwawiony dowód zbrodni. Nawet na siebie nie spojrzeli. Mężczyzna w płaszczu wszedł do środka i kiwną milcząco głową do koronera. Na podłodze leżały zwłoki młodej dziewczyny. Miała może dwadzieścia trzy lata, blondynka, ładna, zgrabna. I martwa. Z rozłożonymi w koło długimi włosami wyglądała jakby po prostu upadła. Jej nagie ciało okrywała w piersiach i biodrach tylko szeroka czarna wstęga z śliskiego materiału. Ubrał rękawiczki i kucnął obok odgarniając na bok jej włosy. Miała wygryzione pół gardła. Mimowolnie skrzywił się i odrzucił włosy na poprzednie miejsce wstając.
„Jak myślisz Mike, zrobiło to jakieś zwierzę?” Spytał nawet nie patrząc na koronera tylko rozglądając się po pokoju. Było zaledwie kilka plam krwi na podłodze.
„Rana na szyi na to wskazuje, jednak nie sądzę by jakiś pies czy wilk ją tak ładnie potem owinął.” Kiwnął głową w stronę zwłok. „Musiał być to człowiek.”
„Bardziej nazwałbym to bestią a nie człowiekiem.” Zmrużył oczy i ponownie przyklęknął przy zwłokach pochylając się nad nimi.
„No cóż, po tym co zrobił zgodziłbym się Will, jednak z biologicznego punktu widzenia to i tak człowiek.” Koronek wzruszył ramionami.
„Ta…” Mruknął i zmarszczył brwi. Czy mu się wydawało, czy ona skrzywiła się?
Otworzył szeroko oczy, kiedy ofiara rzuciła się na niego z dzikim krzykiem obnażając kły. Odruchowo rzucił się na plecy i kopniakiem w brzuch odrzucił ja na drugą stronę, jednak ta zdążyła już go ugryźć. Rozległ się huk strzałów i kolejny dziki krzyk. Na dworze wszyscy z zapartym tchem wpatrywali się w budynek. Po chwili odsunęli się z krzykiem, gdy jakaś potrać rzuciła się w ich kierunku i wyminąwszy przerażonych ludzi uciekła w pobliski lasek.
„Kurwa co to było?!” Will przyciskał ręce do szyi chcąc zatamować krwawienie.
***
>>… doszło do dziwnego zdarzenia na miejscu zbrodni. Zgromadzeni przed domem, gdzie popełniono, jak myślano, morderstwa słyszeli jakieś dziwne krzyki, huk wystrzału, po czym z domu wybiegła jakaś kobieta, która bardzo szybko uciekła do pobliskiego lasku. Policja nie chce udzielić nam żadnych informacji czy osoba ta była mordercą i czy jest niebezpieczna. Jedyne, co mamy to wyostrzony i zbliżony fragment nagrania jednego z naszych reporterów będących w tym momencie na miejscu…<< Zaraportował spiker i na ekranie pojawił się krótki film, na którym można było dostrzec młodą, nagą blondynkę z niewiarygodną prędkością uciekającą między drzewa.
„Zatrzymaj.” Powiedziała, a informatyk przy laptopie zrobił, co kazała. „Powiększ ujęcie jej popiersia.” Rozkazała, a mężczyzna wstukał komendę na klawiaturze.
Obraz uległ powiększeniu. Po kolejnej komendzie wyostrzył się.
„Jej szyja.” Zmrużyła oczy przyglądając się obrazowi wnikliwie. I tak wiedziała, co zobaczy.
„Wygryziona w połowie.” Odparł.
„Została przemieniona.” Wyjaśniła.
„Dowiedzieliśmy się, że zaatakowała detektywa, który właśnie się nad nią nachylał.” Poinformował ją Wlad przeglądając dokumenty.
„Martwy?” Integral przeniosła na niego spojrzenie.
„Nie. Dziabnęła go tylko, jednak nie wypiła tyle krwi, by go zabić. Zabrano go do szpitala.” Przeczytał.
„A więc nie zaraziła go na tyle by po śmierci stał się ghulem.” Zauważyła i wziąwszy komórkę ruszyła do drzwi. „Jadę do Rotterdamu.”
„Sama?” Wlad ruszył za nią.
Odwróciła się w jego stronę z dziwnym uśmiechem. „Nie zapominaj, że jakąś godzinę temu ruszył tam na zwiad Alucard, gdzie dołączył do grupy wysłanych tam żołnierzy.” Przypomniała mu zabierając teczkę z rąk i bez słowa wyszła zostawiając mężczyznę z informatykiem.
***
„To bardzo podobne do poprzednich spraw, nie uważasz Walterze?” Spytała przeglądając zdjęcia z miejsca zbrodni, jakie udało jej się zdobyć.
„Podobieństwo jest niepokojące.” Przyznał. „Szczególnie, że zgrywa się to ze wzrostem aktywności wampirzej na tamtym terenie.”
„Tak.” Mruknęła wyciągając inne teczki z nesesera. „Bardzo podobne.” Przyjrzała się raportom z innych zbrodni. „Trzeba to wszystko zatuszować.”
„Oczywiście, wszystkim się zajmę. Alucard powinien już przejąć jurysdykcję nas sprawami do Twojego przyjazdu, oczywiście.” Wyjaśnił.
„Wspaniale.”
***
„Jak to akta wszystkich pięciu spraw?” Grubawy komendant zamrugał kilkakrotnie patrząc na wysokiego mężczyznę przed sobą. „Akta prowadzonych śledztw są niedostępne!” Oburzył się.
Mężczyzna wyjął z kieszeni płaszcza jakąś kopertę i wyciągnął z niej złożoną na trzy kartkę podając policjantowi.
„To chyba powinno panu wystarczyć.” Spojrzał na niego z nad okularów przeciwsłonecznych.
Komendant wziął dokument i rozłożył czytając pospiesznie. Z każdą chwilą jego oczy stawały się coraz szersze.
„Zataić?” Spojrzał na swego gościa z niedowierzeniem. „Chcecie zataić pięć najgłośniejszych w tym dziesięcioleciu spraw o morderstwo w Rotterdamie powiązanych najwyraźniej seryjnym mordercą?!”
„Na to wygląda.” Niewzruszony mężczyzna uśmiechnął się tylko nieznacznie.
„To jakiś absurd! Jak mamy zataić coś, co rozdmuchały już media?! I w ogóle to, po co mamy to robić? Nie zgadzam się!” Rzucił dokument na biurko.
„Nie obchodzi mnie jak. Akta przekażecie nam, a sprawę macie zatuszować.” Oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu. „Możecie nawet kłamać, że go zabiliście podczas akcji, nie obchodzi mnie to, co powiecie. Sprawa ma umilknąć, a winny i tak zostanie zlikwidowany.” Nachylił się w stronę komendanta patrząc na niego wściekle czerwonymi tęczówkami. „Zrozumiano?”
„T-t-tak, Panie…”
***
Integral wkroczyła do domu, gdzie odbyło się ostatnie przemienienie. Zastanawiało ją dlaczego stała się ghulem mimo, że wszyscy twierdzili, iż jest dziewicą. Pewnie puściła się gdzieś i nie potrafiła do tego przyznać. Dziwne było też to, że uciekła zamiast bezmyślnie wszystkich atakować. Przeszła się wzdłuż półek przesuwając palcem w gumowej rękawiczce po grzbietach książek i studiując ich tytuły. Jednak nie znalazła nic specjalnego. Odwróciła się w stronę kominka z fotografiami. Wszystkie pięć ofiar było niebieskookimi blondynkami. I wszystkie zwłoki znikały z kostnicy. No, po za ostatnim wyjątkiem, który zbiegł z miejsca zbrodni. Wszystkie znaleziono tylko owinięte czarną szarfą. I wszystkie ponoć były dziewicami. Zmarszczyła brwi. Nie… one nie puszczały się gdzieś na boku. Teraz część zdarzeń układała się w logiczną całość. Seryjny wampir był maniakiem seksualnym. Jego preferencje kobiece są wyraźne. Zawsze ten sam typ. I wszystkie były dziewicami. Chwyciła notes ofiary i zaczęła przeglądać. Napastnik najpierw je zgwałcił, lub pod wpływem hipnozy, albo i nie namówił do współżycia, po czym zaatakował. Zazwyczaj wampir nie porzuca ghuli, kiedy tworzy je pojedynczo, jednak zachowanie ofiary wskazuje na to, że była ona wzywana, skoro nie atakowała. Odrzuciła notes na stolik. Nic w nim nie ma. Udała się na piętro.
***
Obserwował ją w oknach stojąc po drugiej stronie ulicy. Wodził za nią wzrokiem, kiedy chodziła po salonie, a potem pojawiła się w oknie na piętrze. Wnikliwie przeglądała biurko czegoś szukając. Miała bardzo skupioną minę jakby cały czas coś rozważała. Była taka śliczna, a powaga dodawała jej uroku. Wiedział, że zna się na tym, co robi. Stał tam póki nie wyszła z domu i ruszyła chodnikiem w stronę centrum. Cały czas była zamyślona. Poprawił przeciwsłonecznie okulary i ruszył za nią w pewnym odstępie, by nie zwracać na siebie jej uwagi. Za zakrętu wyjechał szybko jadący samochód, który gwałtownie zatrzymał się przy blondynce mijając go wcześniej. Kobieta spojrzała na auto i od razu wsiadła do środka.
***
„Jak to nie mamy akt sprawy?!” Warknęła rozwścieczona patrzą na lokaja dziwnym wzrokiem.
„Ktoś mnie ubiegł. Udałem się do komendanta od razu jak tylko zostawiłem Panienkę na miejscu zbrodni, jak kazałaś, jednak komendant upierał się, że sprawa jest już zakończona, morderca zabity podczas policyjnej akcji, zaś akta sprawy oddane odpowiednim władzom.” Wyjaśnił i włączył telewizor.
>> Jak właśnie dowiedzieliśmy się od rzecznika prasowego policji seryjny morderca z Rotterdamu został zastrzelony strzałem w czoło podczas policyjnej akcji złapany na gorącym uczynku. Niestety do tej pory nie udało się zidentyfikować mordercy. Akta spraw zostały przekazane władzom federalnym i to oni będą prowadzić dalsze śledztwo. Jedno jest pewne Morderca z Rotterdamu już nikomu nie zagraża.<<
Blondynka warknęła pod nosem i uderzyła pięścią w biurko. „Jak ktoś śmiał…?!”
„Udało mi się zdobyć dokument, który niby został wystawiony by przekazać akta dla niejakiego Justina Kalet, jednak sprawdziłem go i taka osoba nie figuruje w kartotece pracowników rządu.”
„Gdzie jest Alucard?” Spojrzała na niego dziwnie.
„Wzywałaś, Mistrzu?” Wampir wyłonił się z cienia stając przed kobietą.
„Jedziesz ze mną.”
***
„I oddał mu pan od tak akta?” Przyjrzała się komendantowi zmrużonymi oczami.
„Miał odpowiednie dokumenty.” Wyjaśnił.
„A kłamstwa o zabiciu mordercy podczas akcji?” Uniosła brew.
„Ależ tak właśnie było.” Upierał się.
„A kto niby był na tej akcji?” Założyła ręce na piersi.
„Nie wiem, federalni. To ich sprawa. Mówiłem tylko to, co mi przekazano.” Odparł.
Wyciągnęła dokument z kieszeni i położyła go na blacie biurka przed policjantem. „Na pewno nie domyślał się pan, że dokument jest fałszywy!” Warknęła. „Oddał pan bardzo ważne akta osobie, która najprawdopodobniej była wspólnikiem mordercy! Nawet pan nie sprawdził, czy osoba taka jak Justin Kalet w ogóle istnieje w kartotekach federalnych!”
Mężczyzna patrzał na nią szeroko otwartymi, swoimi świńskimi oczkami. „Ale jak to?”
Pochyliła się nad nim bardziej. „Jeśli uznam, że przez pana niesubordynacje zginęła kolejna ofiara osobiście dopilnuję by wyleciał pan z pracy z wielkim hukiem!” Zagroziła i zabrawszy dokument odwróciła się gwałtownie i wyszła, a za nią podążył jak dotąd milczący Alucard.
„To nie był jego wspólnik.” Mruknął przyciszonym głosem.
„Skąd wiesz?” Spojrzała na niego z ukosa.
Przymknął powieki i wciągnął powietrze nosem. „To wampir tu był. Czuję go.”
***
„Zaraz, ja tu chyba czegoś nie rozumiem.” Integral potarła palcami czoło siedząc na miejscu pasażer. „Był środek dnia, kiedy przyszedł…”
„A to świadczy o tym, że to bardzo stary wampir.” Wtrącił jej w słowo. „Dodatkowo zahipnotyzował go i zmanipulował, co nie jest byle, jaką sztuczką.” Zauważył.
„Ale w takim razie jakie są jego motywy?” Zmarszczyła brwi. „Miałam swoje podejrzenia, że wykorzystywał najpierw je seksualnie, potem zaś atakował, jednak to nie ma zupełnie sensu w odniesieniu do jakiegoś starego wampira.”
„Ale dlaczego nie?” Spojrzał na nią rozbawiony.
„A po co mu to potrzebne?” Spojrzała na niego dziwnie. „Stawiałam na kogoś młodego, kto jeszcze pamięta i nie godzi się z utratą życia seksualnego.”
„Stare wampiry również potrafią mieć całkiem przyziemne potrzeby.” Uśmiechnął się szelmowsko.
„Nadal mi to jednak nie pasuje. Po co miałby od tak po iluś set latach zacząć gwałcić i zabijać kobiety?” Uniosła brew.
„A skąd wiemy, że nie robił tego już wcześniej?”
„Nie. Ataki są zbyt chaotyczne, gdyby był wprawny w tym nie wyszarpywałby pół gardła tylko ostrożnie się z tym obchodził…” Zmarszczyła brwi.
„A może działał pod wpływem jakiegoś impulsu?” Zasugerował.
„Możliwe, jednak nigdy wcześniej nie było nigdzie takiego przypadku, a więc jedyne rozwiązanie to to, że mimo swego wieku zaczął całkiem niedawno. Nadal jednak nie rozumiem, po co staremu wampirowi nagle sex po tylu stuleciach?”
„Może ktoś mu skutecznie o tym przypomniał.” Spojrzał na nią zmrużonymi oczami. „Jakie to przyjemne i kuszące, a że nie miał tego od bardzo długiego czasu może chce sobie odbić zaległości?”
„Ale po co w takim razie od razu morderstwo?” Uniosła brew. „Nie wygląda to na zaplanowane działanie.”
„Może teoria impulsu jest poprawna? Może wcale nie chciał je mordować?”
„Co sugerujesz?” Zmrużyła oczy.
„Może po prostu po tylu latach orgazm jest dla niego zbyt silnym przeżyciem i wyzwala w nim najgorsze wampirze instynkty i pożądania?”
„Ale skoro, hipotetycznie, nie chce ich zabijać to dlaczego nie przestanie?”
„Może jest po prostu uzależniony?” Spojrzał na nią z ukosa.
„Chcesz mi powiedzieć, że możemy mieć do czynienia ze starym wampirem satyrem?” [Erotomania to u kobiet nimfomania, a u mężczyzn – satyriasis] Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
„Wszystko możliwe.”
***
Przyglądał się jak piła herbatę kilka stolików dalej w jednej z Rotterdamskich kawiarni. Pochylona nad jakimiś dokumentami przeglądała je i spisywała coś na oddzielnej kartce. Pewnie wnioski. Włosy miała odrzucone na jedną stronę odsłaniając piękną i smukłą szyję. Łańcuszek z białego złota połyskiwał delikatnie opierając się na jej obojczykach. Palce miarowo obracały długopisem, który rytmicznie uderzał w notatnik. Była taka zapracowana i odcięta od świata w tej chwili. Kiedy kelner przyniósł jej szarlotkę z bitą śmietaną uśmiechnęła się do niego i podziękowała wracając po chwili do papierów. Jak ślicznie się uśmiechała. Obserwował ją przez dobrą godzinę, póki nie skończyła swojego zamówienia i zebrawszy rzeczy opuściła lokal. Odczekał chwilę, po czym wstał i również wyszedł. Przymknął oczy i wciągnął powietrze nosem. Czuł jej zapach. Delikatny, słodki, a za razem w pewien sposób drapieżny zapach jej ciała. Tak, jej ciała, a nie perfum. Nie używała ich zbyt często, a może i wcale. Ruszył chodnikiem w stronę źródła woni, która czuł. Przyspieszył kroku i po chwili szedł tuż za nią. Wyciągnął dłoń i przesunął opuszkami palców po jej włosach, tak, że nawet nie poczuła. Jeden z jej włosów pozostał między jego palcami. Przyciągnął go do nosa i powąchał. Tak… ten słodki, upojny zapach. Szedł jeszcze jakiś czas za nią, po czym minął muskając jej dłoń wierzchem swojej.
***
„Macie coś nowego?” Integral odrzuciła neseser na kanapę w salonie i zaczęła ściągać płaszcz.
„Nic znaczącego. Potwierdził się fakt, że nigdy wcześniej do takich ‘morderstw’ nie dochodziło.” Odparł lokaj odbierając jej okrycie.
Alucard siedzący w fotelu podniósł się i podszedł do niej.
„Odnaleziono może nasze ‘ofiary’?” Spytała oglądając się za Walterem, po czym jednak odwróciła gwałtownie głowę w stronę wampira, który obecnie obwąchiwał jej dłoń. Zszokowana patrzyła wraz z lokajem na niego szeroko otwartymi oczami.
„Co Ty do cho…?” Nie skończyła, gdy przyciągnął ją mocno do siebie i wtulił twarz w jej włosy zaciągając się.
„Dotykał Cię.” Mruknął i wypuścił ją z objęć odsuwając się na krok.
„Że co?” Uniosła brew zbita z tropu.
„Ten sam wampir, co na komendzie. Dotykał Twoich włosów i dłoni. Rękaw płaszcza też wydziela jego zapach.
„Jesteś pewny?” Zmrużyła niebezpiecznie oczy.
„Tak. Wszędzie rozpoznam ten zapach mimo, że zaczął się mieszać z Twoim własnym jako słabszy, gdyż kontakt nie był długi i silny. Jakby tylko muskał Cię.” Również spojrzał na nią zmrużonymi oczami.
„Sądzisz, że przypadkowo miałam okazję spotkać naszego mordercę?”
„Nie sądzę by to było przypadkowe, Integral.” Odparł poważnie. „Jesteś blondwłosą dziewicą.”
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
***
„Myślisz, że w końcu zmądrzeje?” Amy przyglądała się swojemu mężowi z uwagą. Kobieta leżała w swoim łóżku odpoczywając nadal po trudach wcześniejszego porodu. Na szczęście została już wypisana ze szpitala. Mały Max spał spokojnie w swojej kołysce.
„Nie wiem, ale przydałoby się by to szybko nastąpiło.” Również na nią spojrzał odrywając wzrok od syna. „Inaczej będzie za późno.”
Kobieta westchnęła. „Dziwisz się? Skoro nic nie robi i nie daje chociaż świadectwa, że mu zależy…”
„Zależy tylko jest zbyt dumny. Nie rozumiem jak on z tą swoją pychą tyle przetrwał? Kiedykolwiek on poniósł porażkę w czymkolwiek?”
„Chyba tylko, jako człowiek.” Uśmiechnęła się dziwnie. „Może to właśnie powoduje, że odrzuca wszystko, co ludzkie?”
„To jeśli tego nie przyjmie straci coś bardzo cennego jako wampir.”
***
Siedziała na kanapie przeglądając dostarczone jej przez Wlada dokumenty od rządu. Mężczyzna siedział obok i przyglądał jej się uważnie. W końcu uśmiech wykwitł na jej ustach.
„Jestem wielce zadowolona z tych dotacji.” Oznajmiła składając kartki do teczki. „Jak również z tego, że nie zawiedliśmy rząd i spełniamy wszystkie ich oczekiwania.” Spojrzała na Wlada. To również i jego zasługa.
„W takim razie i ja jestem zadowolony, że Ty jesteś zadowolona.” Odwzajemnił uśmiech. „Nie miałem wątpliwości, że pieniądze zostaną Ci nadane. Zasłużyłaś wraz ze wszystkimi swoimi ludźmi.” Odgarnął jej kosmyk za ucho.
Przyglądała mu się z zamarłym uśmiechem na ustach. Jakby w zamyśleniu. Faktycznie był bardzo przystojny i pociągający.
Pochylił się w jej stronę, a ona zamarła w bezruchu słysząc tylko łomot własnego serca. Przymknęła powieki i wypuściła nagromadzone w płucach powietrze, kiedy pocałował ją w czoło. Nie narzucał się. Był delikatny i starał się jej nie zranić ani nie ponaglać. Uchyliła powieki i odwróciła lekko głowę w stronę nieużywanego kominka, kiedy przesunął usta na jej policzek. Całował ją tak delikatnie…
Oczy jej się rozszerzyły w szoku, kiedy ujrzała nagłe pojawienie się Alucarda przed kanapą. Wampir chwycił ją za nadgarstek i poderwał z siedzenia przyciągając do siebie i nienawistnie patrząc na oszołomionego mężczyznę, który nadal siedział.
„Chcesz powtórki?” Warknął wampir mając na myśli podobne zajście, kiedy to Wlad dopiero zaczął się spotykać z blondynką.
Wściekłość również odbiła się w oczach mężczyzny i wstał z kanapy gwałtownie patrząc na niego hardo. „Nie masz w tej sprawie nic do powiedzenia! Ona sama decyduje!” Chwycił Integral za wolną dłoń.
„Ostrzegam Cię. Jeszcze raz spróbujesz się do niej zbliżyć…”
„Dość!” Kobieta gwałtownie się wyrwała i obrzuciła ich wściekłym spojrzeniem. „Mam dość tej waszej dziwnej wojny! Nie jestem jakimś trofeum, zresztą po pierwsze” tu zwróciła się do wampira „skoro nie protestowałam sama to oznacza, że mu na to pozwalam!” Oznajmiła mu. „Po drugie mam serdecznie dość Twojej postawy psa ogrodnika! Skoro sam nic nie robisz nie będziesz mi przyzwoitką, więc z łaski zajmij się własnymi sprawami, a od mojego życia to Ty się odwal!” Warknęła i wyszła szybkim krokiem pozostawiając dwóch osłupiałych mężczyzn samych.
***
„Nadal jesteś na mnie wściekła?” Wampir wyłonił się z cienia przyglądając się siedzącej w fotelu kobiecie.
„Czego chcesz?” Warknęła dając wyraźny znak, że złość jej nie przeszła.
Usiadł na kanapie prostopadłej do jej fotela. „Porozmawiać.”
Oczy jej się zwęziły niebezpiecznie. „Teraz Ci się zebrało, co?” Prychnęła i wstała z miejsca. „Jeśli będę miała ochotę z nim być to będę, a Tobie nic do tego, więc nie wtrącaj mi się.” Spojrzała na niego z góry.
Również wstał. „Wiele mi do tego.” Odparł i pochylił się.
Oczy rozszerzyły jej się w szoku, kiedy zanim zdołała powiedzieć choć słowo zagłuszył ją pocałunkiem.
Odsunęła się od niego gwałtownie tak, że wpadła na stolik prawie tracąc równowagę. Złapał ją za nadgarstek. Wyszarpała go i przeszła obok fotela i zatrzymała się przy oknie. Niezbyt potrafiła to zrozumieć.
Podszedł do niej i obrócił w swoją stronę patrząc na nią poważnie, jednak nie odezwał się.
Nie był mocny w słowach. Zresztą, co miałby powiedzieć?
Przyciągnął ją do siebie i pochylił głowę przesuwając wargami po jej policzku. Chwyciła się koszuli na jego ramionach i mimowolnie przymknęła powieki. Chłód przesuwający się po jej skórze był przyjemny. Jak to Amy mówiła? Bardzo szybko da się do tego przyzwyczaić…
Pochylił się bardziej i oparł czoło o jej ramię. Cholerne emocje i uczucia! Tyle z nimi problemów.
Puściła się go i chwyciwszy jego twarz palcami uniosła mu głowę tak by móc spojrzeć mu w oczy. Delikatnie się uśmiechnęła. Mogłaby się przyzwyczaić.
***
Uśmiechnęła się lekko z nad książki, kiedy wyszeptał jej kilka słów do ucha. Znów leżeli na kanapie zupełnie jak kilka miesięcy temu. Jego palce przesunęły się po jej ramieniu w stronę łokcia, a potem dalej nadgarstka i objął ją mocniej przyciągając do siebie.
„Przeszkadzasz mi.” Powiedziała nieznacznie rozbawiona jego wyczynami. W słowach był naprawdę fatalny, jednak starał się to nadrabiać w inny sposób. Można się zawsze przyzwyczaić. No i nauczyć trochę. Uśmiechnęła się pod nosem.
„Rozumiesz, dlaczego Ci nie pozwolę?” Spojrzał a nią zmrużonymi oczami.
„Oczywiście.” Przewróciła kartkę książki.
Wampir westchnął i usiadł zrzucając tym samym jej nogi z kanapy i oparł się łokciami o kolana przesuwając dłońmi po włosach. Zaskoczona i zdziwiona usiadła.
„Tak nie powinno być.” Odezwał się po chwili patrząc w jakiś punkt przed sobą.
Spochmurniała. „Wiem, ale tak jest. I co z tym zrobisz?” Spojrzała na niego dziwnie.
„Integral…” Wyprostował się i spojrzał na nią całkiem poważnie. „Zrozum, że nie jestem w stanie…” mimowolnie się skrzywił, gdy nie potrafił odnaleźć odpowiednich słów.
„W stanie co?” Uniosła brew.
„Jestem wampirem od ponad pięciuset dwudziestu, jak nie dłużej, lat. Nie jestem w stanie dokładnie wyrazić… okazać…” Spojrzał na nią poważnie. Pochylił się nad nią i oparł czoło o jej czoło przymykając na chwilę oczy. „Jesteś dla mnie najważniejsza, Integral, jednak nie potrafię tego okazywać jakby chciała tego kobieta. Zbyt długo liczyła się tylko siła i walka. Nawet nie dopuszczałem do siebie myśli, że po połowie tysiąclecia mógłbym mieć cokolwiek aż tak ludzkiego. Jestem wampirem.”
Milczała słuchając go cały czas uważnie. Gdyby wiedział jak równie ciężko jest jej… przecież to wampir. Podniosła dłoń i przesunęła opuszkami palców po lego policzku. Odwrócił głowę i pocałował ją we wnętrze dłoni trzymając za nadgarstek.
Może Amy i Thomas mieli racje?
***
„Integral, tak nie może być, że on nam wiecznie przerywa.” Wlad pochylał się nad biurkiem Hellsing patrząc na nią z góry.
Amy siedząca i karmiąca syna na kanapie uniosła brew w zdziwieniu.
„Kiedy tylko udaje nam się przejść dalej nagle on się pojawia i robi awanturę, po której nic nie wynika!” Wyraźnie był zły. „Próbuję dać Ci szczęście, jeśli zechcesz to nawet rodzinę, jednak wystarczy, że on się pojawi i wyrazi swój sprzeciw tym planom, uciekasz przede mną! Sama zauważyłaś, że on sam nic nie robi w tym kierunku by dać ci szczęście tylko jest jak pies ogrodnika. Sam nie bierze i nikomu nie da. Naprawdę pozwolisz mu by aż tak kierował Twoim życiem?”
„Może tym razem postanowił coś z tym zrobić?” Warknęła zirytowana jego paplaniną.
Wlad oniemiał. Tego się zupełnie nie spodziewał.
„Wyjdź mam wiele pracy, a Ty też masz, co robić.” Wepchnęła mu teczkę w ręce i odwróciła się fotelem plecami do niego.
Przez chwilę jeszcze przyglądał się w tył oparcia. „Żebyś tego później nie żałowała i znów nie została sama.” Odparł i wyszedł.
„Integral!” Amy aż nie mogła ukryć zdziwienia. „Ależ go pogoniła! O co w ogóle tutaj chodzi?” Odłożyła najedzonego syna do wózka.
„O nic…” Mruknęła niepocieszona blondynka.
„No jak to o nic?” Wstała z kanapy i podeszła do niej. „Opowiadaj!”
„Nie ma co…”
„Och, Integral, przestań! Aż mnie ciekawość zżera!” Usiadła na biurku.
Kobieta westchnęła. To jej opowie.
***
„A nie mówiłam!” Ruda aż zaklaskała w dłonie.
„Amy przestań!” Syknęła blondynka. „Możesz to łaskawie zachować dla siebie?” Świdrowała ją przenikliwym spojrzeniem.
„Ale dlaczego?” Zdziwiła się. „To przecież nic złego, że próbujesz wejść w bliższe związki z wampirem. Nie musisz od razu przecież iść z nim do łóżka i rodzić mu dzieci wiążąc się na całe życie! Jest wiele innych sposobów by było przyjemnie.” Uśmiechnęła się lubieżnie.
Oczy blondynki rozszerzyły się w szoku.
„Jesteś dorosła i masz prawo do odrobiny przyjemności nawet, jeśli nic z tego nie wyjdzie.” Ciągnęła dalej ruda. „Zawsze możesz stwierdzić, że chcesz kogoś innego i to zakończyć. Nie hajtnęliście się przecież w końcu, a nawet nie wyznaliście sobie miłości, więc, o co chodzi?” Wzruszyła ramionami. „Pomyśl sobie ile on ma doświadczenia! W prawdzie pewnie będzie musiał sobie przypomnieć, bo to było dość dawno temu, ale jak tylko dorwie Cię nagą już będzie wiedział, co robić…”
„Amy!”
„Ej, no co? Korzystaj! Nie musisz tracić dziewictwa od razu skoro nadal nie jesteś do niego do końca przekonana, a jak w końcu się na kogoś zdecydujesz, nawet jeśli nie będzie to on, zaskoczysz go umiejętnościami.” Wzruszyła ramionami. „W ogóle nie rozumiem, dlaczego od razu na takie coś nie wpadłaś? Nawet, jeśli twierdzi, że mu nie potrzebne to po razie na pewno przypomniałby sobie, jakie to przyjemne i z chęcią Cię nauczył obcować z męskim ciałem…”
„Amy jesteś po prostu okropna i zbereźna!” Integral w szoku patrzyła na swoja przyjaciółkę.
„Po prostu jesteś zbyt wstydliwa jak na swój wiek, a to, co Ci proponuję to nic złego! W sumie ja od tego zaczęłam.” Wzruszyła ramionami. „Byłam nieśmiała i nic tak naprawdę nie wiedziałam, a więc, że Fiodor jest wampirem i też myślałam, że w ogóle uczuć to on nie posiada, zawarłam z nim układ, że mnie nauczy o tych sprawach, a ja będę mu dawcą krwi. Dla niego też w interesie było bym została dziewicą, bo taka krew lepsza.”
***
Dnie były chłodne i typowo jesienne. Liście już pozmieniały swe barwy i zaczęły powoli opadać na ziemię. Integral siedziała w ogrodzie przy stole z dzbankiem i kubkami pełnymi gorącej, parującej herbaty. Była niedziela, a więc nie jechała do biura, jednak Wlad jak zwykle przywiózł jej skrócony odpis raportów.
Siedział obok niej i popijał swego naparu przyglądając się jak w skupieniu czyta. Już wczoraj uznał, że to, co mu dnia poprzedniego powiedziała, było ściemą tylko po to, by się zamknął. Kiwnął nieznacznie głową sam do siebie. No bo przecież wyobrażacie sobie wampira, który mógłby się postarać i nie był nim to Thomas? Nie. On nie mógł sobie wyobrazić tego konkretnego wampira w tej sytuacji. Był po prostu jak stara baba – dużo krzyku, mało efektu. Mimowolnie roześmiał się w duchu.
Amy siedząca po drugiej stronie Integral pochylała się nad Synalkiem zagadując do niego i kołysząc w wózku. Thomas przyszedł do nich z małym kocykiem i podał go żonie, która okryła dodatkowo chłopca. Pochylił się i pocałował ją w czoło, a ona uniosła głowę wyżej i pocałowała go bardziej namiętnie.
Blondynka uśmiechnęła się i odłożyła kartki do teczki. „Jak zwykle nie ma żadnych problemów.”
„A miałby jakieś być?” Wlad uniósł zdziwiony brew.
„Nie przewiduję.” Odparła. „Wieczorem Seras pojedzie z grupą do Zwolle, Thomas do Haarlem, a Alucard rozejrzy się w Rotterdamie.” Zaznaczyła punkty na mapie. „Zauważono w tych miastach wzmożoną ponad normę aktywność, więc to sprawdzą.”
„Rozumiem, że dostają się tam we własnym zakresie?” Spytał Wlad. „Do Zwolle i Rotterdamu drużyny już wyruszyły.”
„Tak, tak…” Machnęła ręką.
Przyglądał jej się zmrużonymi oczami, gdy coś analizowała.
„Mam do Ciebie prośbę.” Spojrzała na niego poważnie. „Chcę wprowadzić pewne zmiany w Organizacji, jednak potrzebuję do tego pieniędzy od państwa, współpracy, oraz małego doradztwa.”
Uniósł brew. „Jasne, o co chodzi?”
„Przejdźmy może do salonu.” Zaproponowała i wstała.
Mężczyzna posłusznie poszedł za nią zabierając swój i jej kubek z herbatą. W salonie na stole leżały rozłożone mapy państwa. Blondynka niedbałym ruchem odrzuciła włosy za ramię i usiadła na kanapie wyciągając z pod map kartkę papieru i długopis. Zaintrygowany mężczyzna zasiadł obok niej.
„Obecnie mamy trzystu żołnierzy scentralizowanych w stolicy.” Zaznaczyła na mapie Amsterdam. „Nie jest źle biorąc pod uwagę częstotliwość działań wampirów, jednak ich centralizacja sprawia, że jesteśmy mniej skuteczni.” Zauważyła. „Moglibyśmy ponosić mniejsze straty w cywilach, gdyby znalazł się sposób na szybsze dostanie się na miejsce zbrodni np. w Zwolle. To jest trochę kilometrów i czasu zanim dostaną się tam żołnierze i zrobią porządek, a to jest złe. My jako Hellsing, stawiamy na pierwszym miejscu profesjonalność i skuteczność, a ta sytuacja obniża nam status.”
„A więc co proponujesz by skrócić czas podróży z Amsterdamu np. do Zwolle?” Pochylił się nad mapą marszcząc brwi.
„Ja już mówiłam obecnie mamy trzystu ludzi, co jest wynikiem niezłym. Ale tylko niezłym. Kraj ma powierzchnię około 41528km kwadratowych. Podzieliwszy to na 55 okręgów daje nam to średnio po 755km.” Wzięła do ręki cyrkiel z odpowiednio odmierzoną wcześniej odległością zgodną ze skalą mapy i zakreśliła okrąg wokół Amsterdamu. „Gdyby na każde 755km obsadzić chociaż stu ludzi nasza skuteczność wzrosłaby stokrotnie.” Wyjaśniła.
„Ale do tego trzeba będzie aż 5500 ludzi!” Spojrzał na nią zszokowany.
„Jeśli jednak trafi nam się grupa wampirów-wariatów, którzy zrobią sobie rzeź w całym mieście takim jak Maastricht” pokazała palcem daleko położone od stolicy miasto „zabiją tylu zanim zdążymy dotrzeć tam z odsieczą!” Spojrzała na niego przenikliwie.
„Ughm…” Przesunął dłonią po włosach.
„Tu nie chodzi o jakieś moje widzimisie tylko o bezpieczeństwo ludności tego kraju. Dlatego potrzebuję większej gotówki by to wszystko zorganizować i móc utrzymać żołnierzy.”
„No nie wiem… To duża suma wyjdzie.”
„Pamiętaj, że w rękach tych 5500 ludzi będzie spoczywało bezpieczeństwo 16 418 246 obywateli tego kraju. Nie uważam bym wymagała za dużo. Nie każę obsadzać tam od razu po trzystu ludzi!”
Kiwnął głową ze zrozumieniem. „Mogę zorganizować Ci spotkanie z radą rządu, ale sama musisz przedstawić im ten projekt i ich przekonać.” Odparł.
„A więc zorganizuj.”
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Alucard w nie najlepszym humorze pojawił się z Thomasem w rezydencji. Ta cholerna myśl go prześladowała. To mogłaby być Integral…
Wkroczyli do salonu, gdzie zatrzymali się w progu, a oczy Alucarda rozszerzyły się nieznacznie w złości, a potem zwęziły.
Integral, Amy, Seras i Wlad siedzieli na dywanie z kieliszkami win (Amy oczywiście sokiem zamiast winem) i grali w scrable. Wszyscy spojrzeli na nowo przybyłych. Amy uśmiechnęła się szeroko.
„Dołączcie się.” Machnęła ręka zapraszająco.
Alucard miał dziwne wrażenie, że posłała mu wyzywające spojrzenie. Wlad patrzył na wampira z pewnością jakby chciał coś przekazać. Wtargnął w umysł mężczyzny. Cholera! Ten dupek uważa, że dostał drugą szansę!
Thomas dosiadł się koło żony i zerknął w jej zasób liter na podstawce.
Wampir nie ruszył się z miejsca.
„Nie przyłączysz się do nas?” Integral spojrzała na niego z dołu.
Amy zerknęła na nich z zaciekawieniem.
Przed oczami wampira znów stanął obraz z akcji i po głowie odbiły się słowa, że to mogła być ona. Pokręcił głową.
„Popatrzę.” Powiedział po chwili i zasiadł w fotelu przed nią. Ze zdziwieniem zauważył, że blondynka wyszła, po czym wróciła z dwoma kieliszkami czerwonego wina. Podeszła do niego i podała trunek uśmiechając się.
***
Alucarda szlak trafiał, kiedy tylko Wlad pojawiał się w rezydencji przez ostatnie trzy miesiące, jednak nie na tyle by go zaatakować, choć nie krył swej nienawiści do mężczyzny. Obaj dobrze wiedzieli, że przed atakiem broni go fakt, że nie umawiał się z Integral sam na sam, ani na żadnych romantycznych kolacyjkach. Zachowywali się jak dobrzy znajomi i mężczyzna starał się nie narzucać jej, choć wampir i tak dobrze wiedział, że cały czas liczy on na związek z nią. Zauważył również, że Wlad uczy się na błędach. Widząc, że zbyt otwarte i nalegające zachowanie peszy Integral i naraża go przed wampirem zmienił taktykę. Najpierw postanowił zaskarbić sobie jej przyjaźń. On również chyba stwierdził, że miłość przyjdzie od niej z czasem. A więc tak nie robił nic, za co wampir mógłby go zaatakować nie okazując się nachalnym zazdrośnikiem.
Amy z zadowoleniem oglądała to, co działo się przez ostatnie miesiące. Integral wyraźnie wzięła sobie do serca to, co jej powiedziała i postanowiła dać szansę Wladowi. Blondynka nie wiedziała jednak, że to wszystko ma drugie, zaplanowane przez nią, dno. Ruda widziała zazdrość wampira, a to głównie dzięki temu, że nauczyła się obserwować. No i Thomas też wiele jej podpowiedział. Ma czulsze zmysły.
Jednak mimo wszystko Amy cieszyła się widząc, że Integral otwiera się powoli dla ludzi. Nie interesuje ją już tylko i wyłącznie praca. Pomagała nawet wybrać jej mebelki i rzeczy dla dziecka. Kiedy byli u lekarza na USG okazało się, że będą mieć chłopca. Mimo, że Integral czuła się trochę dziwnie przy ciężarnej Amy stwierdziła, że ma na nią zdecydowanie to dobry wpływ. Hellsing po prostu potrzebna była przyjaciółka. Teraz brak jej już po prostu faceta. No i oczywiście dziecka. Amy zachichotała sama do siebie.
***
Integral wraz z Wladem i Amy jadła lancz w to słoneczne południe. Na chwilę oderwali się wszyscy od pracy by odpocząć. Szczególnie potrzebowała tego ruda. Przecież to był już ósmy miesiąc. Obie kobiety jadły sałatkę i żartowały.
Alucard stał w zaciemnionym zaułku i obserwował wszystko z ukrycia. Przyglądał się jak Integral je, żartuje i się śmieje. Wydawała się taka radosna i zadowolona z życia. Po raz pierwszy chyba w ciągu tych dwudziestu pięciu lat. Zmieniła się odkąd Aida wprowadziła się do Amsterdamu. Obie kobiety znalazły wspólny język i wywarły na siebie wpływ. I jakoś dziwnie to Integral pasowało. Ten uśmiech. Zaczęła łączyć w sobie kobiecość i pasję, z jaką oddawała się swojej pracy. Tylko towarzystwo Wlada podczas tych miesięcy mu nie pasowała.
***
Thomas pojawił się obok przełożonego i również spojrzał na dość uroczy obrazek. Musiał przyznać, że Integral faktycznie sporo się zmieniła od ich pierwszego spotkania, jednak nie straciła nic ze swej siły i dostojności. Po prostu to starej Hellsing dorzucono kilka nowych, wyjątkowo dopasowanych i miłych cech. Na przykład jej uroczy śmiech.
Odkąd dostał od Alucarda krew by móc uodpornić się na światło jego moc wzrosła na tyle, by móc przechodzić przez ściany i przenosić przez wymiary. Oczywiście nadal daleko było mu do Alucarda.
Spojrzał na stojącego obok wampira.
„Naprawdę nie rozumiem tego Twojego uporu. Czemu po prostu nie zrobisz czegoś by zająć jego miejsce zamiast stać i zazdrośnie się przyglądać?”
Mężczyzna obdarzył go dziwnym spojrzeniem z nad okularów. „Nie jestem zazdrosny.”
Thomas wywrócił oczami. „Nie no jasne, skoro sobie tak chcesz.” Wzruszył ramionami. „A stój tak sobie i się gap. Może zobaczysz jak się zakochuje, potem wychodzi za mąż, rodzi dzieci i umiera.” Prychnął odwracając się na pięcie. Miał już dość zachowania tego starego prycha. „Wiesz co? Daje sobie głowę uciąć, że gdybyś się postarał nie odtrąciłaby Cię.” Machnął ręką i przeszedł przez bramę w ścianie.
***
Profesor wraz z Walterem pochylali się nad małą próbką błyszczącej mazi. Lokaj pociągnął nad nią wielkie szkło powiększające i zanurzywszy w tym malutki kawałek folii podniósł go pincetą i obejrzał dokładnie ze wszystkich stron. Zaciekawiony profesor przyglądał się osobliwej mieszance.
„Myślisz, że będzie skuteczne?” Odezwał się w końcu.
„Opiłki srebra zanurzone w płynnej rtęci nie mogą być nie skuteczne.” Odparł. „Dodatkowo chlorek złota i kilku innych pierwiastków skutecznie zatruwają nawet wampirzy organizm. Wszystkie te substancje zdają się być stabilne w tym połączeniu, jednak to tylko pozory. Kiedy dostaną się do ciała wilgoć w nim zawarta sprawi gwałtowną reakcję wybuchową. Teraz trzeba tylko uformować z tego naboje i utwardzić ciekłym azotem…”
„Ale to ciecz!” Odsunął się gwałtownie profesor.
„Zbyt niska temperatura i zbyt szybkie zmrożenie by doszło do jakiejkolwiek reakcji.” Uspokoił go.
***
„Woho…” Alucard z podziwem obejrzał efekty nowego wynalazku Waltera. Te naboje były wspaniałe!
Thomas w szoku spojrzał na oderwane pół ciała ghula zanim zwłoki rozsypały się w pył. Strzelił w serce, a reakcja łańcuchowa rozerwała mu całą klatkę piersiową. Szyja wraz z głową odleciała w inną stronę niż brzuch z nogami.
„Śmiertelnie skuteczne…” Szepnął.
„Walter przechodzi sam siebie!” Wampir wyszczerzył się maksymalnie i ruszył dalej na polowanie. Zabawa w chowanego w lesie.
***
Amy leżała na kanapie i z ukosa obserwowała czytającą raporty Integral, oraz notującą pewnie jakieś rozkazy.
„Czy nie miałaś przypadkiem zostawiać roboty w biurze?” Uniosła rudą brew.
„Nie przynoszę tego codziennie przecież, to po pierwsze, a po drugie to chcę to skończyć, a nie miałam ochoty zostać po godzinach w pracy.” Odparła składając podpis na zatwierdzenie raportów.
„Gdybyś skończyła rano też nic by się nie stało.” Amy z trudem dźwignęła się do siadu. „Uh!”
„Pomóc Ci?” Blondynka zerknęła na nią z nad papierów.
„Nie, nie trzeba, dam sobie radę.” Rozmasowała sobie palcami lędźwie rozciągając się poprzez wychylenie do tyłu.
„Skoro tak…” Powróciła do dokumentów.
„Integral...” Spojrzała na nią zmrużonymi oczami.
„Hmy?” Mruknęła tylko potwierdzając, że słyszy.
„I co sądzisz o Wladzie po tych kilku miesiącach?” Poruszyła stary temat. „Myślisz, że mogłabyś…?”
„Nie wiem.” Spojrzała na nią dziwnie. „Jest sympatyczny, ambitny, dobrze mi się z nim rozmawia. Wie, kiedy można pożartować, a kiedy trzeba być poważnym…”
„A więc? Co z nim nie tak?” Przyjrzała jej się uważnie.
„Nie wiem.” Westchnęła opierając skroń na dłoni. „Czegoś mu brak…” Przymknęła powieki.
Uśmiech Amy poszerzył się znacznie i korzystając z tego, że nie patrzy wzięła chłodny metal łyżeczki i przyłożyła jej do szyi. „A może tego?”
Blondynka zaskoczona usiadła gwałtownie i odtrąciła od siebie sztućca przyglądając się temu dziwnie.
„Chłodny dotyk…” Mruknęła z zadowoleniem Amy. „Nawet nie wiesz jak bardzo szybko da się do tego przyzwyczaić jeśli chcesz…”
„Przestań!” Odtrąciła jej dłoń z łyżeczką dalej i wstała z fotela.
„Och to Ty przestań w końcu udawać!” Powiodła za nią wzrokiem. „Czemu nie chcesz zaakceptować, że chcesz być z wampirem?”
„Nie chcę!” Nerwowo odgarnęła włosy z ramienia.
„Ależ Ty uparta!” Naburmuszyła się. „Wszyscy dobrze wiemy, że chcesz! Ja, Thomas, Profesor, Wlad, Seras…” Zaczęła wyliczać na palcach.
„Co za urojenia sobie wmawiacie?! Doczepiliście się mnie jak rzep psiego ogona!”
„Żadne urojenia, to widać i chcemy Wam pomóc, skoro sami nie umiecie.” Zaczęła wyjaśniać podnosząc się z kanapy.
„Nie potrzebuję żadnej pomocy!” Obrzuciła ją złym spojrzeniem. „Jesteśmy dorośli i umiemy sami osobie decydować.” Oznajmiła.
„A więc dlaczego zachowujecie się jak dzieci?!” Ruda również zaczęła tracić cierpliwość.
„Zajmij się lepiej własnym brzuchem, a nie swataniem mnie!” Warknęła blondynka i zabrawszy teczkę ze stołu wyszyła szybkim krokiem mijając właśnie pojawiającego się Alucarda, którego trąciła z barka.
Ruda spojrzała na niego równie zła, jak Integral. „A Ty mógłbyś do cholery zacząć też coś w końcu robić!” Warknęła i wyszła zostawiając ogłupiałego wampira samego.
***
Integral poprawiła sweter idąc szybkim krokiem przez park. Musiała odreagować. Czemu się jej tak w tej sprawie uczepiła? Czy ona nie może zrozumieć, że jest Hellsing? Że nie może tak swobodnie jak ona? Potrząsnęła głową. Kiedyś, na początku, robiła porównanie tych dwóch. Tak dla ciekawości. Wynik tego porównania był dla niej zaskakujący, a za razem oczywisty, że wolała wampira… Westchnęła przymykając oczy. No ale przecież nie może. Zresztą…
Usiadła na jednej z wolnych ławek i oparła łokieć o kolano, a podbródek na dłoni.
On jej nie chce. W sumie to porównanie go do psa ogrodnika było trafne. Choć teraz atmosfera między tymi dwoma nie jest tak napięta jak na początku, a bynajmniej Alucard go jawnie nie atakuje i nie grozi mu… Może mu po prostu przeszło? Wtedy po raz pierwszy spotkał się z sytuacją, gdy ktoś próbował nawiązać bliższe kontakty z nią, a teraz już go to tak nie rusza? Czyżby doszedł do wniosku, że nie ma być o co złym… zazdrosnym?
Westchnęła.
***
Wlad szedł właśnie w stronę swojego samochodu z cukierni, kiedy zauważył znajomą twarz. Zawiał chłodny wiatr. Wakacje praktycznie się kończyły, a jesień zdawała się spieszyć do Holandii ze swoim ochłodzeniem. Schował do auta ciasto i podszedł do Samochodu – kawiarni i kupił dwa duże kubki Caffe Latte Karmel. Przeszedł przez ulicę i stanął obok ławki.
„Kawy?” Zaproponował blondynce.
Spojrzała na niego dziwnie z dołu, po czym uśmiechnęła się lekko i przyjęła kubek obejmując go obiema rękoma. Był przyjemnie ciepły.
„Co tu robisz sama?” Usiadł obok niej. „Jest zimno.” Zauważył.
„Musiałam wyjść coś sobie przemyśleć.” Westchnęła i upiła napoju.
„Coś się stało?” Uniósł brew w zdziwieniu również pijąc swoją kawę.
„Nie.” Pokręciła lekko głową. „To znaczy… trochę pokłóciłam się z Amy. Ale to nic. Dam sobie z tym radę i wszystko wyjaśnię.” Uśmiechnęła się do niego lekko.
„Skoro tak uważasz.” Odwzajemnił uśmiech. Już dawno nauczył się, że naciskając na nią nic nie wskóra.
Westchnęła i wyprostowała się opierając o oparcie i odchylając do tyłu głowę. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
Wlad również się uśmiechnął. Była piękna, a uśmiech tylko dodawał jej uroku. Wyciągnął rękę i przesunął kciukiem po jej policzku pochylając się.
Kobieta poczuła jak serce szybciej zaczyna jej bić. Czuła podenerwowanie. Dobrze wiedziała, co chce zrobić… może mogłaby mu pozwolić? Dać szansę? Przymknęła nieznacznie powieki.
„Mistrzu?” Głęboki męski głos sprawił, że aż prawie podskoczyła i odwróciła gwałtownie głowę w kierunku źródła tego dźwięku.
Alucard stał przed ławką patrząc na parę z góry dziwnym, złowrogim spojrzeniem. A raczej patrzył tak na Wlada. Mężczyzna również odwzajemnił to spojrzenie i wstał. Był od wampira niższy, ale to go nie krępowało. Spojrzenie miał twarde i nie ustępliwe. Rzucali sobie wyzwanie. Każdy mięsień obu napiął się do granic możliwości. Tak, jakby czekali na jakiś błąd przeciwnika by się na siebie rzucić. Gdyby mogli, pozabijaliby się.
Integral pospiesznie wstała z ławki i wepchnęła się między nich. Oboje skierowali na nią swoje spojrzenie.
„O co chodzi, Alucard?” Spojrzała w jego oczy i ujrzała znów to samo. Żywą i gorejącą nienawiść do Wlada i tą zazdrość? Nie… pewnie po prostu źle to spojrzenie interpretuje.
„Wyszłaś nie mówiąc nic nikomu, Mistrzu. Amy zaczęła się o Ciebie martwić i poprosiła bym Cię odszukał.” Powiedział. Kłamał. Cholera kłamał tak łatwo swojemu Mistrzowi. Ale czy miało to w tej chwili jakieś znaczenie? Dobrze wiedział, że zaraz po powrocie do domu odkryje prawdę, zaś on nie powie jej teraz, że ją śledził, bo jeszcze nie zechce z nim wrócić, a on nie miał zamiaru pozostawiać ja tu samą z Wladem.
Kiwnęła tylko głową i podeszła do ławki zabierając z niej kubek.
„Dziękuję Wlad za kawę.” Uśmiechnęła się do niego lekko. „Możemy wracać.” Spojrzała na wampira.
Odsunął jej się z drogi odsłaniając Ścieszkę, którą zdziwiona ruszyła. Myślała, że zabierze ich przez wymiary.
~Jeśli Ci to nie przeszkadza, przejdziemy się, Integral.~ Poinformował ją, a ona nie zaprotestowała.
Wlad przez chwile stał przy ławce obserwując jak odchodzą. Niezadowolony, że przerwał mu w takiej chwili poszedł do swojego auta.
***
Szli w milczeniu, a ona skończyła właśnie swoją kawę. Wyrzuciła pusty, papierowy kubek do pobliskiego kosza i zadrżała od zimnego powiewu obejmując się rękoma. Po chwili na ramionach poczuła coś cięższego. Wampir z nic niemówiącą miną okrył ją swoim własnym, czarnym płaszczem. Jemu zimno nie doskwiera. Uśmiechnęła się tylko w podzięce i otuliła się materiałem. Przyglądał jej się przez chwilę zmrużonymi oczami, po czym odgarnął kilka kosmyków jej blond włosów za ucho. Czuł jak zdenerwowanie napina jej mięśnie. Znów dla niej jego dotyk był dziwny. Wiedział, że się odzwyczaiła. Już tak dawno nie spędzali ze sobą czasu. Może czas to naprawić?
Objął ją tylko ramieniem w pasie i ruszyli dalej nie odezwawszy się do siebie.
***
„Przyj…”
Kobieta krzyknęła starając się wypełniać polecenie lekarza, jednak to nie było takie proste. Skołowany Thomas siedział na taboreciku obok żony i trzymał ją za rękę przesuwając po niej palcami i całując, co jakiś czas jej wierzch.
„Jesteś bardzo dzielna.” Szepnął jej do ucha. „Jeszcze tylko trochę…”
Ponownie krzyknęła i opadła z sił sapiąc głośno. Usta miała sine i popękane, a uścisk jej dłoni był znacznie słabszy niż na początku. Musiała odpocząć.
„Jeszcze dwa, trzy razy i to koniec.” Oznajmił lekarz. „Proszę się teraz nie poddawać. Im szybciej tym dla Pani lepiej…”
***
Profesor chodził po korytarzu oddziału położniczego mrucząc coś do siebie. Czemu to tak długo trwa?
Integral wodziła za nim wzrokiem, a wampir ziewnął szeroko opierając tył głowy o ścianę za jego krzesełkiem.
Seras wpadła przez drzwi wejściowe z nosidełkiem wypełnionym rzeczami dla dziecka. Poród złapał Amy w sklepie i nie było już czasu nic przygotowywać.
„I co?” Spytała młoda wampirzyca wielce podekscytowanym głosem.
„Jeszcze rodzi.” Spojrzała na nią blondynka.
„Uhaaa…” Westchnęła Policjantka i usiadła obok niej. Chciała już zobaczyć to maleństwo!
Po chwili do poczekalni wkroczył Wlad. „Właśnie się dowiedziałem…” Powiedział. „Co z nią?”
„Jeszcze czekamy.” Powiedziała wampirzyca.
***
Wszyscy stali koło łóżka młodej, świeżo upieczonej matki przyglądając się jej i maleństwu. Amy miała na twarzy wyraźnie wymalowane zmęczenie, jednak duma, jaka od niej promieniowała nadawała jej sił i uroku. Chłopczyk miał meszek jasnych włosków na główce i spał w objęciach matki owinięty kocykiem. Seras nie kryjąc swego podniecenia wyciągała na stolik prezenty, jakie przywiozła dla maleństwa, cały czas na niego zerkając.
„Jaki on uroczy!” Jęknęła z zachwytu.
Amy uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na Integral przyglądającą się dziecku jakby niepewnie. Blondynka nigdy nie spotkała się aż z takim maleństwem. W sumie nie miała w ogóle żadnego doświadczenia z małymi dziećmi.
„Weź go na ręce.” Zachęciła ją ruda.
„Mam go wziąć na ręce?” Zrobiła niewyraźną minę. „Ale jak mi wypadnie…”
„Oj, nie wypadnie.” Zapewniła ją z uśmiechem. „No weź.” Wyciągnęła ku niej ręce z dzieckiem.
Integral założyła włosy za ucho i niepewnie odebrała chłopca od koleżanki. Był taki mały…
Alucard przyglądał się wszystkiemu oparty o ścianę przy drzwiach. Oczy mu się lekko rozszerzyły, kiedy Integral wzięła dziecko na ręce. Wyglądała tak…
Thomas uśmiechnął się do niego z dziwną miną pewności reakcji zwierzchnika. Wlad stanął tuż przy blondynce i nachylił się do maleństwa przyglądając mu się uważnie.
Amy spojrzała na Alucarda z krzywym uśmieszkiem, tak, jakby chciała mu powiedzieć by się uważnie przyjrzał. Tak właśnie może być, jeśli nic z tym nie zrobi.
Wampir warknął coś pod nosem i wyszedł z pokoju. Integral spojrzała na zamknięte drzwi zdziwiona. Uśmiech Thomasa wyraźnie się poszerzył. Dobrze wiedział, co wampir ujrzał. Mówi się, że prawdziwe piękno kobiety jest widoczne, kiedy ma ona dziecko na rękach. Wlad stojący obok na pewno spotęgował wrażenie zagrożenia dla niego samego. Zachichotał. Nie zdziwiłby się, gdyby wampir właśnie odczuł zazdrość, że to nie z jego dzieckiem Integral właśnie stoi. Och oczywiście on nigdy się do tego nie przyzna!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Bardzo, ale to bardzo dziekuję Mortimer za komentarz :) To na prawde baaaaardzo imłe usłyszeć, a w sumie przeczytać coś takiego od obcej osoby :) Postaram sie nadal pisać i tak by znów nie było kilkumiesięcznej przerwy ale nie obiecuje jak sie zacznie rok szkolny, bo klasa maturalna teraz etc. Mam nadzieję, że również nie zawiodę oczekiwań na przebieg dalszej akcji i będzie sie nadal tak podobać ;) w nie długim czasie będzie jakaś kolejna notka, bo jak ostatnio miałam wene napisałam tego bardzo dużo i teraz tylko wrzucam. Ale musze wziąć się za siebie i może dzisiaj coś do skrobie dalej do tego, gdzie skończyłam.
Pozdrawiam ;)
*~*~*~*~*~*

Wampir odetchnął bezgłośnie widząc kobietę siedzącą przy ścianie. Mimo, że od razu widział, że przecież żyje, inaczej wyczułby różnicę, to jednak zrobiło mu się jakoś tak lżej, kiedy zobaczył, że nic poważnego jej nie jest. Skrzywił się jednak na widok sporego siniaka na jej policzku oraz kilku innych na ramieniu ponad obandażowanym łokciem. Zawsze mogło być gorzej.
Spojrzał w jej odsłonięte przed chwilą powiekami oczy. Nie mówili nic do siebie. Było w pomieszczeniu dziwne napięcie.
Ciszę tą przerwała Amy wchodząc szybkim krokiem do pomieszczenia i przytuliła się do siedzącej blondynki mocno.
„Dziękuję.”
Integral skrzywiła się nieznacznie, jednak szybko ukryła grymas bólu i objęła rudą nieznacznie cały czas patrząc na wampira z nad ramienia koleżanki.
Alucard kiwnął tylko nieznacznie głową i opuścił kuchnię przechodząc do salonu, gdzie Thomas mimo nadal nie eksperckiego angielskiego dowiadywał się od policjantów, co tu zaszło. Wampir podszedł do niego również uzyskać jakieś informacje.
***
Powrót do domu był dziwny. Znów nastąpiła cisza i dziwne napięcie. Oboje czuli się dziwnie nie na miejscu, tak samo jak oboje byli świadkami sceny w salonie. Znów poczuli się jak po zderzeniu ze ścianą czegoś, czego nie rozumieją. Albo boją się zrozumieć…
Spojrzała na niego z ukosa. Czy on mógłby się tak o nią martwić? Po tym, co nastąpiło kilka miesięcy temu w Rosji zdawało się, że tak. Może i nie okazywał tak zmartwienia i troski jak potrafi to robić Thomas to jednak miała wrażenie, że jakieś piętno to na nim zostawiło. Że jednak odczuwał jakieś zmartwienie. Jednak, kiedy zajął się szkoleniem Thomasa i częstszym pobytem na akcjach wszystko wróciło do stanu sprzed jej choroby. Nie spędzał już z nią tyle czasu. Czyżby po tym jak wyzdrowiała śladowe ilości jakichkolwiek uczuć dyktujących mu te nieznaczne gesty troski i opieki zamarły?
Odwróciła wzrok w stronę szyby.
Nie. On był inny niż Thomas i jakiekolwiek uczucia do drugiej osoby powodujące przywiązanie do niej nie pasowały do niego. Znała go już jedenaście lat i nigdy niczego nie przejawiał, a więc jak teraz miałby?
Samochód zatrzymał się przed drzwiami rezydencji. Wampir spojrzał na siedzącą obok kobietę i zdawało się jakby chciał coś powiedzieć… Również na niego spojrzała.
„Jak się czujesz?” Jego twarz była poważna i nie wyrażała żadnych uczuć.
Odpięła pas. „Trochę obolała, ale nie jest źle.” Odparła patrząc mu w twarz.
Wyciągnął rękę i przesunął kciukiem po jej policzku. „Nieźle Cię poturbowali.”
„Lepiej mnie niż Amy. Mogłaby stracić dziecko…”
„Ale nie straciła dzięki Tobie.” Pochylił się w jej stronę, a serce zabiło jej mocniej.
Był tak blisko. Usłyszała dźwięk otwieranego zamka i drzwi auta otworzyły się, zaś on popchnął je bardziej i wyprostował się. Nieznacznie westchnęła i wysiadła. Po chwili weszła do rezydencji, a samochód odjechał. Obejrzała się tylko na chwilę i weszła do środka. Odwiesiła płaszczyk i spojrzała w lustro widzące obok wieszaka. Siniak zniknął.
***
„Napięcie.” Westchnęła.
„Są uparci.” Przyciągnął ją do siebie bardziej opierając podbródek na czubku jej głowy.
„Też to czułeś, prawda?” Odwróciła głowę w jego stronę.
„Tak.” Mruknął. „Nie mogą przestać się w to bawić? Mogliby zwyczajnie sobie ulżyć i tyle.” Wzruszył ramionami.
„Nie.” Pokręciła głową i ponownie ułożyła się prosto, plecami do niego. „To nie podobne do żadnego z nich. Mimo wszystko nie podchodzą do tego tak lekko i beztrosko jakby nic to nie znaczyło.” Zauważyła. „Po prostu muszą się nauczyć.”
„I co sądzisz, że dasz rade ich przekonać, że odrobinę bliższych relacji im nie zaszkodzi?”
Prychnęła. „Odrobinę? Tam jest takie napięcie, że dobra iskra a powoli rozszaleje pożar!”
„No dobrze, ale jak Ty chcesz niby rozpalić ten pożar?”
„Tak…” Westchnęła. „To trudniejsze niż się zdaje, jednak jak już się przełamią i zaczną coś z tym robić świadomie po jakimś czasie już nic nie będzie krępowało.”
„Dobrze oboje o tym wiemy, jednak jak im to uświadomić i nakłonić?” Poprawił kołdrę.
„Ona powoli zaczyna się zastanawiać i myśleć w tym kierunku, a więc to już coś. Nie umie tego jeszcze pojąć, ale próbuje rozumieć. Rzadko, ale czasem pyta. Jednak nawet, jeśli się do tego przekona sama nic nie zrobi.”
„Niestety nie mam pojęcia, w jakim on jest stanie.” Westchnął nieznacznie. „Po nim mało, co widać. Myślę, że dzieje się w jego głowie więcej niż widać, ale to nic pewnego.”
„A jeśli ona się przekona i spróbuje…”
„I zostanie odtrącona, bo on jeszcze nie zrozumie…” Podjął jej myśl.
„Zrazi się…” Kontynuowała.
„I dopiero zaczną się kłopoty.”
***
Czerwiec i to bardzo ciepły jak na Holandię. Dobre dwadzieścia pięć stopni utrzymywało się już od ponad tygodnia. Na ulicach w pełnym słońcu dominowały luźne koszulki na ramiączkach, spódnice, spodenki, klapki. Zapowiada się wspaniałe lato. Dnie coraz dłuższe, a noce krótsze. Dość kłopotliwa sytuacja dla Thomasa. On nie był aż tak odporny na słońce, jak Alucard. Z kremem o najwyższym filtrze mógł przetrwać taką pogodę z dwie godziny. Potem zaczęły się oparzenia. Alucard nie miał żadnych kłopotów. Słońce było po prostu drażniącym oczy elementem krajobrazu.
W domu Krownów cały czas były pozasłaniane żaluzje by mężczyzna mógł spędzać czas z żoną już w piątym miesiącu, a nie przesypiać większość czasu, kiedy ona go potrzebuje.
Integral bardzo dobrze o tym wiedziała i zdumiało ją poświęcenie wampira, kiedy to narażając się chodził z Amy na spacery. Blondynka bezradnie kręciła na to głową. Prawie jak samobójstwo! Postanowiła coś z tym zrobić. I wiedziała dobrze, co zrobić musi. Jednak do tego musiała przekonać jeszcze jedną osobę.
***
Alucard choć mógł swobodnie wychodzić nie opuszczał rezydencji w dzień jeśli nie musiał. A jak już musiał się gdzieś dostać to przez wymiary. Wystarczało, że paskudne słońce wypełniało wszystkie pomieszczenia rezydencji i biura Integral. Na szczęście nie wzywała go tam często w słoneczne dni. No bo po co? Wszystkie szczury pochowały się głęboko w swoich norach do zachodu słońca. No a popołudniami jej biuro nie jest od nasłonecznionej strony. A więc wtedy nie miał żadnych problemów z dostawaniem się do niej w celu omówienia wcześniejszych akcji z dowódcami jej oddziałów.
Raz jednak wezwała go trochę wcześniej w innym celu. Pojawił się w zaciemnionym kącie jej gabinetu przyglądając się za przeciwsłonecznych okularów jak siedzi w fotelu skąpana w ostatnich bezpośrednich promieniach słońca po tej stronie budynku. Za pół godziny pozostanie tu tylko cień.
„Wzywałaś?” Uniósł brew zdziwiony nie odnotowując żadnych akt na biurku, czy też generałów i doradców jak przy każdym normalnym omawianiu akcji.
„Tak.” Odwróciła głowę w jego stronę. Słońce migotało na jej blond włosach dając wrażenie lekkiej złotej poświaty wokół grubego warkocza. Srebrny krzyżyk leżący na jej dekolcie wydawał się lekko złotawy odbijając światło. „Podejdź.”
Uniósł drugą brew i poprawił okulary wychodząc na nasłonecznioną część pomieszczenia. Ubrany był w czarne, eleganckie spodnie oraz rozpiętą częściowo białą koszulę. Zwichrzone jeszcze włosy dały jej do zrozumienia, że niedawno wstał. Pewnie go obudziła.
Przyjrzała mu się uważnie w świetle. „Nie ważne, jaka dawka nic Ci nie zrobi, prawda?” Spojrzała na jego twarz.
„Czyżbyś o tym nie wiedziała, że pytasz, a może masz w tym jakiś cel?”
„Dobrze wiesz, że wiem o tym.” Uśmiechnęła się subtelnie. „I dobrze wiesz, o co chcę prosić.”
„Jesteś pewna, że to dobry pomysł? Można aż tak zaufać?”
„Minęło prawie pół roku. Nie ufasz?” Uniosła brew.
Przesunął dłonią po włosach zmierzwiając je bardziej. Nie miał rękawiczek.
„Nic nie wskazuje na to by nie ufać.” Kontynuowała.
„Wiesz, że gdy rozkażesz nie mogę odmówić.” Odparł wzruszając lekko ramionami.
„Ale ja nie rozkazuję ale proszę.” Uniosła lekko podbródek. „Przecież możesz to kontrolować, co chcesz przekazać. To Twoja krew przecież. Masz nad swoim ciałem taką kontrolę.” Zauważyła. „Nie będzie to niekontrolowany atak, ale świadome oddanie.”
Kiwnął nieznacznie głową. „Czemu aż tak chcesz im pomóc?” Spojrzał na nią zmrużonymi oczami.
Odwróciła głowę w stronę okna i przymknęła powieki kąpiąc się w jasnych promieniach światła.
„Bo się stara.” Powiedziała po chwili. „Poświęca się i udowadnia. To coś, czego u wampirów nie znałam.” Westchnęła. „Dlatego Cię o to proszę.” Znów spojrzała na niego. „Zasłużył sobie na to.”
***
Thomas niepewnie podchodził do tej próby. A co jak nie zadziała? Amy ścisnęła mocniej jego dłoń. Chce być przy nim wtedy.
Alucard stał pod drzewem w ogrodzie oparty o jego pień po nasłonecznionej stronie i cierpliwie stał w pełnym słońcu z założonymi na piersi rękoma. Na co on do cholery czeka? Nie ma ochoty stać tu całego dnia i mu udowadniać, że się uda. Zaczynał wątpić czy pomysł Integral był dobry. I nie, dlatego że mogłoby się nie udać. On po prostu boi się spróbować! Stukał palcami o swoje ramię obserwując to zmrużonymi oczami.
Integral również to wszystko obserwowała. Na całą godzinę zerwała się z pracy w samo południe po to by tu być. Ani na chwilę nie wątpiła w swój pomysł.
Amy szepnęła coś do męża po rosyjsku. Po krótkiej wymianie zdań pierwsza wysunęła się z cienia danego przez balkon nad nimi i powoli zaczęła wyciągać Thomasa za sobą za trzymaną dłoń. Mężczyzna zawahał się przed pierwszym krokiem. Miał wyjść na słońce w samo południe bez kremów. Samobójstwo! Wszystkie jego zmysły krzyczały ostrzegająco. A jednak widział za plecami Amy stojącego w pełnym słońcu swego przełożonego. Po to przecież dostał trochę jego krwi. Pierwszy krok. Zacisnął oczy, kiedy jego dłoń znalazła się w pełnym słońcu. Poczuł przyjemne ciepło promieni słonecznych, a nie spodziewany ból wypalanego ciała. Uchylił powieki i zamrugał kilkakrotnie. Amy uśmiechała się do niego szeroko. Udało się!
***
Amy siedziała na kanapie w biurze Integral i obserwowała blondynkę z nad książki, którą niby czytała. Integral omawiała właśnie jakieś raporty dla rządu z Wladem. Ruda lubiła go. Był sympatyczny i pomocny. No i się starał! Wszyscy wiedzieli, że jest zainteresowany szefową Hellsing i że darzy ją głębszym uczuciem. Jednak jak zauważyła Amy, Integral była dla niego niewzruszona, ale też nie oziębła lub zimna. Po prostu zachowywali się jak znajomi i współpracownicy. Pozwalało na to to, że Wlad od dłuższego czasu starał się blondynce nie narzucać. Podsunęło to Amy pomysł. Skoro wampir w ogóle się nie stara, a bynajmniej ona nie zauważyła by jakkolwiek się starał, to czemu nie wzbudzić w nim zazdrości? Słyszała plotki, że ponoć na początku wraz z Wladem miał małe starcie właśnie z powodu Integral. A jak to nic nie zmieni, to kto powiedział, że Integral nie może ułożyć sobie życia z człowiekiem? Może tak będzie jej lepiej? Uśmiechnęła się do siebie i odłożyła książkę na stolik obserwując jak mężczyzna wychodzi.
Zostały same.
„Widać, że się stara.” Kiwnęła w stronę drzwi, za którymi zniknął.
Integral uniosła brew na początku nie zrozumiawszy. Po chwili do niej dotarło i pokręciła głową. „Tak, ale to nie ma szans.”
„Ale dlaczego nie?” Zdziwiła się ruda i dźwignęła z kanapy podpierając rękoma na lędźwiach i odchylając lekko do tyłu dla wyprostowania kręgosłupa.
„Nie kocham go.” Odparła wprost.
„A kto powiedział, że musisz go od razu kochać?” Uniosła brew. „Dogadujecie się, nie ma między wami żadnych spięć więc czemu nie dać mu szansy? Przystojny jest. Zawsze można spędzić z nim trochę więcej czasu, nie musisz od razu się z nim jakoś oficjalnie wiązać, iść do łóżka czy też chajtać. Miłość może przyjść z czasem, a wtedy się na coś zdecydujesz.” Wyjaśniła. „Szansę dać zawsze można, nie?”
„Ughm…” Kobieta spojrzała na koleżankę dziwnie. „Nie wiem czy to najlepszy pomysł.” Powiedziała przypomniawszy sobie kilka scen, w których Alucard nie miło traktował Wlada właśnie z jej powodu.
„A co? Ktoś broni?” Spojrzała na nią wyzywająco. „A może po prostu się boisz, że mogłabyś się zakochać?” Uniosła wysoko brew.
„Alucard nie lubi, kiedy Wlad się przy mnie plącze.” Powiedziała w końcu.
„Skoro jest taki zazdrosny, to czemu nic z tym nie zrobi?” Wzruszyła ramionami.
„Zazdrosny?” Spojrzała na nią dziwnie.
„No tak. Taki pies ogrodnika!” Oburzyła się. „Skoro sam nie stara się być dla Ciebie facetem to niech bynajmniej nie atakuje innych, którzy starają się nimi być. Masz prawo sama decydować, z kim chcesz być, a nie, że on Ci będzie narzucał towarzystwo.” Odgarnęła rude kosmyki z ramienia. „Nikt nie mówi, że koniecznie musisz być zaraz z wampirem, skoro taki w ogóle się nie stara.” Wyrzuciła swoje myśli wprost.
„Czy Ty przypadkiem próbujesz mnie swatać?” Blondynka spojrzała na nią przenikliwie.
„Ja Ci próbuję pomóc!” Amy oparła się dłońmi o blat jej biurka i nachyliła nad nią. „Spójrz na siebie. Masz prawie dwadzieścia sześć lat i zero faceta czy kobiety w całym swoim życiu tylko ta praca i praca. Niedługo faktycznie stwierdzisz, że miłość to nie dla Ciebie i Tobie to nie potrzebne i tak zostaniesz sama na zawsze i zestarzejesz się w samotności za późno stwierdzając, że czegoś Ci brak! Prawdziwe uczucie nigdy nie jest jak grom z jasnego nieba. Rodzi się ono z czasem o ile daje się mu szanse!”
***
Cały dom w ghulach. Wampiry osiedliły się na poddaszu i konsumują swoje ofiary. Alucard przeniknął przez ścianę obok drzwi wejściowych, które po chwili otworzyły się ukazując gotowego do akcji Thomasa. Obaj rozejrzeli się po miejscu masakry. Jeden z ghuli – mężczyzna pochylał się nad czymś najwyraźniej konsumując ofiarę. Alucard bez namysłu strzelił mu w głowę, a ciało upiora rozsypało się w pył ukazując ofiarę. Na podłodze leżała zakrwawiona blondynka z wytrzeszczonymi, niebieskimi oczami i twarzą w wyrazie strasznego bólu. Thomas zbliżył się do przełożonego. Spojrzał najpierw na zwłoki, a potem na niego.
„Jak Integral.” Szepnął przypatrując się reakcji kompana.
Wampir strzelił jej prosto w czoło by nie dopuścić do przemiany zwłok. Ale zrobił to z taką złością…
„To nie Integral.” Warknął i odwrócił się w stronę schodów.
„Ale mogłaby nią być.” Zauważył Thomas idąc za nim. „Nikt nie powiedział, że Integral nie może stać się kiedyś taką ofiarą…” Przerwał, gdy poczuł szarpnięcie za koszulę i przyciśnięty został do ściany.
„To nie Integral i jej nigdy to nie spotka!” Warknął, po czym puścił go i z wyraźną złością poszedł dalej.
Nie pozwoli by ktokolwiek i kiedykolwiek skrzywdził Integral w ten sposób! Jak w ogóle śmiał mu coś takiego zasugerować?!
Thomas uśmiechnął się pod nosem i wycofał z domku. Nie był już tam potrzebny. Niech wyładuje swoją złość. Najwyraźniej Alucard wcale nie był taki nieczuły jakby chciał się wydawać.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

XXXI - Włamywacze

sobota, 2.VIII.2008, 15:46
Alucard obserwował leżącą przy nim, na kanapie kobietę, która leżąc na boku pochylała głowę nad kartkami raportu profesora. Z jednej strony dziwiło go, a z drugiej cieszyło, że pozwalała mu na takie kontakty i że jej nie krępowały. Długo się przyzwyczajała. Przesunął palcami obejmującej ją dłoni po jej ramieniu. Niezbyt zareagowała zaczytana. Uśmiechnął się krzywo opierając skroń na dłoni. Bynajmniej nie zareagowała gwałtownym zerwaniem się lub niezręcznym uczuciem wymalowanym na twarzy. Tak, pozwalała mu na to całkowicie świadomie. Śmiał z pełnym przekonaniem twierdzić, że lubiła to.
„Powinnaś iść już spać.” Odezwał się po dłuższej chwili. „Jest już druga w nocy.” Zauważył. „A zapewne zechcesz rano wstać do biura by być na ósmą.”
Uniosła głowę i spojrzała na zegar wiszący na ścianie przed nimi. „Masz rację.” Ziewnęła i odgarnęła włosy z twarzy. Nawet nie miała pojęcia, że jest aż tak zmęczona. Usiadła przecierając oczy knykciami.
On również usiadł i po chwili wziął ziewającą kobietę na ręce. Zaniósł ją do łazienki wiedząc, że najpierw będzie chciała uskutecznić wieczorną toaletę i się przebrać. Zostawił ją tam i wyszedł samemu zbierając kartki z kanapy. Przejrzał je. Ich wiedza o Dhampirach zdaje się być już kompletna. Jednak wszystko się okaże, kiedy urodzi się ich gościom dziecko. Drzwi łazienki się otworzyły i odprowadził wzrokiem blondynkę do łóżka, która położyła się jakby nigdy nic i zaczęła przysypiać. Z rozbawieniem pokręcił głową i jednym machnięciem ręki przygasił ogień w kominku zostawiając tylko rozżarzone drewna nieznacznie oświetlające pokój. Podszedł do okna i spojrzał na sypiący ostro śnieg oraz księżyc. Niech śpi. Poprawił jej kołdrę i zniknął przechodząc przez ścianę.
***
Minął miesiąc i nastał styczeń. Nadal było śnieżno i zimno. Jednak nikomu w rezydencji Hellsing zdawało się to nie przeszkadzać. Thomas i Amy zdawali się już tu zadomowić. Testy wyraźnie potwierdziły ciążę kobiety mimo, iż ciało jeszcze tego nie okazywało. Jednak za miesiąc może dwa nastąpią u Amy nieprzyjemne nudności. Jednak ruda uparcie twierdziła, że żadne nudności jej nie straszne skoro spodziewają się dziecka. Integral podziwiała ją w duchu za taką postawę. Angielski szedł Thomasowi na tyle dobrze, że Amy podjęła się sama uczyć go reszty rankami w domu. Po południu wampir szedł dalej spać przed wieczornymi akcjami, a ruda by się nie nudzić szła na spacer lub do biura Integral. Było tam kilka sympatycznych kobiet, z którymi lubiła sobie porozmawiać, ale przede wszystkim spędzała czas z blondynką pomagając jej trochę w papierach. Była to miła alternatywa nudnego popołudnia. No i mogła lepiej poznać zagadkową i dostojną Hellsing. Podziwiała jej poświęcenie się dla pracy. Widać było, że wkłada w to całe swoje serce i duszę. Udało jej się również zapoznać z jej historią jak to przejęła organizację. Jej podziw dla tej młodszej od niej blondynki był ogromny. Jeśli chodzi o profesora to uwielbiała tego staruszka! Od razu odnaleźli wspólny język mimo ogromnej różnicy wieku. Amy pomagała mu poznawać lepiej zagadnienie stosunków wampirzo ludzkich – damsko męskich. I oboje dobrze wiedzieli, że coś w tym domu jest na rzeczy nie tylko u państwa Krownów. Ale postanowili się nie wtrącać tylko z zaciekawieniem obserwowali rozwój wypadków.
***
Był środowy wieczór i o dziwo wolny. Nie było żadnej poważniejszej akcji wymagającej obecności Thomasa bądź też Alucarda czy też Seras. Ta trójka wraz z Integral i Amy przesiadywała w salonie przy radośnie trzaskającym ogniu w kominku. Młoda wampirzyca słuchała sobie muzyki z ipoda leżąc na dywanie przy kominku i wymachując w powietrzu nogami zaczytana w jakieś babskie czasopismo. Amy rozmawiała półgłosem z Thomasem siedząc razem z nim na kanapie, oparta o niego i objęta jego ramieniem. Wampir, co jakiś czas całował ją w czoło lub nos.
Integral zauważyła, że kiedy przyzwyczaił się do nowej sytuacji i znajomości nie miał już takich oporów z okazywaniem uczuć swojej żonie przy innych. To było dla niej dziwne. Taki troskliwy i opiekujący się nią wampir. Czy oni wszyscy potrafią być w tym tak swobodni i naturalni? Mimowolnie spojrzała na Alucarda.
Wampir przyglądał się przytulającej parze zmrużonymi oczami z ukosa. Nie nawykł do takich pokazów czułości w tym domu. Skrzywił się a może lekko uśmiechnął? Nie można było stwierdzić, gdyż ta mina trwała zbyt krótko. Jakby tracąc zainteresowanie sytuacją powrócił do czyszczenia swej broni. Jednak mimo wszystko zerknął na Integral. Ich spojrzenia spotkały się tylko na chwilę. Każde wróciło do swoich zajęć.
Amy uśmiechnęła się lekko pod nosem zauważywszy to.
***
Kwiecień. Od dłuższego czasu Amy zmagała się z nudnościami i zmęczeniem, jednak nadal uparcie twierdziła, że nie ma to znaczenia, skoro będą mieć dziecko. To wszystko minie. Ubrania powoli robiły się na niej za ciasne w okolicach bioder i piersi, jednak mimo wszystko straciła kilka kilogramów. No i te częste bóle głowy. Zaniepokojona utratą wagi poprosiła Integral by pomogła jej znaleźć jakiegoś prywatnego ginekologa – położnika. W końcu i tak powinna być pod opieką jakiegoś lekarza, bo nikt nie wie, czego się tak naprawdę po tej ciąży spodziewać. Jednak lekarz oznajmił, że wszystko jest jak najbardziej w porządku i że są to dość typowe objawy trzeciego miesiąca. Amy się uspokoiła. Lekarz zalecił jej mimo zmęczenia długie spacery i przypisał kilka witamin. To powinno jej pomóc. I faktycznie z czasem zmęczenie zaczęło ustępować. Szkoda, że jednak nudności trzymały się do końca miesiąca.
Integral z pełnym zaskoczeniem obserwowała tą parę, a szczególnie Thomasa. Dla innych potrafił być obojętny, czasem nawet oziębły, wrogów traktował bezwzględnie i stał się naprawdę świetnym łowcą, (choć do Alucarda jeszcze mu sporo brakowało), a kiedy tylko był czas wolny i zbliżał się do swojej żony… miękł. Czułość i opiekuńczość w stosunku do ciężarnej małżonki aż z niego biła i ta duma… W tym momencie przedstawiał jej całkowicie sprzeczny obraz wampira, jaki jej wyuczono i jaki przez te jedenaście lat widziała u Alucarda. Po prostu nie mogła tego pojąć! Oczywiście odkąd od dwóch lat jest z nimi Seras widziała trochę inny typ wampira, jaki jej przedstawiała jednak zawsze sądziła, że to dlatego, iż Policjantka to pisklę i kobieta. A Fiodor to znaczy Thomas ma prawie czterysta lat!
Dla Alucarda to co się działo również było dziwne mimo, że przecież sam jest wampirem i widział już nie jedno. Jednak o okazywaniu takiego uczucia przez wampira jedynie słyszał. I zawsze uważał to za zwykłą słabość. Jak większość innych uczuć. A jednak stwierdził, że to daje Thomasowi siłę i motywację. Wystarczy wspomnieć, że to mogłaby być jego żona, a w jego oczach od razu widać żądzę walki i zemsty. To czyniło z niego naprawdę niebezpiecznego przeciwnika. Zdumiewające. Nie zdziwił się jednak, gdy odnotował takie samo zdziwienie i skołowanie u Integral. Po prostu dla tej dwójki wcale nie wydawało się to takie proste, łatwe i oczywiste, a zarazem tak jakby legalne, jak to przedstawiała ta para. I zdawali się wcale nie ponosić żadnych konsekwencji z takiego postępowania, z łączenia życia i śmierci. I jeszcze spodziewają się dziecka. Oboje kręcili na to głową. To w brew naturze!
***
Był późny wieczór. Po dwudziestej drugiej. Amy wraz z Integral jechała taksówką w stronę domu państwa Krown. Ciężarna nie chciała zostawać na wieczór sama w domu, a Thomas, Alucard i Seras byli na akcji, więc blondynka dała się na mówić by spędzić z nią ten czas do ich powrotu. Kiedy dotarły na miejsce naparzyły herbaty do dwóch dużych kubków i zasiadły w salonie na kanapie.
„Coś Cię dręczy?” Amy przyjrzała się jej uważnie zmrużonymi oczami.
„Ja po prostu nie rozumiem.” Westchnęła odstawiając kubek na blat szklanego stolika. „Jak to w ogóle jest… jak możesz…” Nie mogła dobrać słów by wyrazić swoje wątpliwości.
Rudowłosa kiwnęła lekko głową. „To się nazywa miłość, wiesz? Wtedy nie zwraca się uwagi na takie szczegóły.” Upiła naparu.
„Szczegóły?!” Integral spojrzała na nią z niedowierzaniem. „To wampir, jest martwy, jego ciało teoretycznie nie funkcjonuje, pije krew, a jego naturą jest mordowanie, nie posiada uczuć…” Zaczęła wyliczać.
„Jesteś pewna, że nie ma?” Amy wyszczerzyła się do niej.
„Ughm… Thomas zdaje się mieć.” Odgarnęła włosy za ucho.
„No właśnie. Z tego co wiem to zostałaś nauczona postrzegać wampiry tak nie ludzko, by łatwiej było Ci je potem likwidować.” Zauważyła.
„Ughm… i tak tego nie rozumiem.” Pokręciła głową i ponownie wzięła kubek herbaty w dłonie.
„Ja myślę, że rozumiesz, ale nie chcesz się do tego przyznać nawet sama przed sobą.” Amy oparła rękę na wierzchu oparcia i policzek na dłoni, zaś kubek o własne kolano. „Nikt Ci naprawdę za to głowy nie urwie i nie jest to takie złe jak Ci się wydaje. Musisz się tylko przełamać.”
Blondynka spojrzała na nią dziwnie. „Nie mów tak jakbyś mnie z kimś łączyła.”
„Ech, Integral, Integral.” Wywróciła oczami z lekkim rozbawieniem. „Nawet, jeśli nie łączę to przypuśćmy, że taka sytuacja może się zdarzyć, że zakochasz się w wampirze…”
„Nie możliwe.” Przerwała jej.
„Oj, Integral, ale przypuśćmy. Zakochałaś się kiedyś?”
Kobieta przygryzła wargę i lekko pokręciła głową.
„No a więc nie dyskutuj ze mną. Często zakochujemy się w osobach, które mało co wspólnego maja z jakimikolwiek naszymi ideałami, czy wyobrażeniami.” Powiedziała pseudo naukowym tonem. „Więc równie dobrze możemy przyjąć, że kiedyś zakochasz się w wampirze i co? Jeśli będziesz do tego podchodziła jak do jeża i czegoś zakazanego to nigdy nie będziesz szczęśliwa, a przecież możesz być, co chyba sobą prezentuję, nie?”
„No tak, ale…”
„Żadne ‘ale’, Integral. Musisz nauczyć się i zaakceptować to, że tak może być i to wcale nic złego. Jesteś dorosła, to Twoje życie i masz prawo kochać i być szczęśliwa z tym, z kim chcesz. Oczywiście takie rozumowanie nie przyjdzie Ci łatwo biorąc pod uwagę to, co masz wpojone o wampirach, jednak, jeśli się otworzysz…”
„Ciii…” Kobieta zasłoniła zdziwionej koleżance usta i uważnie rozejrzała się po pomieszczeniu. „Słyszałaś?” Szepnęła, a ruda spojrzała na nią zdezorientowana.
Faktycznie od strony drzwi kuchennych wychodzących na ogródek dobiegał hałas. Obie siedziały przez chwile nieruchomo. Ktoś się właśnie włamał. Integral powstrzymała Amy przed jakimkolwiek ruchem gestem dłoni i sama podniosła się z kanapy na palcach zbliżając się do przejścia między kuchnią a salonem. Było ich trzech. Ubrani na czarno w kominiarkach. I mieli ze sobą dwa noże i pistolet. Najwyraźniej chcieli tylko okraść, jednak byli przygotowani na zastraszenie bronią, a może nawet morderstwo w razie potrzeby? Nie wiedziała. Spojrzała na siedzącą, zesztywniałą Amy. Wiedziała tylko, że nie może dać jej skrzywdzić. Przeklęła w duchu. Dlaczego nie wzięła broni?! Kiwnięciem głowy i ruchem dłoni dała do zrozumienia, że ruda ma iść do góry się schować. Amy przez chwilę próbowała bezgłośnie protestować, jednak w końcu poddała się sugestii koleżanki, że tak będzie najlepiej. Integral przesunęła wzrokiem po całym pomieszczeniu szukając czegoś do obrony. Sięgnęła po wazę stojącą na stoliku przy niej. Kiedy tylko przejdą tymi drzwiami obok niej zaatakuje. Miała nadzieję ogłuszyć jednego z nich. Ale co z dwójką pozostałych? Rzucą się na nią. Nie miała zbytnio czasu się nad tym zastanawiać. Musiała ich powstrzymać na tyle długo, by policja zawiadomiona przez Amy z telefonu na piętrze zdążyła przyjechać. Trzymała wazę nad głową cierpliwie czekając. Zamachnęła się i uderzyła. Mężczyzna zawył i upadł na ziemię łapiąc się za głowę. Krwawił, jednak nie stracił przytomności. Kurwa! Bandyci zdawali się zaskoczeni i zdezorientowani, co dało jej chwilę przewagi. Wyminęła ich i rzuciła się do szuflad kuchennych wyciągając stamtąd nóż, po czym drugim przejściem wbiegła do przedpokoju. Usłyszała jak obaj nieuszkodzeni włamywacze biegiem ruszyli za nią przewracając po drodze krzesło. Klnąc w głos rozpoczęli pościg za kłopotliwą kobietą. Jeden z nich zauważył ją biegnącą w stronę drzwi. Przecież nie może pozwolić jej uciec! Huk wystrzału. Pocisk drasnął ją w rękę tuż nad łokciem i przebił się przez drewniane drzwi. Blondynka chwyciła się za ranę tamując krwawienie i odwróciła się w stronę agresora.
***
Amy włosy stanęły dęba, kiedy usłyszała strzał. Boże żeby tylko Integral nic nie było! Policja była już w drodze i miała niby być za pięć minut, jednak wydawało jej się to wiecznością! Wyjrzała przez okno. Gdyby tak któryś z sąsiadów się chociaż zainteresował! Czy nie słyszą strzału?! Jakiś mężczyzna z psem na wieczornym spacerze znalazł się w polu jej widzenia. Wystraszony spojrzał tylko w stronę źródła dźwięku i wyciągnąwszy komórkę zaczął się oddalać. Pewnie dzwoni na policję. Do cholery z policją, skoro ona już to zrobiła! Mógłby pomóc!
***
Thomas wraz z Alucardem jechali w milczeniu samochodem w stronę domu Krownów. Nie przemieszczali się przez wymiary, gdyż Alucard miał zabrać Integral z powrotem do rezydencji. Kiedy tylko zauważyli błyski świateł policyjnych radiowozów i dwóch karetek zmarszczyli brwi i spojrzeli po sobie. Thomas miał wrażenie, że jego martwe serce zaraz wyskoczy mu gardłem, gdy uświadomił sobie, że te samochodu stoją przed jego domem. Kiedy tylko auto się zatrzymało odpiął pas i prawie, że pobiegł w stronę mieszkania. Przepchał się przez próbujących zatrzymać go policjantów i wkroczył do środka. Kamień spadł mu z serca, kiedy ujrzał siedzącą na kanapie Amy i rozmawiającą z jakimś policjantem pewnie o tym, co się tu zdarzyło. Rzucił się w jej stronę i padł przed nią na kolana przytulając do siebie mocno. Kobieta również się wtuliła.
***
Alucard nie pobiegł jak tamten, jednak również szybkim i nerwowym krokiem dostał się do mieszkania. Uniósł brew widząc tulącą się parę i zmarszczył brwi nie dostrzegając nigdzie Integral. Dwóch sanitariuszy wyszło z kuchni, a za nimi dwaj policjanci prowadzący skutego mężczyznę z opatrunkiem na głowie. Ruszył w tamtą stronę.
***
Integral drgnęła niespokojnie, kiedy sanitariusz opatrywał jej ranę i ciasno bandażował. Na szczęście nie musi jechać do szpitala na szycie. Choć rana była długa, to jednak niezbyt głęboka. Zwykły opatrunek wystarczy. Na kilka siniaków na policzku i ramionach przypisał jej maść. Powinna przyspieszyć ich zagojenie. Blondynka westchnęła cicho widząc z miejsca, w którym siedziała scenę pojawienia się Thomasa. Widziała wyraz ulgi na jego twarzy. Skrzywiła się, gdy jej obolałe ciało dało o sobie znać. Nieźle oberwała. Na szczęście oprócz jednego otarcia od postrzału, siniaków udało jej się uniknąć innych obrażeń. Nie była do końca pewna jak to zrobiła jednak pozbawiła przeciwnika broni palnej zanim ją ponownie postrzelił i zaczęła się szarpanina. Nóż kilka krotnie był niebezpiecznie jej szyi. Gdyby nie to, że tamten przycisnął ją do ściany byłoby gorzej. Wtedy obaj na raz mogliby się nią zająć, a tak zmagała się z jednym tylko do przybycia policji. Drugi próbował kraść, co się da, ale nie uciekł. Złapano wszystkich trzech. Ta adrenalina…
Przymknęła powieki i oparła głowę o ścianę za oparciem jej krzesełka.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Amsterdam był taki inny od rosyjskich miast, a zarazem miał w sobie coś podobnego. Może wszystkie wielkie miasta dają poczucie własnej historii? Nie. Aida pokręciła lekko głową. To coś innego. Coś, czego nie mogła wyłapać. To było piękne miasto. I miała wrażenie, że jest w stanie je polubić. Uśmiechnęła się do siebie. Zima mimo, że chłodna nie była tak mroźna jak w Rosji. To dobrze. Wolała śnieg, a nie mróz. Spojrzała na idącego obok niej Fiodora. Jemu było wszystko jedno. To przecież wampir. Wahania temperatury nie robią na nim najmniejszego wrażenia. Zdaje się tego nawet nie zauważać. Westchnęła i spojrzała przez szybę samochodu, którym właśnie jechali. Byli już tu od tygodnia. Mieli własny pokój z łazienką w samej rezydencji Hellsing, która wczoraj została wypisana ze szpitala. Mogli opuszczać rezydencję, ale tylko, z co najmniej dwoma obserwującymi ich z pewnej odległości ochroniarzami. Tłumaczyli to, iż nie wiadomo, czy już jest bezpiecznie i czy Rosjanie ich nie poszukują, choć przecież upozorowano ich śmierć w płomieniach. Aida wiedziała lepiej. Nie ufali im. W sumie to zrozumiałe. Chcą sprawdzić, czy nie będą próbowali się skontaktować z rodzinnym krajem po cokolwiek. Tym samym bezpieczeństwem było podyktowane trzymanie ich na razie w pokoju gościnnym rezydencji, a nie daniem im własnego mieszkania na razie, tak jak było obiecane. Zresztą… To nie było takie złe. Nie mają pracy żadnej żeby się samemu utrzymywać, choć zdanie na taką łaskę było niezbyt przyjemne i krępujące. Westchnęła cicho i oparła głowę o ramię męża. Gdzie on tam i ona.
***
Integral może nie była do końca zdrowa, bo słaba i pokaszliwała, jednak na tyle doszła do siebie, że zdołała przekonać lekarzy, iż dalej może kurować się sama w domu. Musiała przecież jak najszybciej zająć się sprawą ciąży Aidy i wszystko przygotować. Mieszkanie niedaleko było już kupione i właśnie kończyły się ostatnie poprawki i przygotowania do wprowadzenia się nowych właścicieli. Państwa Krown. Integral również zastanawiała się nad sprawą utrzymania. Szukanie pracy dla Aidy, to znaczy Amy było obecnie bezcelowe. Była w ciąży i niedługo i tak musiałaby iść na urlop lub się zwolnić. Fiodor zaś nie znał języka i było to problemem, a wiedziała, że dumnemu wampirowi nie podoba się fakt, że miałby być na ich utrzymaniu. W końcu założył rodzinę… Westchnęła cicho. Jest wampirem, a więc może jej się przydać. Zatrudni go u siebie, a że Alucard i Walter znają rosyjski dadzą radę się dogadać. No i będą starać się nauczyć go angielskiego. Uśmiechnęła się pod nosem. To może być ciekawe uczyć starego wampira nowych sztuczek. Jednak do tej sprawy wróci później, a teraz… Teraz odpoczywa.
Uchyliła powieki. Dziwnym uczuciem trochę było leżeć tak spokojnie oparta o jego tors plecami i otoczona opiekuńczymi ramionami. Naprawdę dziwne… Odwróciła ostrożnie głowę w jego stronę lekko odchylając się do tyłu, tak, by go nie zbudzić. To było dziwne, ale za razem takie na miejscu. Coś się zmieniło od ich pobytu w Rosji i mimo, że nie wiedziała, co dokładnie nie głowiła się nad tym za bardzo. Wampir prawie cały czas był przy niej, kiedy nie musiał załatwić nic innego. Choć zapewne nigdy by nie powiedział tego głośno i otwarcie się nie przyznał to troszczył się o nią i opiekował. I wcale nie protestowała. Dziwne. Czyżby to, że prawie zamarzła na śmierć miało na nich aż tak wielki wpływ? Może możliwe by było mimo wszystko, czego ją nauczono… może mogliby….? Ułożyła głowę na poduszce i zerknęła na zegarek. Czwarta nad ranem. Mimo, iż na dworze panowała jeszcze noc on był przy niej i spał na brzegu jej łóżka. Ziewnęła. Niech śpi dalej. To było nawet przyjemne móc tak spać obok kogoś, mimo, że teoretycznie, jako wampir powinien polować w nocy i chodzić po mieście, albo zajmować się czymkolwiek innym. Ale nie był potrzebny na razie na żadnej akcji, a papierowa i analityczna robota nie była dla niego. Nudziła go śmiertelnie. Miał więc czas wolny i mógł z nim zrobić co chciał. A wybrał spanie obok niej. Miała wrażenie, że zaczął się przestawiać na tryb lekko dzienny by móc spędzać z nią czas. Przymknęła oczy przy kolejnym ziewnięciu. Powinna się jeszcze przespać.
***
„Miałby pracować dla was?” Amy uniosła wysoko brew patrząc dziwnie na siedzącą w fotelu przy kominku blondynkę. Spotkały się pierwszy raz zaledwie wczoraj, jednak już od pierwszego momentu czuła emanującą od niej władzę i dostojność. A przecież była taka młoda. Młodsza od samej Amy.
„Dokładnie.” Odparła kobieta. „Jest wampirem, a więc musiałby znaleźć jakąś nocną pracę, co już jest utrudnieniem, dodatkowo nie zna w ogóle języka, ani angielskiego, a tym bardziej niderlandzkiego. Nie ma szans zarabiać, a ja utrzymywać was nie będę. Ty jesteś w ciąży, więc i tak po kilku miesiącach musiałabyś rzucić pracę, bo kto zajmie się dzieckiem? Macie załatwione i umeblowane mieszkanie, za które nie musicie płacić, jednak skąd weźmiecie pieniądze na rachunki, jedzenie i rzeczy dla Dhampirka? Jest wampirem, więc najlepszy zawód dla niego to bycie łowcą.” Powiedziała całkowicie rzeczowo. „Doszkolimy jego zdolności odpowiednio do tego fachu i nauczymy języka, w czym też będziesz mogła mu pomagać w domu.”
„Ughm… tak dużo dla nas robicie.” Ruda się speszyła.
„Częściowo jest to w naszym interesie. Zresztą podejrzewam, że na świecie jest i tak więcej wampirów znających ten sekret i w rezultacie tego Dhampirów, jednak bardzo dobrze się kryją i nie rozdają tego wszystkim. Są rozsądni. Tak rozsądni, że wzmianki o tym nawet u nas uchodziły za zwykłe bajki, dlatego nasza wiedza na ten temat jest niepewna, a jak lepiej się o tym dowiemy, jeśli nie przez, wybacz, że tak to nazwę, obserwację żywych okazów? I nie myśl, że traktuję was tyko przedmiotowo, bo gdyby tak było zamknęłabym was na cztery spusty i poddała obserwacji.” Wyjaśniła.
Ruda zmrużyła oczy i spojrzała na nią bystro. Były same w pokoju, a więc mogła zapytać. „Zastanawiasz się nad tym, prawda?”
Blondynka spojrzała na nią całkowicie zaskoczona. „Co?”
„Ty i ten wampir. Alucard, czy jakoś tak. Coś między wami jest, prawda?” Spojrzała na nią zaciekawiona.
„Skąd taki pomysł?” Integral zmarszczyła brwi.
„To widać.” Uśmiechnęła się. „Po prostu aż iskrzy! Nie czujesz tego?”
„To wampir, a ja…”
„Ja też i co z tego?” Przerwała jej. „Och rozumie… oni zawsze na początku sprawiają wrażenie takich oziębłych, ale jak tylko zechcą i da się im szanse, to pokażą, na co naprawdę ich stać.”
„Jak w ogóle możesz coś takiego sugerować?” Oburzyła się lekko, ale znacznie mniej, a niżeli przypuszczała, że takie oskarżenia mogą w niej wywołać. W sumie… przecież nad tym jeszcze niedawno rozmyślała.
„Żebyś widziała że się o Ciebie martwił. Tam w Rosji, kiedy byłaś w szpitalu…”
„Jestem jego Mistrzem.” Teraz ona jej przerwała. „Ochrona mnie leży w jego obowiązkach.” Powiedziała pewnie, jakby chciała sama siebie właśnie do takiego punktu widzenia przekonać.
„Chronić Twoje życie, a martwić się o Ciebie to co innego.” Zmrużyła oczy, a po chwili wzruszyła ramionami. „Ale skoro tak twierdzisz, to pewnie jest tak jak mówisz.” Wstała z fotela naprzeciwko. „Porozmawiam z Fiodorem… to znaczy z Thomasem o tej propozycji.” Kiwnęła jej głową i odeszła.
Integral wpatrzyła się w ogień przygryzając paznokieć kciuka. „To widać…” mruknęła sama do siebie.
***
Profesor siedział w bibliotece, swoim małym królestwie książek i informacji i spisywał konkretny raport o Dhampirach dla Integral szybko wystukując informacje na klawiaturze swojego laptopa. Oczywiście ledwo wróciła do domu a już się forsowała. Pokręcił głową z dezaprobatą. No dobrze, może i chęć dowiedzenia się, co faktycznie wiedzą o tych istotach nie jest może od razu wielkim forsowaniem się, jednak on już wiedział lepiej. To dopiero początek. Zamiast odpoczywać, nabrać sił i nie interesować się niczym przez najbliższe dwa trzy dni, ta od razu zaczyna. Westchnął i nacisnął przycisk drukowania. Piętnaście stron. W prawdzie rozpisał się trochę ponad to, co trzeba, jednak miał nadzieję, że zajmie to ją, chociaż na jakiś czas by nie sięgała po inną, cięższą robotę. Mimo tego całego jej uporu podziwiał ją i doceniał to, co robi dla swojej pracy. To było jej powołanie. Zresztą. Prawie całe życie obcowała z wampirami. Dziwne by nie czuła się w tym zawodzie jak ryba w wodzie. Zachichotał cicho na ten rym. Jak córka, której nigdy nie miał.
***
„To jest Twoja broń.” Alucard odezwał się po rosyjsku kładąc na blat dwie spluwy. „Pamiętaj, że broń jest ważna i wiele ułatwia. Czasem pozwala nie brudzić sobie rąk, jednak nie pozwól byś uzależnił się od jej posiadania. Naboje zawsze mogą się skończyć, albo broń ulegnie uszkodzeniu ewentualnie nie będziesz mieć jej pod ręką. Nie możesz pozwolić na to byś w takich sytuacjach stał się bezbronny.” Oznajmił rzeczowo swojemu nowemu ‘podopiecznemu.’ „Musisz umieć skutecznie walczyć i wykonywać swoje zadania z nią jak i bez niej i do tego będziemy dążyć. I będzie to ciężki trening.” Spojrzał na niego z błyskiem w oczach.
„Nie obawiam się.” Odpowiedział dumnie Rosjanin.
„Domyślam się.” Uśmiechnął się krzywo. „Plan wygląda tak. Z rana masz angielski i nie wymigasz się. Musisz się nauczyć, gdyż praca ta wymaga mimo wszystko współpracy z ludźmi, którzy nie koniecznie mówią po rosyjsku. Potem chwila przerwy, dajmy na to godzinę i po południu o 14 treningi ze mną, a za jakiś czas z resztą byś mógł zgrać się z grupą. Mimo, że może się okazać, że dasz radę załatwić coś sam pamiętaj, że są z Tobą ludzie, za których bezpieczeństwo, jako nieumarły, odpowiadasz. Integral nie toleruje ofiar po własnej stronie podczas akcji, a jakby się okazało, że to przez Ciebie stała się komuś krzywda wolałbym się nie znaleźć w Twojej skórze.” Spojrzał na niego całkowicie poważnie.
„A kiedy zacznę prawdziwą robotę?” Spytał.
„Kiedy poznam Twoje możliwości i ja tak postanowię.” Odparł. „Nie jesteś pisklęciem, dlatego nie puszczę Cię od razu na pierwszą akcję. Najpierw muszę poznać, co potrafisz. Możliwe, że na następną już wyruszysz.” Wyjaśnił.
***
„Aida.” Fiodor spojrzał na siedzącą obok żonę dziwnie.
„Amy, Thomas, Amy. Jeśli my nie będziemy tak myśleć i mówić trudno będzie przekonać innych, że tak właśnie jest.”
„Ale to dziwne.” Skrzywił się.
„Jednak konieczne.” Odparła i pochyliła się nad książką od angielskiego leżącą na stole.
Przyglądał jej się przez chwilę w milczeniu, po czym odgarną jej rude kosmyki z ramienia, a ona spojrzała na niego dziwnie.
„Jak się czujesz?” Spytał, a na jego twarzy pojawiła się rzadko widywana czułość.
„Dobrze.” Uśmiechnęła się do niego lekko i przytuliła się.
Objął ją ramieniem i pocałował w czubek głowy przesuwając dłonią po plecach.
„Jakby było coś nie tak, to masz mi od razu powiedzieć.” Zanurzył twarz w jej puszyste włosy.
***
Integral przyglądała się osobliwej i zapewne intymnej scenie zmrużonymi oczami. Przechodziła właśnie obok salonu w stronę kuchni po szklankę soku, gdy zauważyła objętą na kanapie parę. Postanowiła nie przeszkadzać i poszła dalej. Faktycznie. Jak da im się szansę umieją pokazać, co potrafią. Pierwszy raz widziała na zwykle beznamiętnej twarzy Fiodora oznaki uczucia.
***
Wlad uważnie wysłuchał wszystkiego, co kobieta miała mu do powiedzenia z nieukrywanym wyrazem zatroskania. Integral dobrze wiedziała, co je wywołuje. Wlad zmartwił się jej stanem zdrowia i przyszedł do niej kilka razy, gdy była w szpitalu. Jednak obecnie była już przecież całkowicie ozdrowiała. Czy gdyby nie była wróciłaby do pracy w biurze? No cóż… sprawa sporna. Jednak Walter dopilnował, by nie wychodziła z domu póki nie ozdrowieje.
„Nasi szpiedzy donieśli nam, że wszystko wygląda na to, iż Rosjanie faktycznie podchwycili trop, że nasza cenna para jest już martwa i jakoby spłonęła w tamtym pożarze.” Zaraportował jej.
„Wspaniale. Tak musi pozostać.” Kiwnęła głową. „A co z normalnymi sprawami, kiedy mnie nie było?”
„Żadnych problemów. Rutynowe akcje. Plan rozbicia grupy wampirów polujących na południu kraju udał się w stu procentach. Żadnych ofiar i nikt nic nie wie.”
„Wspaniale. Gdzie jest jakaś najbliższa planowana akcja i kiedy? Oczywiście nie chodzi mi o te nagłe przypadki codzienne, tylko planowane od dłuższego czasu.” Wyjaśniła.
„Oczywiście, że rozumiem. Najbliższa jest za dwa dni w Den Helder. Około dwudziestu dość młodych wampirów urządziło sobie tam teren łowiecki.”
„Ach, tak. Sprawa niby seryjnego mordercy, psychopaty – Rzeźnika z Den Helder.” Podjęła wątek.
„Dokładnie to.” Przytaknął. „Od trzech dni zamordowali dziesięć osób. Pięcioro bezdomnych, o których prasa i podrzędna policja nic nie wie oraz pięcioro mieszkańców, których po osuszeniu z krwi poćwiartowali i porozrzucali po domach, w których ofiary mieszkały.”
„Możemy sobie pozwolić na te dwa dni zwłoki? Ile jeszcze przez ten czas zginie?” Zmrużyła oczy.
„Wiemy, iż zwłoka jest niewskazana, gdyż tu chodzi o ludzkie życie, jednak dość dobrze się ukrywają i nie znamy dokładnego miejsca ich pobytu, jednak staramy się ustalić potencjalne ofiary, jeśli kierują się jakimś kluczem w ich wybieraniu, by móc zaskoczyć ich podczas zbrodni.”
Blondynka kiwnęła głową w zamyśleniu. „Dobra robota.” Pochwaliła. „Jednak przydałoby się przyspieszyć te całe przygotowania. Chcę by jeśli to możliwe już jutro Alucard, Seras oraz nasz nowy współpracownik Thomas zostali tam wysłani w celu likwidacji śmieci. Oczywiście z małym oddziałem dla pewności.” Uśmiechnęła się krzywo.
***
„I jaki jest?” Integral spojrzała na wampira z nad książki.
„Dobry.” Przyznał przyglądając jej się uważnie. „Lepszy niż się spodziewałem, że będzie. Może nigdy tego nie przyzna, jednak zabijanie nigdy nie należało do jego ulubionych rozrywek. Nie robił tego w ten sposób i nie pociągało go to.” Skrzywił się nieznacznie.
Kiwnęła głową ze zrozumieniem. „Trzeba to zmienić, jeśli ma być nam użyteczny w tej pracy.”
„Spokojnie. Instynkty w końcu odezwą się w nim odpowiednie, a wtedy ukierunkowuje go odpowiednio. Skoro nawet Policjantka nie ma już teraz oporów w zabijaniu wampirów i nawet ją to bawi, jego też zacznie.” Uśmiechnął się krzywo. „W końcu nikt nie każe zabijać mu ludzi…”
„Wręcz mu tego zakazuję.” Spojrzała mu w oczy.
Jego uśmiech nieznacznie się poszerzył. Po chwili usiadł obok niej na kanapie. Kobieta już bez większego zażenowania oparła się o niego i powróciła do lektury, kiedy objął ją ramieniem.
***
Dla Thomasa było to całkiem nowe doświadczenie. Nigdy jeszcze nie polował na takich jak on. Nie… oni nie byli tacy jak on. On był cywilizowany oni zaś byli potworami. Jeśli ich się nie wyeliminuje zabiją kolejne niewinne osoby. Do tej pory miał w głowie słowa Alucarda.
„Pamiętaj, równie dobrze następna może być Twoja Aida.”
Potrząsnął głową by wyrwać się z zamyśleń. Dobrze wiedział, że wampir specjalnie użył jej prawdziwego imienia, by wzmocnić już i tak piorunujący efekt. Trzeba było przyznać, że jest świetnym nauczycielem, choć cierpliwość nie jest jego mocną stroną. Thomas nawet nie wiedział na ile rzeczy go stać! Po takim treningu, jaki sprawił mu Alucard czuł się wykończony, jednak napełniony dumą po poznaniu i okiełznaniu kilku nowych umiejętności. Teraz, po zaledwie dwóch dniach treningu miał pokazać, na co go stać. Nie może pozwolić by jakaś inna Aida kogoś innego zginęła dzisiejszej nocy.
Uczucie spełnienia. Tak. To właśnie uczucie towarzyszyło mu podczas spełniania tej właśnie misji. Poczucie, że robi coś dobrego, że chroni innych. Taki cichy bohater. Nie ważne, że nikt prawie o tym nie wie i że nie będą mu wdzięczni. Czuje się spełniony.
***
Stawiali opór. Klęli bez przerwy strzelając. Jak ich do cholery odnaleźli?! Pięciu już ich poległo. Zostało piętnastu. Po raz pierwszy tak naprawdę zaczęli bać się śmierci i jej zarazem pragnąć. Bali się śmierci z rąk tego dwu metrowego potwora po tym, co zrobił dwóm z tamtych pięciu poległych. Pragnęli śmierci przed dostaniem się w jego łapy.
~Nie pozwól im wydostać się z budynku.~ Thomas otrzymał telepatyczny rozkaz od Alucarda.
Nie pozwoli im. Zabił dopiero jednego. Nie chciał oddać całej reszty dla drapieżnych psów swego przełożonego. Musi przecież pokazać, na co go stać. Wykorzystać nowe umiejętności.
Wypuścił cienie w stronę uciekającego pisklaka i oplótł go nimi miotając o podłogę. Jeden strzał w serce i po sprawie.
***
Był zmęczony. Nie nawykł do takich akcji i tego typu wysiłku. I to od razu po treningu! Kontrolowalnie cieni i mocy nie jest takie proste jak się mu wydawało. Podziwiał Alucarda, z jaką łatwością mu to przychodzi. Stulecia praktyki. Rozebrał się i ułożył obok Amy. Kobieta odruchowo odwróciła się w jego stronę i wtuliła. Objął ją ramieniem i przytulił do siebie poprawiając na nich kołdrę. Pocałował ją w czubek głowy i przesunął dłonią po jej rudych kosmykach. Może faktycznie życie tutaj, w Holandii nie będzie takie złe? Mógłby się przyzwyczaić. Przymknął oczy i ziewnął szeroko. Uśmiechnął się do siebie. Jego przełożony poświęcił wiele stuleci na trenowanie swoich możliwości, on zaś poświęcił swój nadnaturalny czas na poznawanie i dostosowanie się do ludzi, na nie zatraceniu uczuć. Może też będzie w stanie czegoś go nauczyć.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

XXIX - Hipotermia

wtorek, 15.VII.2008, 14:14
„Najnowsze wiadomości: jak donosi departament bezpieczeństwa na terenie Rosji przebywa obecnie groźna przestępczyni znana jako Integral. Ma około 175cm wzrostu, długie blond włosy, niebieskie oczy i nosi okulary” na ekranie małego telewizorka pojawiło się zdjęcie kobiety. „Jeśli ktokolwiek widział ją zobowiązany jest natychmiast powiadomić władzę pod numerem 629834325. Za informację, która pomoże w ujęciu tej niebezpiecznej kobiety wyznaczona jest nagroda 50.000 rubli…”
Misza uniósł brew przyglądając się informacji. „Ej Fiodor to nie jest ta laska, co wczoraj wieczorem się do nas wprowadziła?” Spojrzał na kolegę sprawdzającego obecnie monitory kamer w holu i salonie.
„Hę?” Spojrzał przez ramię i zmarszczył brwi. „Ta… wygląda jak ona” zmrużył oczy.
„I co robimy?”
„Jak to co? Trzeba zadzwonić i zagrodzić jej drogę ucieczki” wyciągnął broń z pochwy przy pasku i odblokował.
„Ale sami?” Misza wstał z krzesełka. „Mówią, że jest niebezpieczna…”
„Zawołaj szefa.”
***
Wysoki, barczysty mężczyzna machnął ręką na kolegę, by ten ustawił się po przeciwnej stronie drzwi. Dwaj inni mężczyźni stanęli naprzeciwko wejścia. Misza po prawej stronie zaczął na palcach odliczać od trzech, a kiedy zgiął wszystkie palce kopniakiem otworzył drzwi i z wycelowaną przed siebie bronią wkroczył do pustego pomieszczenia. Reszta weszła za nim. Nerwowo zaczęli rozglądać się po pokoju w niecierpliwości czekając na atak. Jednak nic się nie stało. Ze zmieszaniem i zaskoczeniem spojrzeli po sobie wzruszając ramionami i poddrapując się po głowie. Nagle oczy szefa zajazdu rozszerzyły się w szoku.
„Drugi pokój!”
***
Integral stała przy drzwiach i nasłuchiwała momentu, kiedy drzwi jej pokoju zostaną wyważone.
Gdyby nie to, że całkiem przypadkiem schodząc do salonu zauważyła swoją twarz w wiadomościach oglądanych na średnim telewizorku przez portiera najpewniej zostałaby teraz pojmana. Wróciła się natychmiast na piętro i ubrawszy płaszcz oraz kilka magazynków broni schowała się w pokoju Alucarda.
Huk wyważanych drzwi obok stanowił dla niej sygnał. Otworzyła swoje drzwi i biegiem ruszyła ku schodom mijając otwarte drzwi pokoju, w którym powinna przebywać.
Misza pierwszy ją zauważył i nawołując towarzyszy rzucił się za nią w pościg. Jeśli ucieknie nie otrzymają nagrody!
Integral zbiegła po schodach o ledwo co unikając upadku, a co za tym idzie – złapania, i wybiegła przez frontowe drzwi zajazdu. Lodowaty wiatr zawiał jej płatki śniegu prosto w twarz, jednak nie mając ani chwili na zastanowienie się kobieta brnęła przez zaspy w las.
***
„Musimy ruszyć za nią w pościg!” Namawiał Fiodor. „Ucieknie i tyle widzieliśmy nagrodę” pokazał figę z makiem.
„To bez sensu, zanosi się na śnieżycę, więc pewnie prędzej zamarznie ona gdzieś w tym lesie, kiedy pogoda się uspokoi weźmiemy psy i ruszymy za nią” powiedział szef.
„Zgadzam się” przytaknął Misza. „Zresztą odpowiednie służby zostały już zawiadomione. Niedługo przybędą i niech oni męczą się w tej zimnicy.”
***
Zdyszana kobieta siedziała w opuszczonym, wydrążonym przez niedźwiedzie pniu dostatecznie dużym, by pomieścić niedźwiedzicę z młodymi. Zbawienny wpływ adrenaliny zaczął niknąć, a jej robiło się coraz zimniej. Poprawiła płaszcz i rękoma w rękawiczkach zaczęła uklepywać śnieg w ścianę zasłaniającą jej kryjówkę.
***
„Mamy informacje dotyczące miejsca pobytu Hellsing!” Żołnierz wpadł do pomieszczenia przesłuchań, kiedy kobieta w czerwonym stroju miała już oświetlić kartki ultrafioletem.
Oczy rozszerzyły jej się najpierw w złości, że tak jej przerwano, po czym jednak złagodniały. Odrzuciła plik kartek na biurko i położyła obok nich lampę.
„Gdzie ona jest?” Zmrużyła oczy przyglądając się uważnie posłańcowi.
„W zajeździe „Zolotoj Worota”…” odparł salutując.
Spojrzała z ukosa na więźnia. „Zostawić go tu samego” rozkazała. „Niech przemyśli sobie swoje postępowanie, jednak wystawić straż przed drzwiami” poinformowała podwładnych i wyszła za posłańcem z pokoju.
***
Alucard przeniósł się w pobliże bazy wojskowej w głębi kraju, wręcz pod granicami z Mongolią. Zmrużył oczy niebezpiecznie oczy przyglądając się zabezpieczeniom. Były solidne. Nagle oczy jego rozszerzyły się w szoku, gdy rozległ się alarm. Przecież nie mogli go od tak po prostu już wykryć!? Postanowił nie czekać na lepsze zaproszenie. Wyciągnął broń i przeniknął przez ogrodzenie pod napięciem i mur na zewnętrzny plac ćwiczeniowy. Ruszył jego środkiem do oddzielającego wewnętrzną strukturę bazy muru zabijając każdego, kto znalazł się w polu jego widzenia różnymi, brutalnymi sposobami. Przeniknął przez koleją ścianę i oczy jego ponownie się rozszerzyły, gdy ujrzał biegnącą w jego stronę postać gonioną przez trzy psy.
***
Profesor zaczął rozglądać się uważnie po pomieszczeniu. Nie miał teraz wyjścia. Musiał uciec i choć jego sytuacja wydawała się beznadziejna musiał się uwolnić. Szarpnął unieruchomionymi nadgarstkami. Pasy skóry były zbyt grube, by mógł je zerwać. Próbował schylić się by zębami rozpiąć klamry, jednak nawet ich nie sięgał. Zrozpaczony zaczął przeszukiwać wzrokiem pomieszczenie. Oczy rozbłysły mu światłem nadziei, kiedy dostrzegł możliwość oswobodzenia się. Jeśli tylko dotrze jakimś cudem do tamtego stołu i weźmie ten nóż…
***
Mężczyzna usłyszał otwierane drzwi i nim zdążył się odwrócił poczuł silne uderzenie w lewą część potyliczną głowy. Bez przytomności padł na ziemię. Profesor pospiesznie zabrał swoje notatki z pomieszczenia przesłuchań oraz broń obezwładnionego żołnierza i ruszył biegiem korytarzem. Miał tylko nadzieję trafić do wyjścia.
***
Wszystkie dźwięki wydawane przez niego, czy też otaczające go wydawały się złowrogo głośne. Wielokrotnie trafiał do ślepego zaułka, czy też musiał chować się po schowkach by uniknąć złapania. Obecnie stał przyciśnięty do ściany schowka na miotły z walącym sercem. Głosy i kroki były coraz bliższe. Niemal fizycznie czuł zbliżających się do niego żołnierzy i wyciągana do klamki rękę.
„Chodź, musimy tego całego profesora znaleźć, bo pourywają nam głowy!”
„Sprawdzę tylko ten schowek….”
Trzask głośnika. „Do wszystkich jednostek! Wampir przedzierający się przez zewnętrzne ogrodzenia! Wszyscy mają stawić się przed budynkiem!” Rozległ się ponowny trzask.
„Kurwa…” zaklął jeden z nich i biegiem ruszyli na wezwanie.
Profesor odetchnął z ulgą i ostrożnie uchylił drzwi. Teraz panowało jeszcze większe zamieszanie. Jednak plecy oddalających się żołnierzy wskazały mu kierunek do wyjścia.
***
Ujadanie psów nie zwiastowało nic innego jak kłopoty. I to poważne kłopoty. Starszy mężczyzna, zaspany i zmęczony już porządnie, biegł ile sił w nogach w stronę muru. Zaraz go dopadną…rozszarpią na strzępy szczęki wściekłych zwierząt. Nagle ujrzał wysoką postać z bronią w rękach i z przerażeniem miał zamiar rzucić się w inną stronę, gdy dotarło do niego, kogo widzi.
***
„Nie stój do cholery jak ciołek tylko zabierz nas stąd!” Słowa te otrzeźwiły umysł wampira, który strzelił w łeb najbliższego psa.
Zbliżył się do uciekiniera i złapał go za nadgarstek po chwili przenosząc ich do pokoju w zajeździe.
„Integral jest w pomieszczeniu obok” wampir zmienił magazynki. „Siedźcie tu i czekajcie aż wrócę…”
„Stój!” Profesor chwycił go za rękaw. „Musisz tam wrócić i…”
„Oczywiście, że tam wrócę” spojrzał na niego wściekle czerwonymi oczami od adrenaliny. „Nie przepuszczę tej zabawy!”
„Nie! Nie o to mi chodzi!” Zaczął nerwowo szperać w swoich kartkach. „Oni!” Pokazał mu zdjęcie. „Musisz ich pojmać!”
„Co?” Spojrzał na niego zdziwiony. „Nie lubię brać jeńców…” mruknęła pod nosem.
„Nie, zrozum, ona jest w ciąży! Dhampirzej ciąży!”
***
Wschodnia część budynku stanęła w ogniu. Wampir jak potworna bestia krążył po korytarzach placówki jak po swoim terenie łowieckim. Osądzał lub zastrzelił każdego, kto stanął na jego drodze. Istna panika i popłoch. Jednak Alucardowi przyświecał jasny cel. Musiał odnaleźć wszystkie skradzione im książki i dokumenty, oraz ową ‘szczęśliwą’ parę przyszłych rodziców…
***
Profesor od razu po zniknięciu wampira opuścił jego pokój i ze zdziwieniem odnotował, że drzwi pomieszczenia obok są wyrwane z zawiasów. Zaskoczony zszedł powoli po schodach do salonu, gdzie trwała ożywiona dyskusja w śród zebranych tam ludzi.
***
„Gdzie Integral?” Spytał Alucard rzucając nieprzytomną parę na łóżko i przyglądając się uważnie krążącemu po pokoju mężczyźnie.
„Nie ma jej…”
„Jak to jej nie ma?” Uniósł brew wysoko.
„Uciekła w las jakieś półtorej godziny temu…” zmarszczył brwi. „W wiadomościach podawano za nią list gończy, jak za jakimś przestępcą wraz ze zdjęciem i obietnicą wysokiej nagrody. Chcieli ją tu złapać…”
„Kurwa….” Zaklął wampir podchodząc do okna i odsłaniając firankę.
Śnieżyca nadal trwała, choć łagodniejsza, a mały patrol wraz z psami przekopywał się przez zaspy.
„Kurwa…”
„Ona zamarzła tam…” zaczął panikować profesor. „Nikt nie przetrwałby półtorej godziny w tych warunkach! Gdyby nie było śnieżycy jeszcze mogłaby…”
„Zamknij się!” Warknął na niego wściekły wampir. „Żyje, inaczej wiedziałbym o tym od chwili jej śmierci…” mruknął.
„A więc znajdź ją zanim oni się do niej dorwą!” Wskazał na okno.
„Czekaj tu…” zniknał.
***
„Kurwa!” Alucard okręcił się dookoła własnej osi. „Pieprzone drzewa!” Jego złość rosła z każdą chwilą. Czuł ja tutaj, jest w tym miejscu, słaba, bezbronna, ale żywa i kurwa, nigdzie jej nie widzi! Tylko pieprzone drzewa i śnieg! Ze złością uderzył pięścią w pobliski pień, a śnieg, który osypał pień skruszył się ukazując wydrążony pień. Oczy mu się rozszerzyły. No tak! Dziuple w starych pniach! Ten okazał się pusty, jednak któryś z nich musi ją skrywać. Uważnie przyjrzał się każdemu po kolei. Tylko jeden miał zbyt zbity śnieg, jak na naturalną zaspę.
***
Kobieta przebudziła się z letargu. Jej niepokój wzrósł, kiedy usłyszała hałas w jej otoczeniu. Zaczęła odczuwać panikę przed pojmaniem, mimo, iż nie mogła już znieść zimna wolała tu tkwić niż być pojmana… Starała się opanować szczękanie zębami, ponieważ w jej bolącej głowie przypomniało to huk. Jak będzie tak hałasować znajdą ją… Całkowicie straciła rachubę czasu, czasem nawet nie wiedziała gdzie się znajduje. Miała dreszcze i rosnącą, to malejąca gorączkę. Nie miała nawet sił myśleć racjonalnie.
Kiedy śnieg jej zasłony zaczął opadać chciała zerwać się i schować głębiej, albo przygotować do bezowocnej ucieczki, jednak każdy najmniejszy ruch sprawiał jej ból. Ostatnie, co ujrzała przed ponowną utratą świadomości były czerwone oczy.
***
Alucard zmarszczył brwi pochylając się nad kobietą, którą po chwili wyciągnął z jamy. Jej praca serca, oddech i metabolizm był znacznie spowolniony. Było tylko jedno wyjaśnienie – hipotermia. Nagle jego uwagę przykuło zbliżające się ujadanie psów. Zniknął nim najbliższa bestia dopadła go.
***
„Źle wygląda… musimy zabrać ją do szpitala…” powiedział profesor przemywając jej twarz ciepłą szmatką.
„No przecież wiem!” Warknął wampir chodząc po pokoju i zbierając wszystkie rzeczy w jedno miejsce.
„Ma hipotermię…”
„Też wiem!” Spojrzał na niego wściekle.
„Ughm… co robimy? Musi dostać natychmiastową pomoc, a nie możemy jej zawieźć do żadnego szpitala w tym kraju…” spojrzał na niego niepewnie.
„Coś wymyślę…” mruknął. „Potrzebuję czasu…”
„Nie wiem ile czasu ona ma…” spojrzał na trzęsącą się kobietę z troską.
***
Alucard przemierzał ulice Zamościa szybkim krokiem, co jakiś czas przemieszczając się z zaułka do zaułka. Musiał znaleźć jakieś bezpieczne lokum w pobliżu szpitala i skontaktować się z Walterem. I nie miał na to wiele czasu.
Po pół godziny wszystkie rzeczy, jakie ze sobą mieli i odzyskali z bazy zostały przez niego przeniesione do małego mieszkanka naprzeciw szpitala. Mimo, iż Fiodor doszedł już do siebie to skrępowany i z nałożonymi na siebie przez Alucarda ograniczeniami nic nie mógł zrobić. Profesor pilnował wszystkiego w mieszkaniu próbując dodzwonić się do Waltera, zaś Alucard zaniósł blondynkę do szpitala. Lekarze od razu przewieźli Integral na intensywną terapię. Musieli ogrzać ją dostatecznie, by wyprowadzić z stanu hipotermii.
***
„Co z nią?” Profesor spojrzał na wampira, który pojawił się kilka chwil wcześniej.
„Jakoś się z tego wygrzebie…” mruknął marszcząc brwi. „Hipotermia ustąpiła, odzyskała przytomność jednak teraz śpi. Ma też zapalenie płuc…”
„Dzięki Bogu chociaż za to, że hipotermia ustąpiła” westchnął z ulgą.
„Dobiłeś się do Waltera?” Usiadł w fotelu.
„Tak, jutro z rana przyleci do Polski i dotrze pociągiem tutaj” poinformował go.
„Dobrze…” kiwnął głową.
„Co zrobimy z nimi?” Profesor kiwnął głową na parę.
„Integral o tym zdecyduje…” wzruszył ramionami. „Na razie musimy dostać się do Holandii…”
***
Walter jechał taksówką pod wskazany adres z teczką na kolanach i poprawił kapelusz na głowie wyglądając za szybę na padający śnieg. Miał wszystkie odpowiednie dokumenty i pozwalające mu na uzgodnienie z lekarzami formy płatności oraz wykupienie biletu do Holandii dla Integral i reszty. Cieszył się, że Polska weszła do strefy Schengen, ponieważ nie musiał niczego wyjaśniać rządowi w związku z dziwnym pojawieniem się kilku osób na terenie ich państwa mimo, że teoretycznie nie przekraczali granicy. Po kilkunastu minutach samochód zatrzymał się i zapłaciwszy taksówkarzowi wysiadł udając się do środka szpitala. Zatrzymał się przy recepcji, gdzie rozmawiał przez chwilę z pielęgniarką dyżurującą, po czym dowiedziawszy się, gdzie może zastać lekarza zajmującego się Integral ruszył do jego gabinetu.
Po długich zapewnieniach, że wszystkie koszta transportu helikopterem zapłacą z własnej kieszeni mimo, że to nie mały wydatek, udało mu się namówić lekarza do podjęcia się tego zadania. Zabranie Integral do samolotu w tym stanie było wykluczone, gdyż mogła ona rozprzestrzenić epidemię, zaś jak najszybciej musiała też przedostać się do swojego kraju. Zdecydowanie były za blisko Rosji. Miała zostać przetransportowana późnym wieczorem.
***
„Pięć biletów?” Wampir uniósł brew. „A co z Integral?” Zmarszczył brwi. „Chyba nie zamierzasz jej tu samej zostawić…”
„Oczywiście, że nie…” Walter spojrzał na niego dziwnie. „Rozmawiałem już z lekarzami i dziś wieczorem zostanie ona przetransportowana do Amsterdamu…” wyjaśnił.
„I nikt nie zostanie z nią podczas tej podróży?” Uniósł brew.
„Alucard to są lekarze, którym zapłaciłem za opiekę nad nią i wiem, że bezpiecznie ją dowiozą na miejsce, zresztą… w helikopterze nie ma miejsca dla jeszcze jednej osoby…”
„No tak…”
„Spakowałem już wszystkie książki” profesor zamknął walizkę. „Jak przewieziemy tą dwójkę?” Kiwnął głową w stronę związanej pary na łóżku.
„Mam dla nich dokumenty tożsamości, zaś Alucardowi zostawiam perswazję, co do zachowania tej dwójki…”
Wampir wyszczerzył się maksymalnie siedząc w fotelu w cieniu. „Nie ma co się martwić… my już się dogadamy…”
„Pamiętaj, że oni są nam potrzebni… Integral nie będzie zadowo…”
„Tak, tak, pamiętam, nic jej się nie stanie, a on będzie mógł rozmawiać, a teraz zostawcie nas samych…” polecił.
Walter przyjrzał mu się podejrzliwie, po czym kiwnąwszy ręką na profesora opuścił pomieszczenie.
Wampir wstał z fotela i podszedł do łóżka pochylając się nad parą. Oczy kobiety rozszerzyły się w szoku, a mężczyzna zaczął się szarpać. Cienie skrępowały go. Wampir wyciągnął dłoń i zsunął knebel kobiecie…
„Tylko nie krzycz…” ostrzegł.
„Cz-czego od nas chcecie?” Wydukała.
„Spokojnie… nie skrzywdzę was, choćbym chciał, jeżeli mnie do tego nie zmusicie…” zmrużył niebezpiecznie oczy. „Moja Pani byłaby niezadowolona, gdyby coś Ci się stało…” wyprostował się.
„Co z nami zrobicie?” Zmarszczyła brwi.
„Ughm!”
Alucard uniósł brew patrząc na zakneblowanego mężczyznę.
„On nie rozumie angielskiego…” wyjaśniła.
„To będziesz musiała go nauczyć…” fotel z pod ściany przysunął się do łóżka, a wampir na nim zasiadł.
„Nie zabijecie nas?” Spojrzała na niego zaskoczona.
„Zabierzemy was do Holandii i zorganizujemy wam tam nowe życie…” odparł. „Nie pozwolimy by rosyjskie dupki kiedykolwiek położyły na was łapy…” więzy ją krępujące rozluźniły się, a ona oswobodziła się.
„Ale po co to wszystko?” Usiadła.
„Pewnie jeszcze nie wiesz, ale jesteś w ciąży…” zmrużył oczy.
„Co?” Oczy jej się rozszerzyły. „Ale przecież jeszcze nic nie wiadomo, to eksperyment!”
„Po prostu wy spełniacie warunek, o którym Rosja nie miała pojęcia, a który jest pilnie strzeżony… i nie po to by uprzykrzać życie takim parom, jak wy, ale po to, by takie dupki jak oni nie mogli wykorzystywać cech mieszańców, do stworzenia super armii… Tak długo, jak zapomnicie o nich i nie będziecie pod żadnym pozorem próbować się z nimi skontaktować będziecie żyć spokojnie w Amsterdamie…” wyjaśnił.
„A wy znacie ten warunek?” Spytała nieśmiało.
„Kobieto, albo nie wiesz, kim jestem, albo naprawdę mało o mnie wiesz… mam prawie sześćset lat i wiem naprawdę dużo…”
***
Obraz był rozmazany bardziej niż zwykle. Głowa i wszystkie mięśnie bolały ją niemiłosiernie. Nieprzytomnie powiodła wzrokiem po pomieszczeniu. Jeden z czarnych kształtów przykuł jej uwagę. Zmarszczyła czoło i zmrużyła oczy chcąc dostrzec wyraźniejszy kształt. Starała się podnieść, jednak gwałtowny atak kaszlu z rozdzielającym bólem klatki piersiowej powalił ją na poduszkę. Poczuła chłodną dłoń na swym rozpalonym policzku. Czyjeś palce odgarnęły przylepione włosy z jej spoconego czoła. Chciała coś powiedzieć, gdy kciuk osoby przesunął się po jej wargach uciszając. Zamknęła oczy.
***
Lekarze sprawnie przełożyli pacjentkę na nosze i przetransportowali do helikoptera medycznego. Mimo, że miała ona słuchawki na uszach spać nie mogła i męcząc się rozglądała po pomieszczeniu. To nie był jej pierwszy lot tą maszyną, jednak na pewno najgorszy… Przez szybę ujrzała ten sam cień, co w pokoju. Przymknęła powieki i nieznacznie się uśmiechnęła.
***
Aida oparła głowę o ramię Fiodora wyglądając za okno samolotu. Od dziś miała się nazywać Amy Krown, żona Thomasa…. Westchnęła cicho. Ciężko było namówić Fiodora by zgodził się na taki układ. W sumie, czy mogli zrobić coś innego, a niżeli zgodzić się? Tak naprawdę nie wiedzieli, że Rosyjski rząd chciał wykorzystać ich dziecko do celów swoich. Powiedziano im, że chcą po prostu pomóc wampirom, w celu zacieśnienia więzi między nimi i wzmocnienia swojego narodu, przez możliwość rodzenia Dhampirów… Spojrzała na poważną minę Fiodora. Mężczyzna podniósł jej dłoń splecioną z niego i pocałował ja w jej wierzch. Póki była z nim, była bezpieczna i nie miała się czego obawiać…
***
Gorączka znów ja trawiła. Miała silne dreszcze połączone z uczuciem zimna. Chwycił pościel i starannie ją nakrył. Była taka rozpalona. Ułożył się na krawędzi łóżka szpitalnego, tuż za jej plecami i objął w pasie opierając brodę o jej głowę. Uchyliła powieki i odwróciła powoli głowę w jego stronę. Znów ujrzała tylko niewyraźny ciemny zarys postaci. Przymknęła powieki, kiedy pocałował ją w czoło i ułożyła głowę na poduszce ponownie zasypiając.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Wiem, że dość żadko piszę... no dobra baaaaardzo żadko ostatnio piszę. Po każdej następnej notce obiecuję poprawę, ale no cóż... jak widać z marnym rezultatem napisania czegoś po kilku miesiacach. Wiem, że możecie mnie za to znienawidzić i macie prawo, po prostu mam jakby taki troche punkt dolny pisania i długo mi zajmuje same zebranie się by wysilić mózgownicę i coś naskrobać, no ale dzisiaj się wziełam i o to co nabazgroliłam. Mam nadzieje, że się spodoba.


„Ochotników?” Wydukał osłupiały.
„No tak, ochotników zakochanych w sobie i gotowych zaryzykować dla dziecka” uśmiechnęła się subtelnie.
Kurde… nie sądził, że tak szybko kogoś znajdzie… „Ughm… to wspaniale” uśmiechnął się zadowolony. „Kim oni są?” Spojrzał na nią zaciekawiony.
„Jedni z naszych ludzi. Są świadomi ryzyka, ale jeżeli to się uda i ma pomóc innym spróbują.”
„Są odpowiedni?” Uniósł brew.
„Są najlepsi z wszystkich kandydatów i nie ma wątpliwości, że się kochają” powiedziała pewnie.
„To było więcej kandydatów?” Spojrzał na nią szczerze zdumiony.
„Tak, jednak ich zachowamy na później, profesorze. Ma pan jakieś zastrzeżenie, czy mogą pójść dziś do łóżka?” Spojrzała na niego zmrużonymi oczami.
Myśl… myśl… cholera myśl…
„Chciałbym przeprowadzić z nimi wywiad i w celu wyeliminowania ewentualnych przeszkód w ich udziale w tym przedsięwzięciu” powiedział po chwili.
„Oczywiście może pan z nimi najpierw porozmawiać, profesorze” kiwnęła głową. „Wieczorem przyjdą do pana i mam nadzieję, że do tej pory znajdziesz profesorze więcej szczegółów by ta para nie poszła na marne” wstała z fotela, po czym zniknęła.
Profesor odsapnął ciężko opierając się wygodnie o oparcie fotela i przesunął chusteczką po swoim czole. Chciał z nimi porozmawiać już! Teraz! Nie wiedział, czy jego nerwy wytrzymają do wieczora w tym napięciu. Musiał wiedzieć ile lat już są ze sobą! Modlił się by mniej niż 7 inaczej chcąc nie chcąc okaże się, że pomógł tym Ruskom…
Pochylił się nad stolikiem i sięgnął po czyste kartki i wykałaczkę. Musiał w jakiś sposób jak najszybciej przekazać te informacje Integral. Nie miał kompletnie pojęcia, dlaczego jeszcze nie przeszukano jego mózgu, ale cieszyło go to.
***
Integral siedziała w fotelu wyczekująco przyglądając się siedzącemu naprzeciw niej wampirowi. Alucard miał dość skupiony wyraz twarzy i zamknięte oczy. Palce kobiety miarowo uderzały w miękkie obicie mebla.
„Mogłabyś przestać?” Mruknęła niezadowolony. „Rozpraszasz mnie…”
„Za długo to trwa…” wstała z fotela i przeszła się niespokojnie do okna i z powrotem.
„Wybacz, ale przebicie się przez tyle kilometrów na dodatek do umysłu śpiącego wampira nie należy do najprostszych…” skrzywił się.
„To dlaczego nie spróbujesz połączyć się z Walterem? On na pewno nie śpi…” machnęła nerwowo ręką.
„Bo nie jest wampirem i nie ma zdolności telepatycznych, co bardziej od snu utrudnia kontakt w takiej sytuacji…” odparł wyraźnie zirytowany. „A teraz zamilcz kobieto, próbuję się skupić…”
Mruknęła coś pod nosem niezadowolona znów podchodząc do okna.
~Seras… Seras… Policjantko!~
~Ughm… Mistrz?! Znaczy… tak Mistrzu?~ Odpowiedziała wyraźnie zaskoczona i zmieszana policjantka.
~Masz kontakt z Walterem?~ Zmarszczył brwi.
~Ughm… przyjechałam wczoraj do rezydencji, jednak Pan Walter jest chyba na jakimś spotkaniu… mówił wczoraj, że rano go nie będzie…~ ziewnęła.
~Posłuchaj mnie uważnie i nie zapomnij ani słowa. Musisz przekazać mu, iż mamy kłopoty…~
~Kłopoty?!~
~Zamknij się i słuchaj, co mam Ci do powiedzenia~ warknął. ~To Rosyjskie wampiry i rząd tutejszy za tym wszystkim stoi…~
~Ale jak to?~ Spytała zaskoczona.
~Nie przerywaj mi…~ powiedział groźnie. ~To oni chcą stworzyć Dhampira w celu zyskania kolejnego środka do zdobycia władzy. Obecnie ukrywamy się w zajeździe pod tajgą „Zolotoj Worota”. Mają również profesora i musimy go jak najszybciej odnaleźć by nie sprzedał informacji. W prawdzie nałożyłem na niego barie by nie dobrali się do jego głowy, jednak z każdą chwilą rośnie ryzyko, że cokolwiek z niego wyciągną. Odnajdziemy go już na własną rękę, jednak Walter musi znaleźć sposób by nas stąd wydostać. Nie możemy tak po prostu udać się na lotnisko i wrócić. Jesteśmy poszukiwani…~
~Jasne Mistrzu, wszystko mu zaraz przekażę!~ Oznajmiła z powagą.
~Odezwę się za kilka godzin…~ poinformował ją.
„Gotowe…” spojrzał na blondynkę koło okna. „Policjantka zaraz powiadomi Waltera o naszych problemach.”
„Naszym obecnym problemem jest odnalezienie profesora” wróciła na fotel. „Kiedy już go odnajdziemy przeniesiesz nas do sąsiedniego kraju, choćby Polski i stamtąd już wylecimy do Holandii…”
„A chcesz zostawić tu wszystkie rzeczy, książki i notatki profesora?” Uniósł brew.
„No nie…” zmarszczyła brwi.
„Musiałbym przenosić wszystko po kolei, co nie ma większego sensu. Niech najpierw Walter wymyśli jak nas stąd wydostać, a gdy to się nie uda wykorzystamy Twój plan…” rozsiadł się wygodnie.
„Tak…” mruknęła. „Alucard…” spojrzała na niego dziwnie.
„Hmy?” Uniósł brew.
„Odnajdź go jak najszybciej…”
***
Profesor siedział z sercem pod gardłem przyglądając się osobliwej parze. Fiodor siedział na parapecie patrząc za okno na księżyc w pełni. Był to średniego wzrostu blondyn o typowo słowiańskiej urodzie. Przed profesorem, na kanapie siedziała przeciętnej urody, dość niska, ruda kobieta. Natasza nerwowo przyglądała się starszemu mężczyźnie.
„O czym chciał pan z nami rozmawiać?” Głęboki, basowy głos mężczyzny zakłócił nieprzyjemną ciszę spotkania.
„Ah tak… to znaczy… chciałbym mieć pewność, że wasze poświęcenie nie pójdzie na marne i przeanalizować kilka informacji pod koniec tego… ekhm… eksperymentu by móc zweryfikować czynnik, który umożliwi, lub przeszkodzi w zajściu w ciążę przez panią…” kiwnął głową kobiecie.
„Co chce pan wiedzieć?” Spytała delikatnym, lekko dziecinnym głosem.
„No więc tak…” wyciągnął kilka kartek…
***
Blady profesor padł na kanapę swego apartamentu. Mają kłopoty i to poważne…Czemu ta para… czemu ta?! Osiem lat… Osiem pieprzonych lat wystarczy by Natasza zaszła w ciążę! Zasłonił dłonią oczy. Integral go zabije... podniósł się z sofy i zaczął przechadzać się po pokoju. Teraz to już koniecznie musiał skontaktować się z Draculą i blondynką… Nie mógł nikomu tutaj zaufać by przekazać choćby czyste kartki papieru… zaczęliby węszyć. Był w kropce…
„Proszę się uspokoić, Profesorze…” Tajemnicza kobieta oparła się o framugę drzwi przyglądając mu się uważnie. „Za kilka dni dowiemy się czy zaszła. Nie ma sensu do tego czasu aż tak się denerwować, nie przyspieszymy tego procesu…” zmrużyła oczy. „Ma pan czas na zajęcie się własną pasją…” uśmiechnęła się krzywo.
„Ughm… tak, jasne…” przetarł czoło dłonią.
„Radziłabym na dziś położyć się spać, jest pan widocznie zmęczony, a i dobrze ukoi to nerwy… Kazać przynieść panu coś do picia?”
„Nie, nie…” machnął ręką.
Wywróciła oczami. „Dobranoc, profesorze…” opuściła pokój i zamknęła za sobą drzwi.
***
Profesor szedł korytarzem do laboratorium z białymi kartkami w rękach. Musiał przecież w końcu działać… Otworzył drzwi po prawej, jednak znalazł tam tylko pudła z nieużywanym sprzętem i oczywiście zakratowane okna… niezadowolony szukał dalej.
Przez cały czas zastanawiał się jak się z tego wyplącze i wyjaśni Integral, że niechcący pomógł wrogowi osiągnąć jego cel… Udusi go gołymi rękoma…
W zamyśleniu nagle dotarły do niego słowa zbliżającej się rozmowy i kroków. Bez większego namysłu otworzył pierwsze lepsze drzwi i wszedł do środka zamykając drzwi i nasłuchując w ciemnościach. Kiedy zagrożenie go minęło odetchnął i po omacku zaczął szukać jakiegoś włącznika światła. Kiedy w końcu je odnalazł jasność zalała schowek na szczotki i narzędzia. Rozejrzał się uważnie. Może tu ukryje niewidzialne notatki? Zaczął szperać w rzeczach poszukując najlepszej kryjówki dla cennych danych. Stanął na palcach chcąc ściągnąć zakurzoną skrzyknę z najwyższej półki, kiedy wszystko runęło na niego z hukiem. Przerażony zamarł w bezruchu nasłuchując. Zapewne zaraz wpadną i odkryją jego zamiary, a wtedy będzie po nim… cisza. Nikt się nie zbliżał.
„Miau…”
„Hę?” Mężczyzna osłupiały spojrzał w miejsce, skąd wydobywał się głos.
„Miau…” Rudy kot spojrzał na niego przechylając łepek, po czym ziewnął i otrząsnął łapy z pyłu, jaki wzniósł się w powietrze przy upadku.
„Cholera co tam znowu się stało?! Jak to znów ten cholerny kot to go zatłukę!” Za drzwi dobiegł go wyraźnie zirytowany głos mężczyzny.
Profesor szybko skoczył do ściany i wyłączył światło, po czym ukrył się za kilkoma skrzynka przywalonymi szafką licząc, że nikt go nie znajdzie.
Drzwi otworzyły się gwałtownie, a światło rozbłysło chwilę potem. Zdziwiony kot zadarł łeb by spojrzeć na wściekłego żołnierza.
„Pieprzony pchlarz” mężczyzna chwycił za wał skóry na karku zwierzęcia i szarpnął go w powietrze.
Rozwścieczone zwierzę zaczęło się rzucać z pazurami na oprawcę drapiąc go dotkliwie. Zbyt zajęty walką z kotem żołnierz zgasił światło i trzasnął drzwiami schowka złorzecząc na pchlarza z wyraźnym zamiarem ukarania zwierzaka.
Profesor odetchnął z ulgą i odchylił głowę opierając jej tył o ścianę. Nagle jego wzrok padł na otwór wentylacyjny.
***
Wampir przenosił się z miejsca na miejsce chcąc wyczuć aurę profesora, jednak ten cholerny kraj był ogromny, a próby telepatycznego kontaktu nic nie dawały. Musiał być w dobrze zabezpieczonym miejscu… Coraz bardziej zirytowany obmyślał coraz to bardziej drastyczne środki. Dobrze wiedział, że Integral wściekłaby się, gdyby zaczął nagle rozwalać pół Moskwy, więc zrezygnował z tego pomysłu… ale nie całkowicie. Postanowił porozrabiać trochę by wymusić na nich interwencję, jednak nie zdradzając swej tożsamości. Najbardziej wściekało go to, iż musieli wiedzieć, że zna lokalizację ich laboratorium, skoro je w tak szybkim czasie przenieśli.
Integral nie będzie zadowolona z jego metod.
Kiedy tylko zaszło słońce zaczął wprowadzać swój plan w życie i napadł na osiedle domków urządzając tam masakrę. Zabił kilka rodzin tworząc Ghule, które zaczęły terroryzować okolicę. Nie było szans by nie interweniowali. Zrobił wszystko, by było widać działalność wampirów.
Wniknął w cienie przemieszczając się miedzy nimi i obserwując.
Długo nie czekał.
Po pół godziny na miejsce przybył pułk wojskowy, dobrze wyposażony i wiedzący co robić. Cały teren został otoczony przez inną jednostkę, zaś ta zaczęła przeszukiwać teren i likwidować śmieci.
Alucard przedostał się jak najbliżej namiotu taktycznego, gdzie poczekał na koniec akcji. W prawdzie mógłby posilić się jednym, a nawet każdym z nich by zdobyć informacje i tak najchętniej by zrobił, jednak nie miał żadnej gwarancji, że uzyska jakiekolwiek informacje, a dostęp do ich myśli miał dziwnie ograniczony. Musiała ich chronić ta sama bariera co profesora.
Cały czas trzymając się blisko przywódcy niezauważony przedostał się do bazy wojskowej. Od razu wiedział, że nie tutaj trzymają profesora. To było typowe wojsko, a nie laboratorium… Jego niezadowolenie wzrosło. Postanowił więc nie przebierać w środkach. Wyłonił się ze ściany i zaatakował pierwszego żołnierza przy sobie rozrywając mu zębami gardło i osuszając z krwi. W całym budynku natychmiastowo podniesiono alarm.
***
„No, no, cóż to za niespodzianka, profesorze…” kobieta uśmiechnęła się maksymalnie ukazując kły i wymachując pustymi kartkami w powietrzu. I wcale jej uśmiech nie wyglądał przyjemnie.
Mężczyzna wiedział w jak fatalnym położeniu się znalazł mimo, iż przed chwilą odzyskał przytomność.
Kiedy po odkręceniu kratki osłaniającej szyb starał się umieścić tam swoje notatki, ta okrutna kobieta nakryła go. I wcale nie była delikatna ściągając go na ziemię z drabiny. Był pewien, że swoim szarpnięciem wyrwała mu co najmniej połowę pozostałych mu na głowie włosów.
„Co chciałeś przed nami zataić, co?” Oglądała papier pod światłem lampy. „Musi być tu coś wartego Twego ukrywania…” zmrużyła oczy. „Lampę…” machnęła ręką na stojącego przy drzwiach mężczyznę.
Żołnierz pospiesznie chwycił ultrafioletową żarówkę i podszedł z nią do swej przełożonej.
„Nie!” Profesor chciał rzucić się do przodu, jednak pasy przytwierdzające jego nadgarstki i kostki do krzesła skutecznie mu to uniemożliwiły.
„Ależ tak, profesorze… tak…” uśmiechnęła się wręcz maniakalnie.
***
Budynek płonął, a mężczyźni uciekali w popłochu strzelając gdzie popadnie z obłędem w oczach. Tylko co głupsi zatrzymywali się by oddać celny strzał w nadciągającego potwora. Nie było czasu by się zatrzymać. Każda chwila zwłoki oznaczała bolesną śmierć. I te piekielne psy! Ujadanie ich było słuchać dosłownie wszędzie! Jak pieśń grobowa dla uciekinierów i poległych wyły do księżyca, który wydawał się mieć barwę przelanej tej nocy krwi setek ofiar demona.
Alucard nawet nie kłopotał się otarciem ust, czy wyplamieniem ubrania. Krwi wkoło było tyle, że nie było warto się tym teraz przejmować, ważne było to, że ta waluta duszy miała w sobie to czego szukał. Informacje… nie te ostateczne i pewnie, jednak dające kolejny punkt zaczepienia… na pewno będą mu pomocne.
***
Integral nerwowo chodziła po swoim pokoju, którego nie opuszczała. Bo niby też gdzie? Wszędzie wokoło był las. A wampir nie dawał znaku ‘życia’ już od kilku godzin… Niepokoiło ją to. Oczywiście wiedziała, że nic mu się stać przecież nie mogło, jednak niedoinformowanie doprowadzało ją do szału. Nawet nie tknęła obiadu, który zamówiła sobie trzy godziny temu. Podeszła do okna i oparła o nie szybę. Chciała już wszystko wiedzieć. Chciała, by już do niej wrócił. Źle czuła się całkowicie sama w tym miejscu. Niby przywykła do samotności spędzając jeszcze w Anglii wiele godzin samotnie w swoim gabinecie nad papierami, jednak wokół niej zawsze było pełno ludzi. Walter krzątał się ze służbą po rezydencji, Alucard spał w swoim lochu wraz z policjantką, albo był na wieczornej akcji, a teraz? W prawdzie na parterze zajazdu w sali jadalnej tętniło życiem, jednak ona czuła się całkowicie opuszczona.
„Wracaj do mnie…”
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

XXVII - Miłość? Może to właśnie to!

poniedziałek, 21.I.2008, 20:48
OK. W końcu nowa nota. No i szablonik jak widzicie. Mam nadzieje, że się spodoba ;)
~~~~~~~

Laboratorium zrobiło na profesorze ogromne wrażenie. Wręcz przerażało go. Z szeroko otwartymi oczami przyglądał się wszystkiemu dokładnie. Przy jednej ze ścian stały ogromne, szklane kadzie przypominające gigantyczne probówki wypełnione jakąś cieczą. W jednej z nich pływało ciało jakiejś młodej kobiety. Profesora przeszły dreszcze.
„K-kim ona jest?” Spojrzał dziwnie na kobietę, która go oprowadzała.
„Jeden z nieudanych, starych eksperymentów… niezwiązanych z naszą sprawą” machnęła lekceważąco ręką. „Proszę dalej…”
***
„I co teraz zrobimy?” Integral spojrzała na wampira dziwnie siedząc w fotelu przy kominku. „Nie możemy się skontaktować z Holandią. Zlokalizują nas. Zapewne teraz wszystkie rozmowy w kraju są kontrolowane by nas dopaść” westchnęła.
Wampir wyciągnął nogi w stronę ognia. „A wiec zostaliśmy skazani wyłącznie na siebie, Mistrzu” spojrzał na nią z ukosa uśmiechając się szelmowsko z kłami na wierzchu.
„A Ciebie to oczywiście bawi, prawda?” również spojrzała na niego z ukosa.
„Ależ oczywiście, że tak. Sama zauważy ile zabawy dla nas przypadnie” wyszczerzył się niemiłosiernie.
„Twoje pokręcone poczucie zabawy czasami mnie przeraża, wampirze” roześmiała się nieznacznie.
„Wszak jestem Potworem, Mistrzu” oczy zabłysły mu czerwienią.
***
Profesor popijał herbatę siedząc w wygodnym fotelu i przeglądając papiery rozłożone na biurku. To było genialne! Precedens związków wampirzo-ludzkich był może nie częsty jednak spotykany! Oczywiście pogłoski o Dhampirach w tych kręgach była również mitem. A więc ten sposób musiał być naprawdę strzeżony i perfidnie zapomniany. Ale dlaczego?
„I jak tam Profesorze praca?” Kobieta usiadła obok niego.
„To niesamowite!” Przerzucał kartki z zapałem. „To coś jak wampirzy Graal! Umożliwia to stworzenie całkiem nowego społeczeństwa. Wampiry i ludzie mogliby zacząć w współistnieć…”
„Jakkolwiek…” kobieta machnęła ręką. „Wie już pan jak udanie zapłodnić kobietę?”
„Nie… jeszcze nie. Moje informacje są niekompletne. Nie znalazłem tego najważniejszego warunku…”
„Bardzo interesująca jest ta cała legenda” kobieta wzięła papirus do ręki przyglądając mu się uważnie. „Tutaj nic nie ma?”
„Tyle co sama jest w stanie Pani przeczytać, o niczym więcej mi nie wiadomo” wzruszył ramionami.
„Hmy… wydaje się, że ta smarkula rozkochała go w sobie…” zamyśliła się.
„Może to właśnie to!” Profesor zawołał ożywiony i zaczął czegoś gorączkowo szukać w papierach. „Wszystkie dziewczyny były porywane, a więc nie było mowy o miłości!” Położył przed nią zapisaną kartkę i uderzył w nią palcem.
„Miłość?” Uniosła wysoko obie brwi.
„No tak, może tu chodzi nie tylko o ciało ale też o emocjonalny związek i chęć posiadania dziecka…”
„Żadna z par będących zakochaną nie chce ryzykować, że coś może pójść nie tak i ona będzie skazana na bycie człowiekiem do końca.”
„To może być nasza jedyna szansa” naciskał. „A co jak to jest kluczem? Mamy go pod nosem i nie wykorzystamy?” Spojrzał na nią wyczekująco.
„Musze to omówić z innymi” wzięła kartkę do ręki i wstała z fotela odchodząc szybko.
***
„Musisz się dowiedzieć gdzie Profesor jest przetrzymywany bez tego nic nie wskóramy…” zauważyła biorąc kawałek kurczaka do ust siedząc przy stoliku obok kominka.
„Dzisiaj zrobię zwiad, Mistrzu” wampir ziewnął szeroko przeczesując jedną dłonią włosy. „Muszę Cię opuścić na razie, Mistrzu…” wstał przeciągając się, aż zatrzeszczało mu w stawach.
„A dokąd to się wybierasz?” Uniosła brew patrząc z dołu na niego.
„Muszę coś zjeść” stwierdził wzruszając ramionami, po czym spojrzał na nią z błyskiem w oku. Nachylił się niebezpiecznie w jej stronę. „Chyba, że zechcesz się poświęcić sprawie, Mistrzu, i nakarmisz swojego wampirka by nie opadł z sił…” przesunął nosem ledwo muskając jej szyję i głośno wciągnął nim powietrze.
Kobieta mimowolnie powoli zaczerpnęła powietrza do płuc.
„Idź sobie…” powiedziała dość powoli.
Czuł jak nieznacznie zesztywniała, gdy pochylił się w jej stronę, a serce zaczęło jej wariować szybciej rozprzestrzeniając jej gorącą krew po ciele. Uśmiechnął się pod nosem.
„Skoro tak sobie życzysz… Integral” przesunął wargami po skórze tuż nad tętnicą i wyprostował się patrząc jej szelmowsko w oczy, po czym zniknął.
Kobieta głośno wypuściła powietrze z ust przymykając powieki.
***
Profesor dobrze wiedział, że jest ciągle obserwowany. Nie mógł jawnie zacząć szukać kamer, bo wydałoby się to podejrzane, a na widoku nie było żadnej. Oczywiście jest jeszcze mnóstwo innych sposobów by mogli go kontrolować… Po całym dniu spędzonym w laboratorium i nad papierami miał głowę pełną informacji. Nie wiedzieli wiele więcej od nich, choć znali kilka ważnych szczegółów, ale nie ten najważniejszy. Siedział przy stoliku obok kominka przeglądając papiery. Jego nagrodę o stosunkach wampirzo-ludzkich. Wziął plik czystych kartek i wkłuł wykałaczkę w leżącą obok na spodku cytrynę od jego herbaty. Mozolnie zaczął przenosić sok na kartkę układając jego ślady w litery.
***
Kobieta podeszła do śpiącego mężczyzny patrząc na niego dziwnie z góry. Staruszek spał opierając głowę na ramionach rozłożony na kartkach papieru. Część z nich była pusta, zaś reszta popisana jakimiś zależnościami. Wzięła jedną z nich do ręki. ‘Układ chronologiczny odnotowań związków wampirzo-ludzkich’ to tym zajmował się całą noc? Zaczęła przeglądać notatki. Miała wrażenie, że notował o wiele więcej w nocy, a niżeli tylko to… Wzruszyła ramionami. Nie ważne… oby był przydatny. Zniknęła.
***
Wampir wrócił dopiero nad ranem do zajazdu. Pojawił się w swoim pokoju syty i zadowolony rozsiadając się w fotelu. Nalał sobie wina i popił z kieliszka. Nie zlokalizował jeszcze miejsca pobytu profesora, jednak niezbyt popsuło mu to humor. Integral bardziej będzie niezadowolona… Właśnie. Wstał i przeciągnął się odstawiając kieliszek. Ciekawe, co tam u jego mistrza… Podszedł do dzielącej ich pokoje ściany i przeszedł przez nią. Uśmiechnął się szelmowsko widząc śpiącą nad jakimiś papierami kobietę opartą o stolik. Ona chyba nigdy się nie zmieni. Zbliżył się do niej i wziął jedną z kartek do ręki. Próbowała odtworzyć listę skradzionych ksiąg i zawartych w nich informacji. Wyjął z jej ręki długopis i dopisał kilka podpunktów na nowej kartce, po czym położył wszystko ponownie na stolik. Ostrożnie wziął ją na ręce i ruszył w stronę łóżka.
„Ughm… Alucard?” Spojrzała na niego nieprzytomnie, po czym ziewnęła zasłaniając usta.
„A któż by inny, Moja Droga, zanosił Cię po nocach do łóżka” uśmiechnął się krzywo kładąc ją na materacu.
„Uh…” usiadła przecierając oczy pod okularami. „Która godzina?”
„Poranna, Mistrzu” odgarnął jej włosy z twarzy. „Powinnaś iść spać.”
„Skoro poranna to raczej wstać…” ponownie ziewnęła.
„Zdecydowanie musisz się wyspać” zdjął jej okulary siadając obok.
„Co z Profesorem? Znalazłeś go?” Oparła policzek o jego ramię. Głowę miała tak strasznie ciężką…
„To dlatego, że jesteś nie wyspana Integral” przesunął dłonią po jej włosach. „Za dużo nie zdziałasz jak nie będziesz wypoczęta, Mistrzu.”
„Wiem…” mruknęła jakby niezadowolona.
Wampir uśmiechnął się krzywo i zniknął jej ubranie zastępując koszulką nocną.
Kobieta zmarszczyła brwi. „Nie pozwalaj sobie…”
„Kobieto Twa wdzięczność widzę, nie zna granic. Ja Ci pomagam, a Ty jeszcze marudzisz…” wywrócił oczami z udawaną rezygnacją i złapał ją za ramiona kładąc na materacu. „Masz iść spać…”
„A od kiedy Ty mi rozkazujesz?” Uśmiechnęła się krzywo.
„Od kiedy sama nie wiesz, co dla Ciebie dobre” spojrzał na nią z pobłażaniem.
Mimowolnie roześmiała się cicho. Lubił, kiedy się śmiała.
„Też idziesz spać?” Spojrzała na niego zmrużonymi oczami.
„Tak, Mistrzu, już powiedziałem, że jest godzina poranna a więc za jakiś czas wzejdzie słońce. Też chcę się przespać zanim mnie niecnie wykorzystasz do znalezienia Profesorka” uśmiechnął się wrednie.
„Jasne, jasne…” mimowolnie ziewnęła i odwróciła się do niego plecami odsuwając na drugą stronę łóżka. Wampir uniósł brew. „Jak chcesz możesz się położyć…” powiedziała obojętnie mimowolnie zerkając na niego przez ramię.
Roześmiał się nieznacznie. „Wykończysz mnie kiedyś, Kobieto…” zniknął swoje buty i sweter kładąc się obok niej. „Jeszcze zaledwie kilka godzin temu kazałaś mi się wynosić z tego pokoju…” spojrzał na nią szelmowsko, po czym roześmiał się w głos. Integral spała.
***
Profesor obudził się, gdy pierwsze promienie słońca wpadły przez zakratowane okna wprost na jego twarz. Zmarszczył brwi i z pomrukiem niezadowolenia zasłonił oczy. Usiadł i przeciągnął się ziewając potężnie. Przetarł oczy knykciami, a kiedy je otworzył zamrugał kilkakrotnie.
„Jak miło, że Pan się w końcu obudził, Profesorze…” kobieta siedziała w jeszcze zaciemnionej części pokoju naprzeciw niego.
„Ughm… długo spałem?” Potarł odciśnięty policzek.
„Jest dziesiąta jeśli o godzinę Panu chodzi…” odparła spokojnie.
„Uh… to długo” mruknął i wstał ponownie się przeciągając, po chwili zaczął składać papiery.
„Widzę, że bardzo Pana zaciekawiły nasze informacje, aż nad nimi Pan zasnął” uśmiechnęła się krzywo.
„Siedziałem nad nimi całą noc…” podrapał się z zakłopotaniem w głowę i odłożył kartki na biurko pod ścianą.
„Wracając jednak do naszej sprawy… mamy ochotników…” uśmiech jej się poszerzył, a oczy profesora rozszerzyły w szoku.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

XXVI - Zdrajca?

sobota, 22.XII.2007, 17:13
Wesołych świąt wszystkim życzę! Mam nadzieję, że jakoś wcześniej uda mi się zebrać w sobie, a raczej trochę zmusić :P by napisać kolejną notę. Dziś się wzięłam i oto co z siebie wypociłam. Nie jest jakaś rewelka, ale mam nadzieję, że wam się spodoba.

~~~~
„Co niby z nim?” Zmarszczył brwi przyglądając jej się dziwnie.
„Jak to co?!” Zerwała się na nogi chwytając w pośpiechu spódnicę. „On wie wszystko, co my wiemy i ma wszystkie ważne książki!” Pośpiesznie zapięła zamek i sięgnęła po buty.
„Hmy… w sumie racja…” buty i płaszcz pojawiły się na nim momentalnie, po czym wstał. „Gotowa?”
„Tak…”
***
Profesor przeciągnął się w fotelu ziewając. Przysnął przy kominku robiąc swoje notatki. Wypił do końca już zimną herbatę i uporządkował papiery. Schował je do szuflady stolika, przy którym siedział i podrapał się po głowie. Ciepło kominka strasznie go rozleniwiło. No cóż… chyba zajrzy o Integral przedstawiając jej jego podejrzenia, co do całej sprawy. Skoro rząd stawiał trudności to pewnie on maczał w tym palce… ale zapewne ona już i tak sama do tego doszła. Wstał, a po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Mężczyzna uniósł brew.
„Kto tam?”
„Obsługa hotelowa, przyszłam po kubek i dzbanek po herbacie” odezwał się miły, kobiecy głos. „Chyba, że Pan jeszcze nie skończył to przyjdę później…”
„Ach tak, nie, proszę wejść, już skończyłem” sięgnął po tacę z wymienionymi przedmiotami, po czy odwrócił się gwałtownie zamachnąwszy i rzucił.
Jeden z mężczyzn, którzy właśnie weszli do pokoju oberwał metalową tacą w twarz, klnąc szpetnie przy tym, zaś reszta uniknęła ciosu. Profesor natychmiast zebrał najważniejsze notatki i już chciał pobiec w stronę drzwi, gdy zauważył, że ta forma ucieczki jest całkowicie niedostępna. Zawrócił w stronę drzwi balkonowych wydostając się na zewnątrz. Zrozpaczony spojrzał w dół, a potem na zbliżających się mężczyzn. Przerzucił dokumenty na balkon obok i wszedł na barierkę chwiejąc się.
„Proszę nie być aż tak głupim, Profesorze…” na balkon wyszła ubrana w czerwony żakiet kobieta, której głos nie brzmiał już tak miło jak za drzwi. „Niech Pan zejdzie…” uśmiechnęła się do niego krzywo wypuszczając dym papierosa z ust.
***
Integral wraz z wampirem pojawiła się na korytarzu. Wyrwała się z jego uścisku i momentalnie dopadła otwartych drzwi pokoju profesora. Porywacze nawet nie trudzili się zatarciem po sobie śladów. Mroźny wiatr wpadający przez otwarte, balkonowe drzwi przewracał porozsypywane kartki papieru. Zawartości wszystkich szafek były powywalane na wierzch, nie ostała się żadna rzecz na swoim miejscu. Wybiegła na balkon i rozejrzała się. Pojedyncze kartki leciały jeszcze w dół na nieuchronne spotkanie z ziemią.
„Byli tu nie dawno…” zauważył wampir również uważnie się rozglądając. „I pozostawili niezły bałagan” skrzywił się.
Wściekła kobieta uderzyła pięścią w metalową poręcz. „Zabrali wszystko!” Warknęła.
„A te kartki?” Kopnął stertę papieru.
„Puste… wszystkie puste…” zacisnęła palce na poręczy, aż knykcie jej zbielały. „Nie daruję… zadarli z nie właściwą osobą…”
Wampir uśmiechnął się krzywo ze złowrogim błyskiem w oku. „Oczywiście, Mistrzu… nie ujdzie im to na sucho.”
„Musimy zebrać wszystko, co pozostało z naszych rzeczy i przenieść się w bardziej bezpieczne miejsce…” wróciła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
„Proponuję powrócić do miejsca, z którego nas właśnie wyrwałaś i ustalenie planu działania…”
„Tak, masz rację. Potrzebne nam miejsce, gdzie będziemy mogli wszystko spokojnie przemyśleć bez szpiegów na karku…” zaczęła zbierać kartki z podłogi.
Wampir uśmiechnął się pobłażliwie. „Zostaw to, kobieto, zajmę się tym. Ty lepiej pójdź sprawdź własny pokój. Zapewne nie znaleźli tam nic, co mogłoby ich zainteresować, jednak na pewno go też splądrowali” zauważył. „I przygotuj się do małej przeprowadzki, Mistrzu…” powiedział odprowadzając ją wzrokiem do drzwi, a kiedy tylko zniknęła w korytarzu zamknął je za nią machnięciem ręki. Po chwili wszystkie cienie w pokoju zawirowały.
***
Integral weszła do swojego pokoju i rozejrzała się. Wampir miał rację, jej pokój również został przeszukany i to doszczętnie. Ominęła rozrzucone ciuchy i podeszła do szafy. Wyciągnęła z niej walizkę i otworzyła, po czym zaczęła zbierać swoje rzeczy, po kilkunastu minutach była już spakowana. Na szczęście nic z jej rzeczy nie zniknęło, chociaż i tak w tej chwili nie miałoby to najmniejszego znaczenia. Nie było tutaj żadnych przydatnych informacji… Wzięła walizkę i wyszła wracając do pokoju profesora.
Wampir siedział w fotelu w idealnie wysprzątanym pomieszczeniu przeglądając jakieś papiery. Kobieta rozejrzała się dziwnie po pokoju.
„Znalazłeś coś?” Podeszła do niego.
„W sumie nic… wszystko puste prócz tego” podał jej jedną z kartek.
„’Stosunki damsko-męskie między wampirami i ludźmi’?” Przeczytała duży napis wskazujący na to, że kartka była stroną tytułową notatek.
„Najwyraźniej profesorek zgłębia nie tylko nakazany mu temat, ale też własną ‘pracę’” zauważył uśmiechając się dziwnie. „Nie uważasz, że to bardzo ciekawy, temat?”
Blondynka nerwowo schowała kartkę do kieszeni. „Nie mamy teraz czasu na bzdury!”
Roześmiał się cicho i wstał z fotela. „Oczywiście, Mistrzu…” uśmiechnął się krzywo. „Gotowa?” Objął ją w pasie.
„Tak…” zamknęła oczy.
„Wspaniale…”
***
Profesor siedział w jakiejś celi i gładził się po głowie wykrzywiając przy tym usta. Głowa strasznie go bolała, a pod palcami czuł ogromnego guza. Ostatnie, co był sobie w stanie przypomnieć to to, jak stracił równowagę na poręczy i został złapany przez tych gości, a potem silny cios w głowę. Jęknął cicho czując pulsujący, tępy ból.
„Mówiłam, Profesorze, by nie był Pan głupi. Mogłoby się bez tego obejść…” drzwi od ciemnej celi otworzyły się ze skrzypieniem wpuszczając snop jasnego światła do środka otaczając stojącą w progu postać.
Mężczyzna ponownie jęknął zasłaniając oczy dłońmi.
„Spokojnie, zaraz przyzwyczai się Pan do światła. Przykro mi, że skończyło się nasze spotkanie tak brutalnie, jednak nie dał mi Pan innej możliwości…” kobieta weszła głębiej i usiadła na krześle stojącym pod przeciwległą ścianą do kojca więźnia.
„Kim jesteś?” Zerknął na nią między palcami powoli przyzwyczajając się do jasności.
„To nie jest w tej chwili ważne, Profesorze. Ważne jest to, czy Pan się dobrze czuje? Mam nadzieję, że uderzenie nie sprawiło, że czegoś ważnego Pan zapomniał…”
„I tak wam nic nie powiem!” Warknął przerywając jej.
„Ależ powie Pan nam” kobieta uśmiechnęła się dziwnie. „Nie chcemy trzymać Pana, jako więźnia o ile Pan nas do tego nie zmusi. Chcemy współpracy…” zmrużyła niebezpiecznie oczy.
„Współpracy? Skąd wam przyszło na myśl, że zechcę współpracować z kimś takim jak Wy?!” Prychnął zirytowany.
„Bo jest Pan głodny wiedzy” odparła spokojnie. „Jest Pan bardzo mądrą osobą i zrozumie Pan korzyści, jakie płyną z układu jaki zechce Pan z nami zawrzeć” wyjaśniła. „Potrzebna nam pańska wiedza, zaś w zamian Pan otrzyma posiadaną przez nas wiedzę oraz możliwość swobodnego zajęcia się swoją prywatną pracą” uśmiechnęła się dziwnie i wyciągnęła z przyniesionej teczki kartki. „Bardzo interesujący temat Pan sobie wybrał. Ma Pan wiele jeszcze rzeczy do odkrycia z nim związanymi. W brew pozorom, wampiry potrafią być bardzo namiętnymi istotami… o ile nie zatracą się w władzy” wyszczerzyła kły. „Wiem coś o tym” rzuciła mu jego notatki i wstała. „Dam Panu czas do namysłu. Przyjdę do Pana z rana, zaś zaraz przyniosą Panu posiłek” powiedziała i wyszła, zanim on zdążył cokolwiek powiedzieć, zamykając za sobą drzwi.
„Bosko…” mruknął pod nosem patrząc na swoje notatki.
***
Integral siedziała na krześle przy biurku opierając czoło na dłoni palcami drugiej ręki stukając w blat. Czemu wcześniej o tym nie pomyślała? Cholera! Była nieczujna jak naiwna szczeniara! Zacisnęła dłoń w pięść. Muszą odzyskać profesora i to jak najszybciej, zanim zdołają cokolwiek z niego wyciągnąć. Cholera… żeby tylko nie dali rady zrozumieć sensu legendy…
„Nie denerwuj się tak, Profesorek to sprytny gość, zobaczysz, okaże się, że nawet ich wyroluje” wampir wszedł do pokoju z krzywym uśmieszkiem.
„Załatwiłeś wszystko?” Spojrzała na niego z ukosa.
„Tak jak chciałaś, Mistrzu” skłonił się lekko. „Nie zadawali żadnych pytań…”
„Wspaniale” wstała od biurka i podeszła do walizki. „Możesz odejść, chcę się przebrać…”
„A może powinienem zostać?” Oparł się o framugę drzwi z krzywym uśmieszkiem. „Tak dla bezpieczeństwa, Mistrzu… nigdy nie wiadomo, czy tutaj też nie ma szpiegów” wyszczerzył kły.
„Bezpieczna to ja będę jak spędzisz noc co najwyżej w pokoju obok, nie bliżej” spojrzała na niego dziwnie.
„Dobrze wiesz, Mistrzu, że nie mógłbym Cię skrzywdzić” pojawił się tuż przed nią odgarniając jej kosmyk z twarzy nie przestając się szelmowsko uśmiechać.
„Alucard… wyjdź” zmrużyła oczy.
Pochylił się w stronę jej ucha. „A może jednak…?”
Oczy rozszerzyły jej się w szoku, gdy jego chłodne usta dotknęły jej ucha, zaś serce zabiło szybciej. „Wyjdź…” przeklęła się w myślach za dziwny ton jej wypowiedzi. „To rozkaz…” powiedziała pewniej.
„Oczywiście, Moja Pani…” uśmiechnął się szerzej i powoli wyprostował patrząc na nią z góry, po czym zniknął.
Przymknęła oczy i cicho westchnęła wkładając rękę do kieszeni, po czym wyciągnęła z niej kartkę. Spojrzała na świstek dziwnie. Stosunki damsko-męskie… też coś. Schowała papier i otworzyła walizkę.
***
„Jak to miło, że zdecydował się Pan na współpracę z nami” kobieta uśmiechnęła się z zadowoleniem. „Proszę tędy” otworzyła przed nim drzwi. „To będzie pański pokój” ukazała mu luksusowy apartament.
„Jasne, jasne…” mężczyzna rozejrzał się niecierpliwie zaciskając nieznacznie palce na dokumentach. „Zanim cokolwiek wam zdradzę najpierw chcę wiedzieć wszystko, co Wy by móc złożyć to w logiczną całość…”
„Oczywiście, profesorze, jednak na początek dostanie Pan połowę wiedzy, dopiero po tym, jak zacznie Pan mówić, resztę. Rozumie Pan… takie małe zabezpieczenie, na wypadek, gdyby chciał nas Pan oszukać” uśmiechnęła się dziwnie.
„Oszukać?” Spojrzał na nią jakby z pogardą. „Niby po co? Hellsing mnie zabije za chęć współpracy więc niby po co miałbym to robić?” Jeszcze mocniej zacisnął dłoń.
Kobieta uśmiechnęła się tajemniczo i weszła do pomieszczenia. „Tutaj jest łazienka, a tu sypialnia. Posiłki będzie Pan dostawał gotowe, takie jakie Pan zechce i kiedy Pan zechce” wyjaśniła odsłaniając zasłony ukazując zakratowane okna.
Mężczyzna skrzywił się nieznacznie.
„Kolejne zabezpieczenie” uśmiech jej się poszerzył. „Przy drzwiach będzie straż by nikt Panu nie przeszkadzał. Oczywiście wszystkie okna są zakratowane” ruszyła w stronę drzwi. „W szafie czeka na Pana kilka świeżych rzeczy. Mam nadzieję, że będą pasowały. Za chwilę służąca przyniesie Panu śniadanie, a za dwie godziny zaprowadzę Pana do laboratorium” wyjaśniła wychodząc i zamknęła za sobą drzwi.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

OK

wtorek, 25.IX.2007, 08:30
Niedługo wezmę się do roboty i napiszę nową notkę, obiecuję, niech tylko minie ten tydzień zawalony bezsensownymi sprawdzianami, kartkówkami etc
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:



|Księga || Próg przekroczyło istot. || Fav ||Przeszłość : 2006 XI (2) XII (3) 2007 I (8) II (6) III (1) IV (2) V (1) VI (1) VII (2) IX (1) XII (1) 2008 I (1) VI (1) VII (2) VIII (3) IX (1) X (3) XI (1) 2009 IV (1) |
***
Grafika: Solid & Etc
Przeróbka & HTML & tylko dla: Integral